14 listopada 2016

Removable bolts dla oszczędnych. Podsumowanie po dwóch sezonach

Coeur Pulse 12 mm "removable bolts" firmy Petzl. Fajny, ale niestety prawdopodobnie będzie dość drogi.





Minęły dokładnie dwa sezony od kiedy po raz pierwszy zastosowałem na highlinach wyjmowane kotwy rozporowe. Było to spowodowane z jednej strony kwestią ekonomiczną, a z drugiej bezpieczeństwem. Po 5-6 latach nieużywane bolty w morskich lub zmiennych warunkach pogodowych mogą stać się bardzo niebezpieczne. Poza tym firmowe kotwy są drogie, nie mówiąc już o wklejanych ringach. Z kolei te tańsze, niemarkowe, są słabszej jakości i wytrzymałości. Testowałem kiedyś polskie – stal była zbyt miękka, przy wbijaniu uszkadzał się łepek i gwint, więc bolt był praktycznie nie do użytku, dodatkowo po dwóch latach łapały rdzę. Wymyśliłem zatem wyjmowane, wielorazowe kotwy, które najpierw przetestowałem u siebie w piwnicy. Praktycznie stanowiska wszystkich moich nowych linii od 2015 roku (jeśli nie było możliwości zrobienia ich „czysto”) oparte są na tej metodzie.
Jeżeli na stanowisku mam dobry backup całości (uszy skalne, dalekie drzewo itp.), a skała jest lita to wiercę tylko dwie 12 mm dziury. Jeśli brakuje dobrego backupu, to robię klasyczny układ oparty na trzech otworach. W ciągu tych dwóch sezonów cały czas używałem kompletu 6 kotew, z czego tylko na dwóch zdarzyło mi się zapiec nakrętki, a samą metodę minimalnie dopracowałem.



Potrzebny sprzęt ;)


A więc tak:

1. Kupujemy firmowe kotwy Fischera/Hilti (w skale o dobrej jakości wystarczą nam w zupełności kotwy o długości 110-115 mm). Mogą to być tańsze kotwy do betonu niespękanego (FBN/HSA), bo i tak usuwamy sworzeń.


Przygotowanie wyjmowalnej kotwy trwa 10 sekund :)





2
. Zdejmujemy klips rozporowy i zamiast niego robimy „taśmowego klipsa”, czyli ruchomą rurkę z taśmy do tejpowania - ja używam płóciennej. Ilość taśmy to już praktyka, jak będzie jej za mało to plakietka nie będzie dostatecznie dociśnięta do skały i będzie miała luz, a sam bolt przy operacjach związanych z riggiem może nam się częściowo wysunąć. Z kolei jak będzie taśmy za dużo to będziemy mieli spore problemy z wyjęciem kotwy i może się ona nie nadawać do ponownego użytku, jeśli nie mamy pod ręką klucza i imadła.


Mój zestaw do oczyszczania otworów: wycior, wężyk i opcjonalnie jeśli nie mam wiertarki - wiertło

3. Po wywierceniu otworu musimy go dobrze oczyścić. Jeśli tego nie zrobimy to możemy mieć problemy przy wyjmowaniu. Musimy pamiętać, że gdy używamy klipsa z taśmy płóciennej to w dziurach nie powinno być też wody. Przy powtórkach starych linii, gdzie otworów nie zabezpieczyliśmy zaślepkami, powinniśmy mieć ze sobą wiertło, aby je oczyścić.

4. BOLTY MUSZĄ BYĆ NA ŚCINANIE!!!!!


5. RÓWNIEŻ NIE INSTALUJMY WYJMOWANYCH KOTEW W OKAPACH!!!!!

Wyjmowalne kotwy muszą być na ścinanie i nie montujemy ich w okapach

6. Zanim wbijemy kotwę zakładamy na nią plakietkę, podkładkę i nakrętkę. Odległość od górnej krawędzi kotwy do nakrętki powinna wynosić około półtora jej grubości.


Kotwa gotowa do wbijania

7
. Tak przygotowane kotwy wbijamy razem z plakietkami w wywiercone i oczyszczone dziury.


Kotwę wbijamy razem z plakietką


8
. Nic już nie dokręcamy. Plakietka nie powinna mieć luzu ew. może obracać się z lekkim oporem. (Jeżeli jest luz to możemy delikatnie dokręcić nakrętkę). Teraz możemy wpinać karabinki i riggować.

9. Do wyjmowania boltów potrzebny nam jest klucz płaski numer 19 (z jednej strony klasyczny z drugiej oczkowy) i w 90% przypadkach przydaje się też młotek.


10. Plakietkę lepiej usunąć, po pierwsze by jej nie zniszczyć, a po drugie by nam nie przeszkadzała, gdy wystąpią jakieś komplikacje z wyjmowaniem (choć muszę przyznać, że kotwę z plakietą lepiej się podważa kluczem).


Wyjmowanie kotwy poprzez podważanie kluczem

11. Klucza używamy jak dwuramiennej dźwigni. Jeden jego koniec wkładamy pod podkładkę, a w drugi stukamy delikatnie młotkiem lub mocno naciskamy - bolt powinien trochę wyjść. Dokręcamy śrubę i czynność tą powtarzamy, aż kotwa wyjdzie w całości. Oczywiście, jeśli daliśmy za dużo taśmy, lub otwór był nieoczyszczony albo mieliśmy pecha i nie jesteśmy wstanie wyjąć kotwy powyższym sposobem, to pozostaje nam dokręcić nakrętkę do końca. Mimo sporego oporu ostatecznie bolt powinien wyjść. Oczywiście w tym przypadku dokręcimy do końca gwintu i nakrętka będzie się obracała wraz z boltem, ale jest tam tylko taśma klejąca, więc gdy pokręcimy w prawo, w lewo, delikatnie ciągnąc przy tym do góry (przydaje się tu oczkowy koniec klucza), to w końcu nam się uda. Oczywiście taki bolt jest już nie do użytku. Trzeba go włożyć w duże imadło i odkręcić zapieczoną nakrętkę. Dlatego jeśli planujemy na wypadzie kilka hajków pod rząd, to warto mieć w zapasie przynajmniej dwa bolty lub duże kombinerki. 


Gdy nakrętka się zapiecze pozostaje nam imadło, nawet duże kombinerki często nie dają rady





Plusy takiego rozwiązania:

1. Brak żelastwa szpecącego skały. Przyroda bardzo szybko wchłonie te otwory. Jeśli nie zostawimy zatyczek to po roku może w nich już rosnąć trawa, a na morskich waterlinach - dziury będą zasypane solą. Po dwóch latach po hajku może nie być śladu.

2. Bezpieczeństwo. Jeśli kotwy są na ścinanie to naprawdę nie ma, co się obawiać, moim zdaniem są tak samo bezpiecznie jak „normalne”. Dodatkowo nie musimy się zastanawiać, kto i jak dawno je instalował, i w jakim są aktualnie stanie. Puste otwory, gdy nie slaczymy, nie powodują naprężenia w skale.

3. Oszczędność. Używam 6 kotew już drugi sezon. Dwie są do „naprawienia”, ale na pewno ten komplet przetrwa jeszcze jeden sezon.

4. Czas instalacji jest praktycznie taki sam lub nawet szybszy, no chyba, że musimy wyczyścić otwory.

5. Za jakiś czas w najpopularniejszych miejscówkach będzie można zainstalować wklejane ringi, używając tych samych otworów.



Po highlinach pozostają tylko otwory. Te w które włożyłem zaślepki łatwo jest odnaleźć, pozostałe już po roku pochłania przyroda 


Minusy:

1. Nawet autorowi projektu trudno czasem odnaleźć pochłonięte przez przyrodę otwory, dlatego w przyszłości zawsze będę używał zaślepek w jaskrawym kolorze.

2. Dużo więcej czasu tracimy przy deinstalacji stanowisk w porównaniu z klasycznym rozwiązaniem.

3. Minimalnie cięższy bagaż – kotwy + młotek.


Mój pierwszy hajek ze stanowiskami na wyjmowalnych kotwach ( 2015 r.) Krótki, ale wysoki ;)
To by było na tyle. Moim zdaniem, gdy bolty są na ścinanie to naprawdę są bezpiecznym rozwiązaniem. Klips z taśmy jest głównie po to, by plakietka nam nie latała, a bolt, by przypadkowo podczas riggowania się częściowo nie wysunął. Testowałem to zarówno na luźnych taśmach, jak i mocniej napiętych, w czasie chodzenia i upadków. W tym roku do tego rozwiązania mimo oporów przekonali się bułgarscy slacklinerzy. Skakali i bansowali, a żaden bolt nigdy nie drgnął nawet o milimetr. Jeśli nie stać nas na wklejane ringi to zachęcam do tego rozwiązania, które prawie na równi z „czystymi” stanowiskami jest przyjazne środowisku.

Tu link do artykułu z pierwszych moich testów z wyciąganymi kotwami.







Koszmarek

14 maja 2016

Dostanie się do stanowiska, po zerwaniu taśmy




Kiedyś zainteresowało mnie, jakie obciążenia działają na stanowisku przy upadku pod taśmę na backup. Oprócz tego z testu jasno wynikało, że używanie dynamicznej liny połówkowej jako backup, na midlinach jest bardzo niebezpieczne. Oczywiście wszystko zależy od stosunku długości do wysokości linii, 70 m na 20 m będzie równie niebezpieczne, co 30 m na 9 m - jeśli taśma pęknie to zaliczymy glebę. Przy dzisiejszych próbach jeszcze raz to potwierdziłem, dodając jedynie, że w dobie luźnych taśm i jeszcze luźniejszych backupów, zaliczyłbym też do bardzo niebezpiecznych na midlinach używanie pojedynczej liny dynamicznej jako backupu. Niby mniej się rozciąga niż połówkowa, ale jeśli nie chcemy jej czuć w systemie to robimy delikatną "firankę". Jeśli taśma nie wytrzyma, efekt jest ten sam, co przy linie połówkowej – gleba i to prawie bez amortyzacji. Dla przypomnienie testowy midline ma długość 33 m i wysokość 9 m. 

Szwajcarzy dają taki przelicznik co do bezpiecznej wysokości hajka: 1/3 długości taśmy + dodatkowe 3 m.



Zjazd na lonży po 8,5 mm linie połówkowej robiącej jako backup zakończył się na ziemi





Przy zjeździe tylko na backupie na linie połówkowej na środku dotykałem ziemi, na pojedynczej miałem może z 1.5 m zapasu (stanowisko było wyżej, bo na ok. 10 m). Przy drugiej próbie już spokojnie stałem na ziemi w obu wariantach. Dobrze jest więc dla bezpieczeństwa przy nie za dużej wysokości naszej taśmy, po pierwszym przejściu i upadku trochę dociągnąć backup z liny dynamicznej.
Wracając do tematu, na hajkach najczęściej jestem sam i mogę liczyć tylko na siebie, więc tym razem postanowiłem sprawdzić, czy jeśli pęknie mi taśma, to czy dam radę, mając tylko HangOvera, dostać się do stanowiska. Oczywiście taśma i backup zawsze są zatejpowane, więc praktycznie nie ma możliwości, że będziemy wychodzić tylko po backupie. Choć zawsze parę tejpów może odpaść, a taśma po zerwaniu zwinąć się w firankę, przez co przez kilka metrów będziemy mieli do dyspozycji naszych rąk tylko goły backup. 

Statyk 9 mm z "zerwaną" taśmą, lina pojedyncza 10 mm, dyneema 6 mm, lina połówkowa 8,5 mm
 Sprawdziłem cztery warianty backupu: z dynamicznej liny połówkowej 8,5 mm, dynamicznej liny pojedynczej 10 mm, dyneemy 6 mm i liny statycznej 9 mm wraz z zerwaną taśmą. Lina połówkowa była delikatnie naciągnięta z ręki, a reszta backupów dość luźna, tak, żeby nie było ich czuć przy chodzeniu.
Po zerwaniu taśmy, zaliczymy raczej 100% „leash fall-a”, a następnie dość szybko pojedziemy w okolice środka, ku największemu ugięciu taśmy. Podczas jazdy wskutek tarcia ringi się nagrzewają, choć u mnie po tych 12-14 m były ciepłe, ale nieparzące. Przy bardzo długich liniach może to być niebezpieczne, szczególnie, jeśli mamy backup z dyneemy, której temperatura topnienia wynosi tylko 150 °C. Podczas jazdy tejpy będą nas trochę spowalniać, ale mogą też ucierpieć.

No to siup...


Po zjechaniu zakładałem HangOvera i próbowałem się dostać do stanu. Udało mi się to jedynie na linie statycznej z taśmą, choć i tak wymagało to na końcowych metrach użycia siły. Przy „gołych” linach 3-4 m od stanu robiło się już tak pionowo, że nie dawałem rady utrzymać ich rękoma, ślizgałem się i zjeżdżałem ponownie na środek.  By wyjść do stanu ostatecznie musiałem użyć tibloka. Oczywiście taka sytuacja raczej nigdy nam się nie zdarzy, bo taśma jest zatejpowana z backupem, przez co mamy pewniejszy chwyt i wyjście jest łatwiejsze. 







Przy tej długości i takim sagu spokojnie dało się dotrzeć do stanu
Bardzo ciekawa sytuacja jest za to na dyneemie - po zjeździe na środek byłem 
wstanie ze względu na jej małą średnicę i sporą śliskość jedynie się przemieszczać w obu kierunkach na jakieś 2 m, potem już ręce przestawały trzymać. Gdyby na hajku w takiej sytuacji zatejpowana z dyneemą taśma była za daleko, to byłbym uziemiony. 


Brrrrrrrr....dzięki za taki backup....

Nawet "francuz" w pewnym momencie nie dawał rady



Pozostało mi użycie kawałka rep sznura. Zrobiłem węzeł zaciskowy - „francuski” i dopiero wtedy dałem radę się przesuwać po tak cienkiej dyneemie do góry. Nie wiem czy mój rep sznur okazał się za gruby, czy mokra dyneema za śliska, ale do stanowiska nie udało mi się wyjść, węzeł po kilku metrach zaczął puszczać. Dobrze, że miałem przygotowaną linę statyczną, po której zjechałem na ziemię. Oczywiście, tak jak wspomniałem powyżej, jest to sytuacja wielce nieprawdopodobna, bo zawsze mamy zatejpowaną z backupem taśmę.


Wycof z dyneeny krótkim zjazdem


W podsumowaniu. Jeśli na hajku nie mamy partnera, który w razie czego pomoże nam dostać się do stanu, gdy pęknie nam taśma, to chyba warto mieć przy uprzęży kawałek 5 mm rep sznura do ewentualnego auto ratownictwa. Bez problemu zadziała on na linie, taśmie, częściowo na dyneemie i co najważniejsze na taśmie z backupem, mimo, że trochę będą nam przeszkadzać tejpy. 
Najtrudniejsze są ostatnie metry. Nieraz ukształtowanie terenu pomoże nam je łatwiej pokonać jeśli będziemy mogli nogami zaprzeć się o skałę, ale może się zdarzyć, że pod stanami mamy przewieszki wtedy dostanie się do stanu może być ciężkie. Zresztą, gdy mamy długą taśmę z dużym sagiem, dzięki takiemu rep sznurowi będziemy mogli zrobić sobie przystanek i dać odpocząć rękom. 

Nie jest to idealne rozwiązanie, ale można odpocząć podczas podchodzenia


Również należy pamiętać o dokładnym zabezpieczaniu taśmy i backupu przed ostrymi skalnymi krawędziami. Po zerwaniu taśmy nasz luźny backup idzie pod ostrym kątem w dół, przez co jest bardziej narażony na uszkodzenia. To by było na tyle, nikomu oczywiście nie życzę zerwania highlinowej taśmy w czasie spaceru po niej. Nigdy mi się to nie zdarzyło, ale pewnie miałoby to dość negatywny wydźwięk na moją psychikę, szczególnie gdyby za backup służyła mi 6 mm dyneeema. Wpierw strach przed przepaleniem, a następnie przed przetarciem na stanowisku… Zapewne zaraz bym się przywiązał do urwanego kawałka taśmy :)

PS. Może będzie warto w przyszłości opracować i przetrenować metody ratowania nieprzytomnego partnera wiszącego na hajku.





Koszmarek

8 maja 2016

W butach, jak na boso. Test Merrell Vapor Glove 2



Moje ukochane slacklinowe Line Kingi spod znaku 5.10 w tym sezonie zaczęły się zupełnie rozpadać. Mimo że podeszwa jest jeszcze ok, to powstały dziury na złączeniu podeszwy z cholewką i popękał mi materiał na obu piętach. 

Spokojnie wytrzymają jeszcze jeden sezon, ale o jakiejkolwiek precyzji stąpania można zapomnieć. Zresztą po tylu latach używania, nie dziwi, że są już tak strasznie rozbite. Moim zdaniem był to bardzo udany i uniwersalny model zarówno do tricków, jak i do chodzenia po taśmie. W historii moich butów były to takie, które miałem najdłużej. Żadne inne, oprócz narciarskich i zimowych górskich, niezależnie od marki i ceny, nie przeżyły dłużej niż 1-2 sezony. 
Niestety kolejne wcielenia Line Kingów to już nie to, a dedykowane buty do slacka spod znaku adidasa Slack Cruiser zupełnie mi nie podpasowały. Są dobre na tricki, ale nie na longi i hajki, gdzie lubię „czuć” taśmę. Od jakiegoś czasu zacząłem się więc rozglądać za czymś nowym. Minimalistyczne buty biegowe Vapor Glove spod znaku Merrella od dawna wpadły mi w oko, a od znajomych słyszałem kilka pozytywnych opinii na ich temat. Również ekipa 2Trees slaczy w tych papciach, choć z własnego doświadczenia wiem, że opinie o produktach osób sponsorowanych należy traktować z lekkim przymrużeniem oka. Najlepiej jest sprawdzić samemu. Niestety cena w granicach 350-400 zł za skarpetki z podeszwą skutecznie mnie odstraszała. W końcu trafiłem na promocję, a dzięki dodatkowym rabatom udało mi się je kupić za mniej niż 150 zł. Niestety była tylko jedna para. Na potrzeby slacklina nabyłem o numer mniejsze.

Od lewej: Merrell - Vapor Glove, Adidas - Slack Cruiser, Five Ten - Line King
Wszystkie trzy podeszwy zapewniają bardzo dobrą przyczepność na slacku. Czucie taśmy najlepsze jest w Merrellach, następnie w 5.10, a w Adidasie praktycznie go brak. Merrelle i 5.10 mają zerowy drop. Wszystkie trzy podeszwy rewelacyjnie zbierają brud ;)
Nie będę się rozpisywał nad parametrami technicznymi, bo te można zobaczyć na stronie producenta, ale po wyjęciu z pudełka… szok! To nie but, to skarpetka ze skóry węża! W dodatku nic nie ważą, są mega elastyczne i mają zerowy drop. Buty, które sprawiają wrażenia bardzo delikatnych i raczej pasujących tylko na wąskie stopy.


Bardzo niska waga para - 293 g i ta niesamowita elastyczność


Pakuję sprzęt i lecę na moją standardową miejscówkę do testów. Rozwieszam taśmę, zakładam "skórę węża" i ruszam. But dopasował się do stopy niczym skarpetka, a czucie taśmy i precyzja stąpania jest rewelacyjna. Czuję się jakbym chodził na boso – jakbym ubrał drugą skórę. Bez problemu pokonuję kilka razy pod rząd taśmę, z którą jeszcze niedawno miałem spore problemy. But nie wymaga żadnego przyzwyczajenia, po prostu zakładasz i idziesz. Kiedyś nawet z Line Kingami musiałem się przez jakiś czas oswajać, a w Slack Cruiserach nawet po ponad roku używania, nie jestem wstanie chodzić na hajkach.






Tu mamy czucie taśmy jak przy bosej nodze, ale przy okazji ją chronimy. Oczywiście mógłbym jak większość slacklinerów chodzić bez butów, ale nie za bardzo tak lubię. I nie chodzi mi tylko o ewentualne otarcia stóp przez taśmę, ale o zeskakiwanie czy spadanie z taśmy na niekoniecznie przyjazne podłoże.




Również łażenie po 18 mm linie konopnej na bosaka jest dość nieprzyjemne i bolesne, często włazi ona m/y palce. W merrellach choć mocno ją "czujemy" chodzi się po linie, jak i po taśmie po prostu kapitalnie.


Na linie Merrellle też dają radę :)




W skrócie: rewelacyjne czucie taśmy, super przyczepna wibramowa i elastyczna podeszwa (przy chodzeniu nie natrafiamy na żaden opór buta, a stopa zachowuje się naturalnie, jakby była bosa), wygoda i dopasowanie, niska waga, ochrona przed obtarciami i przy zeskokach na ziemię. Na razie testowałem je na bardzo luźnym, zdublowanym 30 m białym Rubberze; na dość luźnej pojedynczej 46 m Zielonej Mili; słabo napiętej zdublowanej 68 m Octopussy MK III; 104 m mocno napiętej Platinium i na midlinach 25 m, 33 m i 54 m. Na każdej z tych taśm byłem bardzo mile zaskoczony, jak fajnie i naturalnie się w nich śmiga. 

Ten but zapewnia rewelacyjne czucie taśmy


Również łatwiej wykonuje się w nich wstanie z siadu, choć wstawanie z knee-dropa w porównaniu z moimi Line Kingami, gdzie język chronił piszczel, jest bardziej bolesne. Dodatkowo cholewka jest dość przewiewna, więc latem w Bułgarii nogi mi się nie zagotują. Pewnie i szybko schną, choć na waterliny bym ich nie używał. Czy lepiej mi się chodzi w skarpetkach czy bez, trudno powiedzieć - wielkiej różnicy nie czuję. Przy gołej stopie jest trochę przewiewniej, ale gdy jest duszno i gorąco, to wilgoć nie nadąża wyparowywać, powodując pewien dyskomfort, więc raczej zostanę przy cieniutkich skarpetach. Zresztą mimo, że producent reklamuje użycie wyściółki z oddychającej siateczki z technologią M-Select Fresh, która teoretycznie powinna eliminować pot i usuwać bakterie powodujące przykry zapach, raczej bym nie ryzykował chodzenia boso i zaśmierdnięta butów. Zresztą słyszałem od ich użytkownika, że może tak się zdarzyć ;)

Rewelacyjna przyczepność na taśmie idzie w parze z rewelacyjnym zbieraniem brudu na ziemi ;)


Cholewka Merrelli Vapor Glove wykonana jest z dość delikatnego materiału, więc taśma może ją bardzo łatwo uszkodzić. Buty nadają się raczej tylko do chodzenia po slacku, na tricki są za miękkie i szybko mogą się zniszczyć. Rowki w podeszwie tak samo jaki i w Line Kingach i Slack Cruiserach zbierają mnóstwo brudu, ale przez to, że but jest bardzo elastyczny łatwo go usunąć. 



Osobiście będę bardzo zadowolony, jeśli wytrzymają dwa sezony, a jeżeli nie, to będę musiał szukać czegoś innego lub przestawić się na gołe stopy. Czy warto je kupować? Do tricklina na pewno NIE. Do chodzenia po taśmie, jeśli nie lubimy tego robić na boso - TAK - ale tylko w promocji, bo będzie szkoda, jeśli szybko się zniszczą.

Co do ich trwałości, to w razie jakichś widocznych uszkodzeń, będę dopisywał tutaj na bieżąco. U mnie nie będą miały one łatwego życia.
Na taśmie minimalistyczne buty do biegania mogą być dobrą alternatywą chodzenia na boso.



27.03.2017  Minął dokładnie rok od zakupu 
Merrelli. Bucików nie oszczędzałem. Praktycznie na każdym slacklinowym treningu i highlinowym wypadzie miałem je na nogach. Po taśmie chodzi mi się w nich rewelacyjnie (poza zimą - straszliwie marzną w nich nogi). Niestety z trwałością już nie jest tak różowo. Co prawda podeszwa wygląda jak nowa, ale góra buta się zmechaciła, a w dwóch miejscach mam duże przetarcia, które niedługo zmienią się w dziury. Koniec butów jest bliski. Przetarcia powstały podczas wstawania z „chongo” i z  „sit startu”.





Podeszwa jak nowa, niestety z boku zaraz będę miał dziurę :(

Tak jak pisałem powyżej, gdyby wytrzymały dwa sezony to ok, ale jeden to zdecydowanie za krótko dla dość drogich "kapci" tylko na taśmę. Będę musiał poszukać alternatywy, no chyba, że mi się trafią takie same w super promocji :)





Koszmarek



12 marca 2016

System a'la Janki czyli soft release z klamrą jako mnożnik

Janki z system a'la Janki ;) Historyczna fota, tu po raz pierwszy zobaczyłem klamerki w akcji


Gdy byłem któregoś razu na zimowym Slackline Jamie na Polu Mokotowskim w Warszawie przyuważyłem, że kolega Janki naciąga taśmę przy pomocy soft release i klamerek samozaciskowych jako mnożnik. Niby nic takiego, gdyby nie te klamerki. Niezmiernie mnie to zaciekawiło. Klamry samozaciskowe w systemach slacklinowych to może żadna nowość, podobne są używane w czeskich zestawach firmy Equilibrium, ale z zastosowaniem ich w ten sposób spotkałem się po raz pierwszy. No i w czeskich zestawach to tak dobrze nie działa.

Stal kwasoodporna, waga jednej 73 g


W połączeniu z soft release powstaje hiper lekki i kompaktowy system naciągowy. 
Lekkość, lekkością, ale jak mocno da się tym naciągnąć taśmę? Przecież nie każdy lubi mieć 8 m SAG-u na 40 m hajku. W tym celu nabyłem za całe 25 zł dwie klamerki i czym prędzej udałem się na swoją testową miejscówkę na Forcie V Włochy. Klamerka jest wykonana ze stali kwasoodpornej, waży zaledwie 73 g, a jej mechanizm wytrzymuje troszkę ponad 400 kg.

Samozaciskowa klamra z 6 m soft release. Tylko 287 g :) Na górskie wypady lepiej mieć ciut więcej taśmy


Przy okazji testów sprawdziłem jeszcze raz, ile maksymalnie da się naciągnąć taśmę tylko przy pomocy samego soft release oraz rolki (hangOvera) w kombinacji z lineGripem. Oba dynamometry były nastawione na zapisywanie wartości maksymalnych, co w przypadku dynamometru zapisującego siłę ciągnięcia może nie jest najlepszym pomysłem, gdyż trudno mi było ciągnąć płynnie taśmę bez szarpnięć. Uzyskane dane są oczywiście tylko orientacyjne, zrobiłem zbyt mało prób i żadnych powtórzeń. Dodatkowo jest sporo zmiennych takich jak: rodzaj użytej taśmy w soft release, ilość warstw, typ banana, średnica pinów, użyte rolki i karabinki. 


Drogie i nieefektywne


1. LineGrip + HangOver

Po tym zestawie spodziewałem się trochę więcej. Wytężyłem wszystkie siły, zaparłem się o drzewo i uzyskałem napięcie taśmy zaledwie 183 kg, przy sile ciągnięcia 124 kg, czyli efektywność około półtorakrotna. Oczywiście możemy zrobić dodatkowe przełożenie, ale wiąże się to ze sporymi kosztami. Musimy również bardzo uważać na naszą taśmę, by nie postrzępić jej krawędzi na okładzinach banana. Może do tego dojść podczas naciągania, gdy za bardzo ciągniemy ją na boki, a nie dokładnie w linii slacka. Dlatego też używam tego systemu tylko do wybierania luzu lub gdy chcę chodzić po naprawdę luźnej taśmie. W sumie ta metoda jest mało efektywna, w dodatku jeśli chcemy ją rozbudować - to i dość kosztowna, a do demontażu i tak potrzebujemy soft release.

"Taśmowy bloczek"  tak zwane soft release, dobre nie tylko do zwalniania systemu, ale i do jego naciągania


2. Tylko Soft release


Taśmowy bloczek zrobiłem na szekli (fi 12 mm) i ostatnim pinie banana (fi 10 mm). Taśmę owinąłem 2 razy - naciągnąłem, następnie owinąłem 3 razy i ponownie naciągnąłem, i tak dalej, aż do 7 razy, czyli uzyskałem 14 warstw. Maksymalne napięcie, jakie uzyskałem, to 318 kg przy sile ciągnięcia 100,5 kg. Efektywność wahała się między 1,7-3,2-krotnym w zależności od ilości omotek. Moim zdaniem robienie ich powyżej 6-7 zupełnie nie ma sensu. Na pinach taśma mocno się zużywa, wzrasta tarcie, a efektywność maleje. 



Ciągnięcie z siłą 100 kg wymaga sporego nakładu energii i w miarę stabilnego podłoża, więc powyżej 180-200 kg polecałbym raczej metodę z jedną klamerką - 300 kg osiągniemy ciągnąc jednym palcem.


Maksymalne wartości jakie uzyskałem z soft release bez mnożnika

 3. Soft release z jedną klamerką jako mnożnik (4 testy)

Moim zdaniem jest to najlepsza kombinacja. Aby tarcie nie było za duże, zrobiłem tylko cztery owinięcia dookoła pinów, czyli 8 warstw. Do 300 kg dociągnąłem używając siły ok. 45 kg, a przy ciągnięciu z siłą 84 kg uzyskałem już 553 kg. Dalej naciągać nie było sensu. W sumie to super wynik. Taki naciąg uzyskuję przy pomocy mojej małej wyciągarki łańcuchowej i lineGripa. Ale zestaw ten, choć jest bardzo wygodny, waży ciut ponad 3 kg, a tu z ok. 6 m soft release raptem 287 g!!!!! Średnia efektywność była ok. 6,6-krotna.



Zestaw ten znakomicie sprawdzi się w podróży i wszędzie tam, gdzie zależy nam na niskiej wadze. Zresztą na większość hajków też nie będzie sensu brać nic innego. Oczywiście sprawdzę to w praniu, testy testami, ale w górach zawsze jest trochę inaczej.



Jedynym mankamentem jest to, że klamry nie da się włożyć od razu w miejsce, które potrzebujemy, a musimy ją przewlec od końca soft release. Ale co tam, trochę poczekamy i będzie. W Polsce sporo osób produkuje sprzęt do slacka, więc pewnie niedługo będziemy mieli otwieraną i łożyskowaną klamrę samozaciskową. ;) Jednak cena 12.5 zł w detalu będzie trudna do przebicia. 

Dzięki taśmowemu uszku mogę używać klamry z hangOverem i rolkami

W multiplierze powinno się dawać bloczek z jak największą rolką. W naszym przypadku pin klamerki ma fi tylko 7 mm. By to zmienić uszyłem z taśmy uszko, które umożliwia mi używanie klamry z hangOverem oraz rolkami i zrobiłem dodatkowe testy.



Do klamerki (multipliera) wpiąłem hangOvera (fi łożysk to 19 mm), a z drugiej strony dałem rolkę (fi łożysk 22 mm). Tak jak w teście powyżej miałem 8 warstw taśmy i bez większych problemów dociągnąłem do 482 kg przy sile ciągnięcia 56 kg (wcześniej potrzebowałem, aż 72 kg, by dociągnąć do 479 kg). Do tego momentu średnia efektywność była 8,7-krotna, czyli o 1,1 razy lepiej niż tylko z jedną kierunkową rolką. Niestety przy dalszym dociąganiu taśma się pofałdowała, a wydajność spadała do 7,4. Zapewne to wina zbyt dużego tarcia jakie powstaje na małych pinach banana i szekli, a może i użytej taśmy. Rozwiązaniem mogą byś szekle z grubszymi pinami ew. zrobienie specjalnych bananów do 
soft release.

Koniec testu, taśma się pofałdowała :( będzie trzeba nad tym popracować 

Zrobiłem jeszcze jedno doświadczenie, w którym chciałem sprawdzić klamrę jako hamulec oraz różnicę w efektywności przy naciąganiu multiplierem (samozaciskową klamrą) bez rolek (na karabinku fi 10 mm i pinie klamry fi 7 mm), a multiplierem z dwoma rolkami (fi 19 mm i fi 22 mm). Tym razem taśmę owinąłem tylko 3 razy (6 warstw) i dałem dodatkową klamrę jako hamulec. 

Dwie klamerki, pierwsza jako mnożnik druga jako hamulec by soft release nam się nie luzowało
W teście z dwoma rolkami naciągnąłem taśmę bez najmniejszych problemów do 546 kg przy sile uciągu 78 kg. Przy 6 warstwach dodatkowy hamulec okazał bardzo wygodnym i pomocnym rozwiązaniem. Po zakończeniu naciągania zdjąłem go bez większych kłopotów, owinąłem taśmę dodatkowo jeszcze 3 razy, co w sumie dało mi 12 warstw, zabezpieczyłem i teoretycznie mogłem już chodzić. Średnia efektywność była na poziomie 7-krotnym.

Dwie rolki w multiplierze,  soft release - 6 warstw, druga klamra jako dodatkowy hamulec
Bez rolek w multiplierze, soft release - 6 warstw, druga klamra jako dodatkowy hamulec
Następny test trochę mnie zaskoczył. Bez rolek w multiplierze udało mi się naciągnąć taśmę jedynie do 432 kg przy sile ciągnięcia 83,5 kg
W porównaniu z testem z dwoma rolkami mamy 145 kg różnicy (399 kg versus 546 kg) przy podobnej sile ciągnięcia (78,5 kg versus 79 kg). Prawdę mówiąc, aż takiej różnicy się nie spodziewałem w sumie przy tak niewielkich średnicach łożysk w multiplierze







4. Soft release z dwoma klamerkami jako multipliery

Ta kombinacja mimo, że bez problemów naciągnąłem taśmę do 803 kg przy sile ciągnięcia 62 kg (czyli efektywność na poziomie 15-krotnym przy pięciu owinięciach - 10 warstw i tylko z rolkami kierunkowymi), nie do końca przypadła mi do gustu.




Na pewno przyda się w ekstremalnych sytuacjach, gdzie waga sprzętu jest kluczowa (podróż samolotem, dojazd rowerem), również do naciągania na „beton” 25 mm tricklina lub po prostu jeśli zapomnimy systemu do naciągania longa. Sprawdzi się raczej tylko w parku lub ewentualnie na hajkach, na których będziemy mieli łatwy dostęp do systemu. Zresztą longlina napiętego do 800-1000 kg kilkukrotnie szybciej naciągnę bloczkami bądź wyciągarką. Tu mamy sporo zabawy w przesuwanie obu klamerek i potrzebujemy znacznie dłuższego soft release (oczywiście zależy od parametrów naszej głównej taśmy). Ostatecznie taśmę udało mi się dopiąć do wartości ponad 850 kg, ale wewnętrzna warstwa w soft release znowu się pofałdowała, więc dałem sobie spokój. Miałem jeszcze spory zapas więc dociągnięcie do 1000 kg raczej nie stanowiłoby problemu.



Tak jak napisałem wyżej, najbardziej podoba mi się wariant naciągania z jedną klamerką jako mnożnik. Drugą warto posiadać jako zapas do nieoczekiwanych sytuacji lub jako hamulec przy naciąganiu z mniejszą ilością warstw. Niewielka waga, kompaktowość, spora siła naciągu, niska cena - cóż więcej potrzeba? Oczywiście są też mankamenty - klamerkę trzeba przewlekać przez całe soft release, sama taśma też szybciej się zużywa przy naciąganiu, aniżeli przy zwalnianiu, więc będzie ją trzeba częściej wymieniać, szczególnie jeśli naciągamy do wysokich wartości napięcia.



Janki ze swoim systemem i moją klamrą z uszkiem jako mnożnik ;)
Mimo to uważam, że system a'la Janki to super fajny i tani patent. Z jedną klamerką jako mnożnik - ponad 550 kg to rewelacyjny wynik, który spokojnie wystarczy do większości slacklinowych zastosowań. Do klamry warto dorobić sobie uszko z taśmy by móc jej używać z rolką lub hangOverem. Zwiększy to znacznie efektywność naciągania. W parku bez problemów naciągnąłem tak 60 m longa (taśma Zielona Mila), a jeszcze miałem spory zapas.

W parku bez problemu przy pomocy jednej klamerki naciągnąłem dość mocno 60 m longa :)






    Używając soft release pamiętajmy by:
    • przed chodzeniem, taśmę owinąć co najmniej 6 razy (12 warstw) 
    • zawsze zabezpieczać jej koniec
    • uważać by warstwy się nie rozjeżdżały (zmniejsza to tarcie i może doprowadzić do uszkodzenia taśmy)
    • jeśli używamy szekli, a taśmę napinamy innym systemem to piny przy zwalnianiu powinny się dokręcać.
      W naszym przypadku, gdy również przy pomocy soft release naciągamy taśmę trudno mi powiedzieć jak jest lepiej. Tym razem zrobiłem odwrotnie, taśma przy naciąganiu dokręcała pin. Problemów przy luzowaniu nie miałem, ale raczej będzie bezpieczniej zaopatrzyć się w szekle z zabezpieczeniem przed odkręcaniem.
       
    • W przypadku naciągania taśmy innym systemem, nie używać zbyt krótkiego soft release do dłuższych linii. Przy zwalnianiu jeśli zostanie nam zbyt mało warstw to nie utrzymamy taśmy. Taśma strzeli, lecące żelastwo może kogoś zabić, a soft release się przepali.
    • Przy zwalnianiu pamiętajmy by w pierwszej kolejności zlikwidować dodatkowe backupy, w przeciwnym razie będziemy musieli na nowo dopiąć taśmę.
    • zużytą, przetartą, postrzępioną czy przepaloną taśmę czym prędzej wymieniamy na nową.

    PS. Pewnie zastanawiacie się jak długie powinno być nasze soft release, by było w miarę uniwersalne. Na to pytanie jest stosunkowo trudno odpowiedzieć - przede wszystkim zależy to od długości taśmy jaką chcemy zamotać, jej rozciągliwości i naszych preferencji odnośnie siły napięcia. Na pewno warto mieć soft release w kilku długościach (6 m, 10 m, 12 m) i lepiej za długie niż niż za krótkie. W moim przypadku na 33,5 m długości i rozciągliwości taśmy na poziomie 8%, na styk wystarczyło mi 4 m soft release, by naciągnąć  taśmę do 300 kg i 6 m soft release, by ją naciągnąć do 550 kg z jedną klamerką. Przy naciąganiu tej samej długości do 850 kg z dwoma klamerkami musiałem już użyć soft release, które miało długość ok. 12 m.
    W parku przy pojedynczych taśmach na płaskim terenie i liniach powyżej 40-50 m wchodzą w rachubę już tylko
    soft release mające ponad 10 m

    To by było na tyle. Postaram się zebrać więcej danych i jeszcze uzupełniać ten post.

    Tu zamiast klamerki zastosowałem ogniwo z łańcucha 😁



    Koszmarek