14 listopada 2016

Removable bolts dla oszczędnych. Podsumowanie po dwóch sezonach

Coeur Pulse 12 mm "removable bolts" firmy Petzl. Fajny, ale niestety prawdopodobnie będzie dość drogi.





Minęły dokładnie dwa sezony od kiedy po raz pierwszy zastosowałem na highlinach wyjmowane kotwy rozporowe. Było to spowodowane z jednej strony kwestią ekonomiczną, a z drugiej bezpieczeństwem. Po 5-6 latach nieużywane bolty w morskich lub zmiennych warunkach pogodowych mogą stać się bardzo niebezpieczne. Poza tym firmowe kotwy są drogie, nie mówiąc już o wklejanych ringach. Z kolei te tańsze, niemarkowe, są słabszej jakości i wytrzymałości. Testowałem kiedyś polskie – stal była zbyt miękka, przy wbijaniu uszkadzał się łepek i gwint, więc bolt był praktycznie nie do użytku, dodatkowo po dwóch latach łapały rdzę. Wymyśliłem zatem wyjmowane, wielorazowe kotwy, które najpierw przetestowałem u siebie w piwnicy. Praktycznie stanowiska wszystkich moich nowych linii od 2015 roku (jeśli nie było możliwości zrobienia ich „czysto”) oparte są na tej metodzie.
Jeżeli na stanowisku mam dobry backup całości (uszy skalne, dalekie drzewo itp.), a skała jest lita to wiercę tylko dwie 12 mm dziury. Jeśli brakuje dobrego backupu, to robię klasyczny układ oparty na trzech otworach. W ciągu tych dwóch sezonów cały czas używałem kompletu 6 kotew, z czego tylko na dwóch zdarzyło mi się zapiec nakrętki, a samą metodę minimalnie dopracowałem.



Potrzebny sprzęt ;)


A więc tak:

1. Kupujemy firmowe kotwy Fischera/Hilti (w skale o dobrej jakości wystarczą nam w zupełności kotwy o długości 110-115 mm). Mogą to być tańsze kotwy do betonu niespękanego (FBN/HSA), bo i tak usuwamy sworzeń.


Przygotowanie wyjmowalnej kotwy trwa 10 sekund :)





2
. Zdejmujemy klips rozporowy i zamiast niego robimy „taśmowego klipsa”, czyli ruchomą rurkę z taśmy do tejpowania - ja używam płóciennej. Ilość taśmy to już praktyka, jak będzie jej za mało to plakietka nie będzie dostatecznie dociśnięta do skały i będzie miała luz, a sam bolt przy operacjach związanych z riggiem może nam się częściowo wysunąć. Z kolei jak będzie taśmy za dużo to będziemy mieli spore problemy z wyjęciem kotwy i może się ona nie nadawać do ponownego użytku, jeśli nie mamy pod ręką klucza i imadła.


Mój zestaw do oczyszczania otworów: wycior, wężyk i opcjonalnie jeśli nie mam wiertarki - wiertło

3. Po wywierceniu otworu musimy go dobrze oczyścić. Jeśli tego nie zrobimy to możemy mieć problemy przy wyjmowaniu. Musimy pamiętać, że gdy używamy klipsa z taśmy płóciennej to w dziurach nie powinno być też wody. Przy powtórkach starych linii, gdzie otworów nie zabezpieczyliśmy zaślepkami, powinniśmy mieć ze sobą wiertło, aby je oczyścić.

4. BOLTY MUSZĄ BYĆ NA ŚCINANIE!!!!!


5. RÓWNIEŻ NIE INSTALUJMY WYJMOWANYCH KOTEW W OKAPACH!!!!!

Wyjmowalne kotwy muszą być na ścinanie i nie montujemy ich w okapach

6. Zanim wbijemy kotwę zakładamy na nią plakietkę, podkładkę i nakrętkę. Odległość od górnej krawędzi kotwy do nakrętki powinna wynosić około półtora jej grubości.


Kotwa gotowa do wbijania

7
. Tak przygotowane kotwy wbijamy razem z plakietkami w wywiercone i oczyszczone dziury.


Kotwę wbijamy razem z plakietką


8
. Nic już nie dokręcamy. Plakietka nie powinna mieć luzu ew. może obracać się z lekkim oporem. (Jeżeli jest luz to możemy delikatnie dokręcić nakrętkę). Teraz możemy wpinać karabinki i riggować.

9. Do wyjmowania boltów potrzebny nam jest klucz płaski numer 19 (z jednej strony klasyczny z drugiej oczkowy) i w 90% przypadkach przydaje się też młotek.


10. Plakietkę lepiej usunąć, po pierwsze by jej nie zniszczyć, a po drugie by nam nie przeszkadzała, gdy wystąpią jakieś komplikacje z wyjmowaniem (choć muszę przyznać, że kotwę z plakietą lepiej się podważa kluczem).


Wyjmowanie kotwy poprzez podważanie kluczem

11. Klucza używamy jak dwuramiennej dźwigni. Jeden jego koniec wkładamy pod podkładkę, a w drugi stukamy delikatnie młotkiem lub mocno naciskamy - bolt powinien trochę wyjść. Dokręcamy śrubę i czynność tą powtarzamy, aż kotwa wyjdzie w całości. Oczywiście, jeśli daliśmy za dużo taśmy, lub otwór był nieoczyszczony albo mieliśmy pecha i nie jesteśmy wstanie wyjąć kotwy powyższym sposobem, to pozostaje nam dokręcić nakrętkę do końca. Mimo sporego oporu ostatecznie bolt powinien wyjść. Oczywiście w tym przypadku dokręcimy do końca gwintu i nakrętka będzie się obracała wraz z boltem, ale jest tam tylko taśma klejąca, więc gdy pokręcimy w prawo, w lewo, delikatnie ciągnąc przy tym do góry (przydaje się tu oczkowy koniec klucza), to w końcu nam się uda. Oczywiście taki bolt jest już nie do użytku. Trzeba go włożyć w duże imadło i odkręcić zapieczoną nakrętkę. Dlatego jeśli planujemy na wypadzie kilka hajków pod rząd, to warto mieć w zapasie przynajmniej dwa bolty lub duże kombinerki. 


Gdy nakrętka się zapiecze pozostaje nam imadło, nawet duże kombinerki często nie dają rady





Plusy takiego rozwiązania:

1. Brak żelastwa szpecącego skały. Przyroda bardzo szybko wchłonie te otwory. Jeśli nie zostawimy zatyczek to po roku może w nich już rosnąć trawa, a na morskich waterlinach - dziury będą zasypane solą. Po dwóch latach po hajku może nie być śladu.

2. Bezpieczeństwo. Jeśli kotwy są na ścinanie to naprawdę nie ma, co się obawiać, moim zdaniem są tak samo bezpiecznie jak „normalne”. Dodatkowo nie musimy się zastanawiać, kto i jak dawno je instalował, i w jakim są aktualnie stanie. Puste otwory, gdy nie slaczymy, nie powodują naprężenia w skale.

3. Oszczędność. Używam 6 kotew już drugi sezon. Dwie są do „naprawienia”, ale na pewno ten komplet przetrwa jeszcze jeden sezon.

4. Czas instalacji jest praktycznie taki sam lub nawet szybszy, no chyba, że musimy wyczyścić otwory.

5. Za jakiś czas w najpopularniejszych miejscówkach będzie można zainstalować wklejane ringi, używając tych samych otworów.



Po highlinach pozostają tylko otwory. Te w które włożyłem zaślepki łatwo jest odnaleźć, pozostałe już po roku pochłania przyroda 


Minusy:

1. Nawet autorowi projektu trudno czasem odnaleźć pochłonięte przez przyrodę otwory, dlatego w przyszłości zawsze będę używał zaślepek w jaskrawym kolorze.

2. Dużo więcej czasu tracimy przy deinstalacji stanowisk w porównaniu z klasycznym rozwiązaniem.

3. Minimalnie cięższy bagaż – kotwy + młotek.


Mój pierwszy hajek ze stanowiskami na wyjmowalnych kotwach ( 2015 r.) Krótki, ale wysoki ;)
To by było na tyle. Moim zdaniem, gdy bolty są na ścinanie to naprawdę są bezpiecznym rozwiązaniem. Klips z taśmy jest głównie po to, by plakietka nam nie latała, a bolt, by przypadkowo podczas riggowania się częściowo nie wysunął. Testowałem to zarówno na luźnych taśmach, jak i mocniej napiętych, w czasie chodzenia i upadków. W tym roku do tego rozwiązania mimo oporów przekonali się bułgarscy slacklinerzy. Skakali i bansowali, a żaden bolt nigdy nie drgnął nawet o milimetr. Jeśli nie stać nas na wklejane ringi to zachęcam do tego rozwiązania, które prawie na równi z „czystymi” stanowiskami jest przyjazne środowisku.

Tu link do artykułu z pierwszych moich testów z wyciąganymi kotwami.







Koszmarek