27 listopada 2017

Błędy popełniają ludzie, a nie sprzęt






Mimo, że highline nie jest sportem ekstremalnym, ani wysokiego ryzyka – oczywiście jeśli robimy to z asekuracją (choć towarzystwa ubezpieczeniowe uważają inaczej, bo „chodzenie po linie” jest w grupie sportów ekstremalnych), to musimy przestrzegać kilku podstawowych zasad, by nic nam się nie stało. Nasze bezpieczeństwo w największym stopniu zależy od prawidłowego riggu (montażu highlina) i odpowiedniego sprzętu. Wiele razy o tym pisałem, ale teraz zebrałem to w punkty. 


Sprzęt

1. Tylko stal z małymi wyjątkami 
Przy highlinach używamy tylko przemysłowych karabinków stalowych, stalowych mailonów i stalowych szekli oraz szekli ze stali nierdzewnej. Stalowe karabinki zakręcane, mailony i szekle powinny mieć stosowne certyfikaty i atesty. Nie kupujemy ich w sklepie ogrodniczym lub na bazarze. W przypadku szekli ze stali nierdzewnej, używanych w żeglarstwie (większość dostępnych w PL to „made in China”) mamy podaną jedynie wytrzymałość na zrywanie, którą traktujemy z dużym przymrużeniem oka, dzielimy ją na 7 i to będzie nasze maksymalne obciążenie robocze.

Karabinek i szekla w sklepie budowlanym, brak na nich jakichkolwiek oznaczeń. Takie sprzęty omijamy z daleka.




Szekle omega zawsze stosujemy w miejscach, gdzie działają siły w trzech kierunkach (najczęściej przy bananach/linelockerach). Karabinki i mailony używamy do wpinania w plakietki, przy dodatkowych backupach, jako łączniki i sprzęt pomocniczy. Karabinki nie powinny być obciążanie trójosiowo, znacznie obniża to ich wytrzymałość.

Jeśli przy riggowaniu highlina zabraknie nam stalowych karabinków przy backupie i backupie całości (które nie są obciążone podczas chodzenia), wyjątkowo możemy użyć zakręcanych karabinków aluminiowych.
Karabinki aluminiowe przydają się też do auto asekuracji przy riggowaniu i deriggowaniu oraz do wszelkich działań pomocniczych (zjazdy, asekuracja partnera, wspinanie, przypinanie szpeju do uprzęży…)

Aluminiowe ringi przeznaczone do highlina z podaną siłą zrywającą i dopuszczalnym odciążeniem roboczym

Aluminiowe możemy mieć też ringi, banany / linelockery, linegripa. Kupujemy je od renomowanych producentów sprzętu slacklinowego. Są one wykonane najczęściej z duraluminium lotniczego. Mamy na nich podane minimalną siłę zrywającą (MBS - Minimum Breaking Strength) oraz dopuszczalne obciążenie robocze (WLL – Working Load Limit), którego nigdy nie przekraczamy.

2. Zawiesia, liny, pętle i tasiemki
Używamy tylko takich, które są dopuszczone do użytku podczas wspinaczki, prac na wysokości i taternictwa jaskiniowego. Liny ze sklepu budowlanego możemy użyć jedynie jako pomocniczej do przerzucania taśmy na drugie stanowisko.

3. Dyneema
Miękkie szekle i regulowane pętle "Whoopie Slings" z włokien dyneemy to znakomita alternatywa dla szekli metalowych i ciężkich zawiesi przemysłowych. Dyneema jest lekka, nierozciągliwa, super wytrzymała i droga. Jednakże pamiętajmy o jej zabezpieczaniu przed ostrymi krawędziami i o dość niskiej temperaturze topnienia (ok. 150 st). Dyneema, dyneemie nie równa. Liny różnią się rodzajem użytych włókien, ilością żył w splocie i dodatkową obróbką. Miękkie szekle i "Whoopie Slings" możemy zrobić sami lub kupić. Jako highlinowy backup, lin z dyneemy raczej nie polecam, no chyba, że atakujemy rekord świata. Pamiętajmy też, że dyneemę trzeba zaplatać, nie możemy robić na niej żadnych węzłów.



Whoopie Sling i miękka szekla robione i sprzedawane przez Petram Slackline





4. Working Load Limit
Nigdy nie przekraczamy Dopuszczalnego Obciążenia Roboczego (WLL – Working Load Limit) podanego przez producentów sprzętu.



5. Zużyty lub uszkodzony sprzęt wycofujemy z użytku.




Rigging i derigging


1. 
Nie umiesz - nie rigguj 
Zanim zaczniesz riggować hajki, by nie narażać siebie i innych, przetrenuj sobie montaż najpierw na midlinach, następnie na highlinach - pod okiem kogoś doświadczonego. By przygotować zupełnie nową linię w skałach potrzebne jest doświadczenie, którego nie zdobędziemy w necie.

2. Bezpieczna wysokość 
International Slackline Association podaje takie zasady przeliczania bezpiecznej wysokości hajka: 1/3 długości taśmy + dodatkowe 3 m. I tego się trzymajmy. Kiedy hajek nie jest zbyt wysoki, a zawieszamy bardzo luźną taśmę, to brałbym do przeliczenia wysokości nawet połowę długości taśmy.
Oczywiście na wielu treningowych miejscówkach nie jesteśmy w stanie przestrzegać tego parametru więc w tym przypadku na backup stosujmy drugą taśmę, a nie linę dynamiczną, czy półstatyczną (speleo). Nie robimy też ogromnych firanek, a taśmę troszeczkę naciągamy. Zawsze musimy brać pod uwagę, co się stanie jeśli pęknie nam main – czy np. backup nie rozciągnie się na tyle, że zaliczymy glebę.



Kontrolowany lot na backupie z liny dynamicznej, 100% gleba ( l-33 m/h-9 m)

3. Autoasekuracja
Przy riggowaniu, deriggowaniu czy też przy przygotowywaniu nowej linii zawsze się asekurujemy (sam kiedyś wyleciałem z w miarę dobrego stanowiska z wiertarką w ręce, dobrze, że miałem auto na jakimś parchu kilka metrów wyżej).
Jeżeli na "trudnym" stanowisku nie mamy możliwości zrobienia auto asekuracji z liny dynamicznej to lonżę z taśmy nylonowej lub dyneemy zawsze bezpiecznej jest obciążać czyli po prostu na niej zawisać, niż dopuścić do dynamicznego szarpnięcia. Nawet 60 cm lot ze współczynnikiem o wartości 1, może doprowadzić do jej zerwania lub urazu kręgosłupa! Na pętlach szczególnie tych z dyneemy unikamy wiązania jakichkolwiek węzłów.

4. Wszystkie sprzęty powinny być przyaucone 
Przy robieniu nowych linii – wiertarka, młotek, klucz oczkowy i wycior powinny być na repsznurach przypięte do uprzęży. Podobnie karabinki, szekle, banany, klucz oczkowy przy riggowaniu i deriggowaniu wpinamy do szpejarki, by nikogo nie zabiły, kiedy ich nie używamy.

5. Wszystko musi być zdublowane 
Taśmę dublujemy backupem, lonża jest w koszulce z taśmy rurowej, ringi są dwa, stanowisko zawsze ma backup całości lub gdy nie ma takiej możliwości, to łączymy wszystkie punkty taśmą lub kawałkiem liny.

6. Kąty 
Ważne, żeby boki zawiesia lub zawiesi spotykały się w punkcie, gdzie mamy wpiętego naszego banana, najlepiej pod kątem mniejszym lub bliskim 60 stopniom.



7. Stanowiska 
Jeżeli jesteśmy pewni punktów, to robimy stanowisko samonastawne, pamiętając by skręcić jedną część zawiesia, tak aby utworzyła się pętelka, przez którą razem z drugą częścią wpinamy szeklę. Przy stanowisku samonastawnym, gdy jedno lub więcej z ramion trójkąta jest zbyt długie, ograniczamy zakres nastawności węzłem. Przy słabszych punktach budujemy stan równoległy, używając oddzielnych zawiesi dla każdego punktu – tu trzeba dokładnie wyregulować ich długość, by równo rozłożyły się siły. Jeszcze jedną opcją przy słabych punktach jest stanowisko typu „pająk”, ale jeśli używamy zawiesi, to powstaje bardzo duży węzeł. Ograniczając samonastawność, robiąc stanowisko równoległe czy też „pająka” zmniejszamy lub eliminujemy dynamiczne uderzenie, jeśli któryś z punktów nam się urwie.

8. Plakietki
Na plakietkach mamy strzałkę wskazującą w którą stronę możemy ja obciążyć. Każdy inny kierunek grozi wyrwaniem kotwy lub złamaniem plakietki.




9. Żelastwo poza krawędź 
Banan/linelocker z szeklą powinien wystawać poza krawędź skały. Jedyny wyjątek mamy wtedy, gdy teren jest mocno pochylony lub stanowiska są z drzew. Jeżeli przy odpadnięciu/zerwaniu ani taśma ani backup nie uderzą o ostre krawędzie, to możemy je tak zostawić. Należy też pamiętać, by żaden inny metalowy element nie był na samym przełamaniu.

10. Ochrona przed krawędziami 
Zabezpieczajmy zawiesia, taśmę i backup przed ostrymi krawędziami i tarciem o skały. Zwrócimy uwagę, gdzie znajdzie się nasz backup, jeśli pęknie main. Pamiętajmy też o ostrych krawędziach po bokach naszego hajka, szczególnie przy luźnych taśmach.

11. Soft release 
Jeżeli używamy Soft release, taśma SR powinna być owinięta, co najmniej 6 razy (12 warstw) i zawsze zabezpieczamy jej koniec.
Jeśli nie chcemy, by taśma z SR odkręcała nam pin od szekli, to przy napinaniu lub luzowaniu ucho wpinamy nie w ostatni pin banana, a w pin tejże szekli. Jednakże jeśli jesteśmy zapominalscy, to lepiej pozostawić SR razem z bananem.

12. Taśma i backup z zapasem
 
Na highliny zawsze zabieramy taśmę i backup z przynajmniej 10-15 metrowym zapasem, by móc zrobić backup całości na obu stanowiskach.

13. Ciasny backup całości
 
Backup całości robimy w miarę ciasno, by przy ewentualnej awarii nie powstało uderzenie dynamiczne. Puściło mi kiedyś stanowisko i to podczas chodzenia. Tylko dzięki temu backupowi, nie zrobiłem ostatniego w życiu dream jumpa. Taśma się poluzowała, ale udało mi się ją przejść do końca.

14. Krótkie hajki 

Na krótkich hajkach <25 m, dla bezpieczeństwa ludzi zaczynających swoją przygodę z wysokimi taśmami dajemy rozciągliwe, najlepiej poliamidowe taśmy.
Gdy dodatkowo je delikatnie napniemy, to obciążenie przy upadku na nasze ciało będzie znacznie mniejsze.


15. Tejpujemy banany
 
Po zariggowaniu całości i naciągnięciu hajka - tejpujemy wszystkie banany.



16. Firanki 
Na końcu i początku hajka – w miejscach, gdzie zaczynamy i kończymy chodzić, lepiej by nie było „firanek” lub były małe i gęste. Moim zdaniem nie róbmy też firanek zbyt dużych, przy upadku na bardzo długich hajkach na wskutek tarcia istnieje możliwość wzajemnego przepalenia backupu i taśmy. Przy bardzo luźnym backupie jeśli zerwie się taśma to będziemy mieli długi lot. Łatwo też może dojść do jego zerwania na ostrej krawędzi przy stanie. Do tego dochodzi jeszcze na długich liniach głośny ostatnio problem z "sliding tapes"


Na początku i końcu, w miejscu gdzie zaczynamy i kończymy chodzić lepiej by "firanki" były małe i gęste


17. Taping 
Bezpieczniej jest tejpować plastrem wspinaczkowym/sportowym, plastrem bez podkładu z apteki lub taśmami technicznymi z klejem nie zawierających rozpuszczalników. Niestety większość taśm technicznych ma w składzie kleju rozpuszczalniki, które mogą szkodzić taśmie. Więc jeśli używamy takowych to lepiej taśmy i backupu nie zostawiać stejpowanych razem na długie miesiące. Może to znacznie je osłabić.

Starajmy się tejpować w miarę gęsto, co 2-3 m. Nie wiem czy w przyszłości na długich hajkach nie będzie trzeba zrezygnować z ruchomego backupu i ogromnych "firanek". Oba te czynniki powodują na wskutek tarcia uszkodzenia krawędzi taśm. Jak pokazują ostatnie przykłady "sliding tapes" w połączeniu z dużymi "firankami", mogą być po prostu niebezpieczne.

18. Taśma, backup, ringi przyaucone
Przy deriggowaniu jeśli z jednego stanowiska zrzucamy taśmę, to pamiętajmy by na drugim zarówno main, jak i backup były do czegoś przyaucone. To samo dotyczy lonży z ringami, jeśli ich wcześniej nie zdjęliśmy. Przy riggowaniu również jeden koniec taśmy i backupu powinny być przyaucone

19. Pośpiech nie jest wskazany
Przy riggowaniu lepiej zrobić wszystko wolniej, ale z głową by później 100 razy nie poprawiać.
Przy deriggowaniu z reguły jesteśmy już zmęczeni, spieszymy się, często jest już ciemno, albo mamy załamanie pogody. Wszystko to średnio wpływa na naszą koncentrację. W pośpiechu często się nie asekurujemy i łatwo jest nam popełnić tragiczny w skutkach błąd. Lepiej wolniej, ale w jednym kawałku. W podbramkowych sytuacjach warto nawet zostawić taśmę i zderiggować ją następnego dnia.

20. Uprząż
Uprząż to pierwsza rzez, którą zakładamy i ostania, którą zdejmujemy przy riggowaniu i deriggowaniu hajków w górach i skałach.




Higlinowanie

1. Kontrola całego systemu
Przed wejściem na highlina sprawdzamy cały system na obu stanowiskach.
Kontrolujmy czy trzpienie od szekli są dobrze dokręcone, czy karabinki i mailony są zakręcone, czy karabinki nie są obrócone zamkami w kierunku skały, czy banany, karabinki mailony lub szekle nie są na przełamaniu krawędzi. Sprawdzamy czy ułożenie taśmy w bananach jest prawidłowe, czy zabezpieczenie przed krawędziami się nie poprzesuwało, czy z backupem jest wszystko ok, czy backup całości jest dostatecznie ciasny. Patrzymy również na ułożenie i samonastawność zawiesi itd.


2. Rozgrzewka 
Przed wejściem na taśmę warto się trochę rozgrzać. Dzięki temu ryzyko kontuzji będzie znacznie niższe.

3. Autoasekuracja 
Przy gotowym hajku na stanowisku startowym warto zrobić dodatkową lonżę z karabinkiem zakręcanym lub automatycznym, tak by można było się ubezpieczyć zanim dojdziemy i przywiążemy się do naszej highlinowej lonży, a także by po skończonym highlinowaniu bezpiecznie opuścić stanowisko. Również osoby robiące zdjęcia blisko krawędzi powinny robić sobie autoasekurację.

4. Puste kieszenie 
Nim wejdziemy na wysoką taśmę wyjmujemy wszystko z kieszeni – telefon, klucze, portfel itp. Nie dość, że możemy kogoś przypadkowo zranić, to możemy stracić te rzeczy na zawsze lub jak to było w przypadku mojego znajomego - zamiast chodzić po taśmie, to przez kilka godzin szukał pod skałami swoich jedynych kluczy do auta.  


5. Mini lonże
Biorąc na taśmę go pro, okulary, czapkę, parasol  😀 itp. używajmy do wszystkiego mini lonży (np. do nadgarstka, uprzęży itp.)




6. 
Ósemka
Do lonży wiążemy się węzłem ósemkowym. Wiązanie rozpoczynamy od wprowadzenia liny począwszy od ucha w pasie biodrowym, a następnie przez ucho w łączniku nogawek. Lina powinna przechodzić przez ucha uprzęży równolegle do łącznika. Średnica powstałej pętli powinna być porównywalna do średnicy łącznika uprzęży. Końcówka liny wystająca z zaciśniętego węzła ósemkowego powinna być taka, że po złapaniu dłonią tuż przy węźle, lina z niej wystaje na ok. 4 cm. W większości przypadków przy hajkowej loży końcówka jest dużo dłuższa. Możemy ją tak zostawić albo zrobić dodatkowy węzeł zabezpieczający lub włożyć końcówkę za uprząż. Nie róbmy "cofki" w ósemce. Moim zdaniem zostawiajmy ją tak jak jest, no chyba, że jest naprawdę długa, ale pamiętajmy, że zrobienie sobie dodatkowego ucha przy uprzęży może w określonej sytuacji np. przy deriggowaniu, być niebezpieczne, bo zamiast przyaucenia się w łącznik uprzęży, to przez nieuwagę możemy się przyaucić w to dodatkowe ucho.
Również ringi łączymy z lonżą węzłem ósemkowym. Po złapaniu dłonią tuż przy węźle, lina z koszulką powinna wystawać na ok. 4 cm.




7. Kontrola partnera
Po zawiązaniu się do loży następuje sprawdzenie przez partnera:

– Czy uprząż jest dobrze założona.

– Czy węzeł ósemkowy przy uprzęży i ringach jest prawidłowo zawiązany.

– Czy ma hangovera, ekspres lub rolkę na wypadek odpadnięcia i powrotu do stanu.

– Warto też w ramach kontroli upewnić się, czy kieszenie są puste.

Następnie proponuję formułkę znaną ze wspinania

– Mogę iść?
– Możesz.


i to co wprowadził Filip S. czyli przybicie piąteczki na potwierdzenie
😁

8. Początek i koniec
Zaczynamy i kończymy chodzić po highlinie w bezpiecznej odległości od krawędzi.

9. Repsznur
Przy uprzęży na tylnej szpejarce wartko zawsze mieć pętlę z repsznura. Przyda się przy tejpowaniu luźnych taśm (byśmy nie zjeżdżalni na środek hajka), przy wychodzeniu do stanowiska, jeśli pęknie main, jako dodatkowy chwyt przy wychodzeniu po lonży (jeśli zabraknie nam sił), do zjazdów na linie lub jeśli będziemy chcieli odpocząć podczas jazdy na hangowerze na bardzo długiej i luźnej taśmie.

10. Hangover
Nie jeździmy po hajku tylko na hangoverze, wszystko w końcu powinno być zdublowane. Dla własnego bezpieczeństwa jeśli musimy przejechać na drugi stan, lepiej przywiązać się dodatkowo highlinową lonżą lub wpiąć się do taśmy długim ekspresem.



Jeśli ktoś jeszcze używa do jeżdżenia po taśmie rolki z okładzin bloczka i łożysk, to niech bardzo uważa. Z perspektywy czasu wychodzi na to, że tego typu rolki są bardzo niebezpieczne. 


11. Węzły
Po zakończonym highlinowaniu rozwiązujemy na lonży wszystkie węzły, by mogła ona odpocząć. Dotyczy to również taśmy, backupu i zawiesi.
Dobrze jest też po upadku i dotarciu do stanowiska każdorazowo luzować węzeł przy ringach.

12. Informujmy 
Zawsze mówmy, gdzie będziemy hajkować i kiedy mamy zamiar wrócić. Warto zostawić dokładne namiary GPS, gdyż na wielu moich miejscówkach np. w BG po prostu nie ma zasięgu. Dobrze też mieć w plecaku multitoola i czołówkę.

13. Nie naginajmy zasad
Gdy jesteśmy sami, a mamy spore doświadczenia, to nie naginajmy zasad bezpieczeństwa.
Z własnego doświadczenia wiem, że jest to bardzo, ale to bardzo trudne. Jednak spójrzcie na wypadki na ściankach lub w skałach. W większości zdarzają się one doświadczonym wspinaczom, a nie nowicjuszom po kursie. 


Jeśli macie jeszcze coś do dodania lub z czymś się nie zgadzacie, to piszcie.








Koszmarek



28 sierpnia 2017

Usuwanie starych kotew rozporowych



Jest to pewnie jeden z moich ostatnich wpisów na blogu. Nie chcę opisywać i popularyzować bułgarskich miejscówek highlinowych (jak się sam przekonałem cierpi na tym środowisko), a technicznie w slacku raczej rewolucji się nie spodziewam. Zasady pozostaną takie same, wszystko będzie modyfikacją używanego już sprzętu. Zmienią się tylko materiały na lżejsze, wytrzymalsze, charakterystykami bardziej odpowiadającymi potrzebą slacklina. Pozostało mi tylko jeszcze opisać jak usunąć stare kotwy, których do 2015 roku zanim zacząłem używać "r
emovable bolt" wbiłem grubo ponad 500 sztuk. Mimo łatwiejszego riggu pozostawione żelastwo niszczy i szpeci skały, a po paru latach może być po prostu niebezpieczne. Jestem za tym by podczas riggowania jak najmniej ingerować w skałę i otaczające je środowisko. Nie wycinajmy przeszkadzających nam drzew i krzaków, nie zrzucajmy kruszyzny, zabierajmy ze sobą śmieci. Pozwólmy innym cieszyć się tym samym miejscem, nieoszpeconym naszą obecnością. Stanowiska albo "czyste" albo "wyjmowalne bolty", ewentualnie na popularnych treningowych miejscówkach wklejane atestowane ringi wspinaczkowe ze stali nierdzewnej. 


Kotwa Fixe 10 mm wbita przeze mnie w 2009 roku w skałach na Branovshchicy (Bułgaria)



Dokładnie 8 lat temu zariggowałem swoje pierwsze hajki. Na początku używałem polskich kotew mechanicznych. Po tylu latach zewnętrznie nie wyglądały już dobrze, a i w części miały lekko uszkodzone gwinty. Trzeba było się nieźle napocić, by wkręcić prawidłowo nakrętkę. Oczywiście można je wyciąć, a dziurę zacementować, ale potem trzeba wywiercić kolejne otwory pod rigg, co przy niektórych stanowiskach ze względu na brak miejsca może być problematyczne. W sumie gdybym tylko ja używał tych kotew, to by nie było problemu. Często np. tak jak w Karlukowie kotwy mają rozkradzione podkładki i nakrętki, więc woda o wiele łatwiej dostaje się do klipsów. Prawdę mówiąc bałbym się na nich cokolwiek wieszać. Tym bardziej, że ich ludzie używają nie tylko do hajków, ale i do skoków i tyrolek. Rozmawiając o tym kiedyś z jednym z czołowych bułgarskich highlinerów – Ludmiłem, wspomniał, że na YT widział metodę ich wyjmowania. W sumie okazała się dość prosta. Oczywiście trochę ją zmodyfikowałem.


Cały potrzebny sprzęt, dodatkowo przydaje się jeszcze jeden klucz 19 mm i przejściówka do kotew 10 mm


Sam koszt materiałów nie przekracza 15-20 zł. Potrzebujemy kawałka rurki za 5zł (długość zależy od długości kotew, jakie chcemy wyjmować, moja ma 150mm), dwie długie nakrętki za 4 zł, jedną długą (180 mm) i krótką śrubę (35-40 mm) za 3 zł, dwie podkładki za 50 gr i jedno łożysko za 1,50 zł. Dodatkowo jeśli chcemy wyjmować bolty 10 mm, to możemy dokupić przejściówkę 12 mm -> 10 mm - 2 zł.


Wyjęta stara kotwa 145 mm z 2011 roku, highlinie "Kale" (Bułgaria)


Więc tak:


1. W pierwszej kolejności kotwę dobijamy młotkiem i usuwamy nakrętkę i podkładkę.


2. Do kotwy przykręcamy długą nakrętkę, a następnie z góry dokręcamy krótką śrubę. Ważne, żeby koniec śruby stykał się z końcem kotwy, by przy kręceniu kotwa nie podniosła się do góry i się nie zablokowała.



3. Możemy użyć mocnej wkrętarki lub młotka udarowego. Wydaje mi się, że lepiej włączyć udar. Podczas kręcenia kotwą, otwór polewamy co jakiś czas wodą. Jeśli chcemy używać młotka udarowego, to musimy dokupić przejściówkę SDS -> 12 mm (dość trudno dostępna) lub kupić uchwyt wiertarki SDS -> na wiertła cylindryczne, ewentualne coś samemu wykombinować z dostępnych w sklepach akcesoriów.



Na tym etapie chodzi o to, by zetrzeć wystające zadziory metalowego klipsa. Czas kręcenia na wyczucie. Lepiej za długo niż za krótko. Jak kotwa zaczyna mieć luzy „góra – dół” to jest ok. Nieraz się zdarza, że na tym etapie po przesadnie długim kręceniu kotwę da się już wyjąć bez użycia narzędzi.

By wyjąć starą kotwę klips musi ściśle do niej przylegać i mieć usunięte zadziory

4. Następnie odkręcamy krótką śrubę z nakrętki (przydaje się drugi klucz) i przykręcamy długą śrubą w rurce z drugą nakrętką u góry. Zaczynamy dokręcać górną nakrętkę kluczem. Możemy to zrobić również wkrętarką (w tym wypadku musimy odciąć główkę śruby), choć tego nie polecam z dwóch powodów. Pierwszy to bezpieczeństwo. Podczas testów bolt się zablokował, a ja dostałem wiertarką w twarz. Przez tydzień miałem logo Dewalt na policzku. Drugi to taki, że jeśli nakrętka się zapiecze to jej już nie odkręcimy ze względu na brak główki w samej śrubie. 

Przy bardzo opornych 12, możemy zrobić dźwignię
Ciężko, ale wylazła ;)
Przy dokręcaniu kluczem mamy większą kontrolę i w razie potrzeby możemy powrócić do poprzedniego etapu. Kotwa teoretycznie bez większych problemów powinna wyjść. Oczywiście nie zawsze się to udaje.

Kotwy 10 mm wychodzą bardzo łatwo, niestety łatwo jest je też ukręcić

Bolt 12 mm z zerwanym gwintem, trzeba będzie go wyciąć i zacementować


Mi na osiem wyjętych 10 mm kotew, dwie pękły u samej podstawy (mimo użytej niewielkiej siły). Przy 12 nie miałem tego problemu (wręcz do ich wyciągania trzeba użyć siły), tu z kolei nie udało mi się wyjąć kotwy, która była zbyt głęboko wbita, nakrętka nie złapała jej wystarczająco dobrze i końcówka gwintu nie wytrzymała wyjmowania. Skuteczność na poziomie 80% nie jest zła.
W dziury możemy dać nowe kotwy lub używać tak ja wyjmowanych boltów. Sama rurka z nakrętkami 
wspaniałe się nadaje do bezproblemowego i szybkiego usuwania wyjmowanych kotew.

Nie potrzeba nam żadnych specjalistycznych narzędzi wystarczą dwie długie nakrętki, dwie podkładki, śruba, łożysko, rurka i klucz :)


Po oględzinach muszę stwierdzić, że stan większości kotew, mimo przerdzewiałej góry u podstawy, jest zadowalający. Rdza jest tylko powierzchowna. Mimo wszystko sterczące, zardzewiałe żelastwo szpeci skały i nie daje psychicznego komfortu na hajkach, więc lepiej wymienić bolty na nowe lub używać "removable bolts".

Usunięte stare kotwy z hajków w skałach na Branovshchicy (Bułgaria)
Metodę pewnie jeszcze trochę zmodyfikuję (lepsze łożysko, dłuższy klucz), a to co opisałem możecie zobaczyć na filmiku. 




(Wzorowałem się na metodzie pokazanej w tym filmie)






Koszmarek

30 marca 2017

Alternatywa klamerek w Soft Release

Dokładnie rok temu przeprowadziłem test Systemu a'la Janki czyli soft release z klamrą jako mnożnik. Jeśli nie mamy klamerki, to jako mnożnika możemy użyć ogniwo łańcucha w kombinacji z hangOverem. Ma to swoje plusy i minusy. W slackline takie ogniwa miały zastosowanie jako line lockery od samego początku.

Klasyczny line locker


Już jakiś czas temu chciałem zrobić ten test, ale w markecie slacklinowym koszt jednego ogniwa to 7-10 euro + przesyłka. Jednak w ulubionym sklepie warszawskich slacklinerów, który oferuje materiały ze stali kwasoodpornej (kupujemy tam za grosze szekle i ringi), można dostać takie ogniwko. Koszt jednego to 8 zł. Sporo, ale tak naprawdę płacimy za dwa, bo trzeba rozciąć łańcuch. Wymiar wewnętrzny to 28 mm x 13 mm, fi 10 mm, stal 316, wytrzymałość 50 kN.

Dużym plusem tego rozwiązania jest to, że ogniwa nie musimy przewlekać przez całego softa, a od razu wkładamy je w potrzebne nam miejsce. Jeśli chcemy zrobić kolejny oplot to wypinamy hangOvera (ogniwo wypada) -> przekładamy taśmę -> wkładamy ogniwo -> wpinamy hangOvera. Koniec. Zero przewlekania podczas zdejmowania czy zakładania.


Ogniwa nie trzeba przewlekać przez całe SR (w przeciwieństwie do klamerki)



Niestety na moim SR ślizga się już przy 24 kg 😭


Ogniwo da się spokojnie przesuwać po taśmie w obie strony – gdy nie jest pod obciążeniem. Jest to bardziej upierdliwie w porównaniu do klamerki (jeśli nie ma dodatkowego karabinka). Natomiast gdy ciągniemy, to się blokuje.  Niestety w kombinacji z hangOverem dobrze współpracuje tylko z bardzo grubą taśmą. Z tą, którą ja używam do softa, poślizg następuje już przy 24 kg, czyli używanie go w tej konfiguracji jest zupełnie bez sensu. 

Karabinek dajemy tak jak na fotce powyżej, będzie nam łatwiej przesuwać multipliera

Jednakże, jeśli zwiększymy kąty przez włożenie dodatkowego karabinka, na cienkiej taśmie poślizg nie nastąpi nawet przy 100 kg. Ten dodatkowy element w niczym nam nie przeszkadza, a nawet bym powiedział, że znacznie ułatwia przesuwanie multipliera przy naciąganiu. Gdy za niego pociągniemy taśma się luzuje i bez problemu przemieszczamy ogniwo z hangOverem w żądanie miejsce. Działa to tak samo dobrze jak klamerka :)
Podczas treningu zrobiłem dwa szybie testy z SR z 4 oplotami (8 warstw) i z 6 oplotami (12 warstw). Z drugiej strony taśma szła przez stalowy karabinek owalny.


Przy 4 oplotach bez problemu taśmę naciągnąłem do 428 kg przy sile ciągnięcia 77,5 kg, a przy 6 oplotach 522 kg, używając siły ok. 90 kg. Średnia efektywność jaką uzyskałem przy 4 oplotach to 5,5, a przy 6 oplotach to 6,25. Jest to znacznie mniej niż w analogicznym teście z klamerką, ale moim zdaniem to wina bardzo zużytej, bo prawie rocznej, taśmy SR. Jedyną wadą ogniwa jest to, że nie możemy go zastosować jako hamulca w SR, a dodatkowym plusem, że gdy zapomnimy banana, to mamy gotowego line lockera :)


Mimo pewnych niedogodności to warto mieć jedno ogniwo, by w parku lub na hajkach przy dłuuuuuugim soft release nie męczyć się z przewlekaniem całego softa, jak to się dzieje w przypadku klamerek. Szczerze powiem, dla mnie jest to nawet lepszy patent niż z klamerką.

Z jedną klamrą lub ogniwem jesteśmy w stanie naciągnąć taśmę do ponad 500 kg. 
(Kuba Bałdych naciągając w pojedynkę zestawem SR z 5 oplotami i pojedynczą klamrą na bananie z dodatkowym pinem uzyskał ponad 650 kg napięcia taśmy!!!) Potrzeba nam czegoś więcej? Realnie na początku naszej przygody z taśmą nie ma sensu wydawać majątku na systemy naciągowe, bloczki, liny, hamulce, linegripy etc. Na hajki również wystarczy nam to w zupełności.






Koszmarek


19 marca 2017

Przykazania riggera

"Wherever we are, we ought to treat nature as our own, even though the very people who are local oftentimes don't!" 

Zbliża się kolejny sezon wakacyjny. Highlinerów mamy coraz więcej. Przybywa też osób, które nie tylko jeżdżą na festiwale highlinowe, gdzie wszystko jest przygotowane, lecz także zaczyna próbować swoich sił riggując nowe miejsca lub odwiedzając miejscówki, gdzie kiedyś już coś wisiało.

Na dzień dzisiejszy przynajmniej u nas nie ma zaleceń etycznych dotyczących riggowania nowych i starych linii, ale może czas, żeby je powoli stworzyć.


Obowiązuje nas bezwzględny nakaz ochrony środowiska – gór i skał oraz otaczającej je przyrody. Powyżej highline "Buteo buteo" ze względu na gniazdo myszołowów, musiałem się zadowolić znacznie krótszą jego wersją. 


Więc tak:


1. Nie wbijamy boltów w miejscach, gdzie możliwa jest asekuracja naturalna.

2. Boltów wbijamy tylko tyle ile jest naprawdę potrzebne. U mnie jest to maksymalnie 6 (po 3 na stan) przy kiepskiej skale i braku jakiejkolwiek naturalnej asekuracji, ale w większości przypadków w zupełności wystarcza mi 4 lub nawet mniej.
Kuriozalnym przykładem obijania jest mój znajomy, który riggując nowego 30 m hajka w skale o dobrej jakości wbił 12 x 12 mm boltów – po 6 na każdą stronę. Bezpieczeństwo bezpieczeństwem, ale to już lekka przesada.

3. Jeśli z jakichś względów w rejonie nie wolno wiercić, bo jest to np. rezerwat przyrody, to tego nie robimy. Staramy się zariggować hajka czysto, nawet jeśli będzie to wymagało mnóstwo sprzętu i 10 wizyt. Jeśli nie damy rady – trudno. Przyroda jest najważniejsza. Dokładnie obejrzyjmy jeszcze raz teren, przyjedźmy tu za jakiś czas, może wtedy uda się coś wykombinować.
Nie zachowujmy się jak jedna z niemieckich ekip slacklinowych, która przyjechała do BG i w rezerwacie przyrody powbijali kotwy mechaniczne w piaskowiec!!! U siebie w analogicznym rejonie nigdy by tego nie zrobili ze względu na kary i zapewne krytykę środowiska wspinaczkowego. Wydaje im się pewnie, że Bułgaria to trzeci świat i można wszystko. 

Niezależnie od tego gdzie jesteśmy, to traktujmy przyrodę jak naszą rodzimą, nawet jeśli nie szanują jej sami miejscowi. Chyba nie chcielibyśmy mieć „lasu sterczących kotew” na każdej jurajskiej skale lub tym bardziej w naszych piachach.


Jaskinia Devetashka, siedem otworów w suficie z średnicą od 30 m do 70 m na wysokości 60 m.
Super miejsce na hajka, ale 
nasze wspólne dobro - środowisko jest w tym przypadku najważniejsze. Między 1.06-31.07 do jaskini nawet nie można wchodzić ze względu na nietoperze. 




4.też takie rejony i miejsca, gdzie absolutnie zabrania się uprawiania jakiejkolwiek działalności sportowej. Można jedynie pstrykać fotki i podziwiać okolice. Nawet w BG w takich miejscach są wielkie tabele informujące. I jak zwykle przykład niemieckojęzycznych highlinerów, którzy postanowili zawiesić hajka w jaskini Devetashka. Na szczęście przyszedł strażnik z broną i ich przegonił. 
Skoro coś jest pomnikiem przyrody i nie wolno tam nic robić – uszanujmy to. Nie wierćmy dziur pod stanowiska, niszcząc tym przyrodę, bo taką mamy zachciankę. Jeśli potrzebujemy adrenaliny na nielegalnych obiektach, to działajmy w środowisku miejskim, gdzie nawet sterczące kotwy nikomu nie zaszkodzą.

5. Jeżeli hajek był zrobiony „czysto”(czyli bez używania boltów na stanowiskach), to powtarzamy go w ten sam sposób. Jeśli tego nie potrafimy lub brakuje nam sprzętu – odpuszczamy. Wracamy po sprzęt lub się doszkalamy. Zresztą, co to by było za przejście ze świadomością, że nie potrafiliśmy zamotać „czysto” stanowiska i wbiliśmy „n” kotew, by poprawić własne samopoczucie. Żenada.


"Czysty" stan na Jurze



Stan na 5 friendach, Kunino Bułgaria

6Również na starych hajkach nie dobijamy nowych boltów. No chyba, że stare naprawdę się już nie nadają, wtedy lepiej wymienić je całościowo na obu stanach, a stare wyciąć. Jeszcze lepiej zamiast wbijania nowego żelastwa wywiercić tylko dziury i używać removable bolt. W przyszłości jeśli miejsce jest popularne, będzie można tu ewentualnie wkleić ringi.

7. Jeśli na starych zaboltowanych liniach potrafimy zamotać stanowisko „czysto”, zróbmy to. Poinformujmy autora/lokalsów, opiszmy co i jak. Jest to zawsze lepszy styl przejścia, a być może miejscowi zdecydują się na usunięcie szpecącego skały żelastwa.

8. Zanim pojedziemy powtarzać hajki, to warto się wypytać autorów lub lokalnych slacklinerów o stanowiska i potrzebny sprzęt. Zaoszczędzi nam to czas i nerwy, jak również ochroni przyrodę przed nowymi wierceniami w przypadku nie odnalezienia istniejących stanowisk.

9. Podobnie jak we wspinaczce, jeśli ktoś przygotował nowy projekt, a jeszcze go nie przeszedł, to uszanujmy to. Gość zasługuje na prawo, aby móc przez jakiś czas powalczyć o pierwsze przejście. Znajdźmy i przygotujmy swoją linię, no chyba, że zostaniemy zaproszeni do przejścia przez samego autora. Sam na razie takich projektów nie mam, ale przy coraz więcej ilości highlinerów, to wcześniej czy później może się pojawić taki problem.

10. Co do obijania nowych linii – jeśli nie mamy doświadczenia w tym temacie, to zaprośmy do współpracy kogoś bardziej doświadczonego. Zapobiegnie to wbijaniu 12 boltów na 30 m hajku.

11. 
Od kotew mechanicznych oczywiście lepsze są kotwy lub ringi wklejane, choć osobiście preferuję kotwy wyjmowalne, które są najbardziej przyjazne dla środowiska.

12. Jeśli nie jesteśmy sami na hajkach to obowiązuje nas zasada - zero nieuzasadnionego ryzyka. Moim zdaniem skoro już np. chcemy chodzić bez asekuracji - OK, ale zróbmy to bez świadków. W razie ew. wypadku nikt nie dozna uszczerbku na psychice. 

13. Kwestia przejścia highlina, czy został zrobiony na taśmie napiętej, luźnej, czy też na linie, z takim lub innym backupem, dopiętym lub na"firankę" to prywatna sprawa highlinera, jego upodobań i nic nikomu do tego jeśli sam rigg był prawidłowy i nie ucierpiało przy tym środowisko.


(Obie skrajności  czyli highline - rodeo i highline - "deska" są ciężkie do przejścia i mogą być niebezpieczne, również, gdy dopniemy mocno backup robi się znacznie trudniej.
)

14. Nazwa linii. Przyjęto, że nazwę zwykle wymyśla osoba, która jako pierwsza przejdzie taśmę. Przy wspinaczce zdarza się, że autor przejścia z szacunku dla powagi projektu nadaję nazwę wymyśloną przez osobę, która pierwsza zauważyła możliwość wytyczenia w danym miejscu drogi wspinaczkowej i podejmowała pierwsze próby. We Francji nazwy wielu dróg wspinaczkowych nadają osoby, które je znalazły, przygotowały i ospitowały.
Obydwa warianty są ok, ale unikajmy sytuacji zdublowanego nazewnictwa, jak to ma miejsce ze słynną drogą "Biografie" (Realization). Mi od jakiegoś czasu pomysły na nazwy nowych highlinów się skończyły i wiele z nich to "no name." Mimo to uważam, że dla rozwoju highlina, pierwszeństwo nadania nazwy powinno należeć do osoby, która znalazła i przygotowała linię. Samo znalezienie i przygotowanie wymaga poświęcenia wielu godzin pracy, chęci i wiedzy, niż tylko samo przejście. Dzięki temu osoby, które tak jak ja znajdują i potrafią przygotować oraz zariggować hajka, nie będą omijać mega projektów, które znajdują się poza zasięgiem ich możliwości.

15. Nie śmiećmy. Wszystkie śmiecie powinniśmy znosić do cywilizacji, nawet niedopałki naszych papierosów.

To by było na tyle z moich etyczno-niedzielnych highlinowych przemyśleń. Jeśli macie jeszcze pomysły to piszcie do mnie na FB!


PS. Nie chcę tu dodawać rzeczy tak oczywistych jak to, że górach mamy obowiązek udzielenia pomocy każdemu w potrzebie, czy gdy highlinujemy sami to ktoś powinien wiedzieć gdzie jesteśmy, lub to, że nie wbijamy boltów pośrodku dróg wspinaczkowych :)






Koszmarek