5 grudnia 2018

Petzl Coeur Pulse 12 mm w praktyce

To nie jest test, a raczej ogólne spojrzenie na wyjmowane bolty Petzl Coeur Pulse 12 mm. Czy są one warte swojej ceny? Dla mnie tak, ale każdy musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie i czy na pewno ich potrzebuje. Corocznie przygotowuję w Bułgarii kilka nowych linii, na dzień dzisiejszy jest ich ponad 115. Do niektórych nigdy potem już nie wracam. Z jednej strony wielorazowe kotwy to spore oszczędności, z drugiej brak żelastwa szpecącego skały i większe bezpieczeństwo jeśli wrócimy na miejsce po 6-7 latach. 


W wilgotnym lub morskim środowisku dla własnego bezpieczeństwa zawsze lepiej używać wyciąganych kotew czy to wkręcanych, czy "taśmowych", czy też firmowych ClimbTech Legacy i Petzla Coeur Pulse






Dokładnie przed majówką 2018 roku kupiłem 4 sztuki, dwa bolty w Polsce w cenie 45 euro i dwa w Bułgarii w cenie 33 euro. Te w Bułgarii były z pierwszej serii wypuszczonych na rynek, szkoda, że producent podniósł potem cenę o prawie 1/3.



Trochę danych technicznych:

• Średnica: 12 mm;
• Ciężar: 140 g;
• Głębokość otworu: 65 mm;
• Średnica otworu: 12 mm;
• Wytrzymałość na ścinanie - beton 50 MPa: 25 kN;
• Wytrzymałość na wyrywanie - beton 50 MPa: 20 kN;
• Materiał: stal nierdzewna 316L.

Coeur Pulse to punkt stanowiskowy 12 mm ze stali nierdzewnej z możliwością demontażu. Jest wielokrotnego użytku, może zostać osadzony lub wyciągnięty w łatwy i szybki sposób, bez narzędzi, a funkcja blokowania ogranicza ryzyko przypadkowego wyciągnięcia. Ponadto szerokość otworu pozwala na wpięcie dwóch karabinków jednocześnie, a występy na tylnej części chronią plakietkę przed obracaniem się podczas osadzania, jak i podczas użytkowania, gdy działają duże siły boczne.





Pierwsze, co zrobiło na mnie wrażenie to błyskawiczny czas instalacji i deinstalacji. Trwa to dosłownie sekundy. Przy moim poprzednim patencie, którego używałem kilka lat i nadal używam w gorszej jakości skale, czas instalacji jest podobny, ale różnica w czasie deinstalacji jest ogromna. Przy Coeur Pulse to sekundy, a przy kotwach z „taśmowym klipsem” mogą to być długie minuty wymagające sporego wysiłku. Sama kotwa również siedzi w skale o wiele stabilniej.



Petzl napisał w ulotce, że dla optymalnego użycia punktu stanowiskowego, otwór musi być dokładnie cylindryczny. Należy używać wiertła z trzema lub czterema ostrzami. Używałem tych kotew w starych otworach wywierconych wiertłem z dwoma ostrzami i nie miałem żadnych luzów (ale były to zawsze wiertła firmowe). 
Fakt faktem, trzeba się nieźle postarać by wywiercić tak krzywe otwory jak na obrazku po prawej 😮  (źródło: www.petzl.com)
Wierciłem również otwory nowiutkim wiertłem z czterema ostrzami w kamieniołomie marmuru i na 12 otworów cztery musiałem poprawić. Bolt nie chciał wejść do końca choć dziura była dostatecznie głęboka. Musiałem wrócić po wiertarkę i poprawić otwory. W skale innego typu – granit, wapień, nie miałem takiego problemu. Być może to kwestia specyficznej marmurowej skały, nowego wadliwego (?) wiertła lub niedostatecznego oczyszczenia dziur.
Dodam, że otwory musimy dobrze przedmuchać i oczyścić, by nic nie wlazło w ruchomy mechanizm i lepiej, by były też suche. Naturalnie w przyszłości według zaleceń Petzla będę używał tylko wierteł z czterema ostrzami.

Fajna miejscówka na midliny, waterliny i hajki  w starym kamieniołomie marmuru. Stanowiska 4 x Petzl Coeur Pulse 12 mm


Dziury po usunięciu starych kotew rozporowych metodą pokazaną w tym wpisie nie nadają się do użytku z Coeur Pulse 12 mm, mamy wyraźne luzy.

Wielkość oczka w plakietce pozwala na wpięcie dwóch karabinków jednocześnie



Wytrzymałość na wyrwanie kotwy zależy od rodzaju skały i jakości instalacji. Dodatkowo długość 65 mm ogranicza ich użycie tylko do litej skały o dobrej jakości. Czyli odpadają miejsca, gdzie lite jest dopiero 2, 3, 4 centymetry głębiej, tam trzeba użyć starego patentu z wyjmowanymi boltami o długości 140 mm lub nawet 180 mm. Również w miękkich piaskowych skałach nie używałbym ich. Producent pisze, że wytrzymałość punktu stanowiskowego w razie złej instalacji lub złego podłoża jest bliska zeru.

 "Taśmowa" 140 mm vs 65 mm

Długość 65 mm jest zarówno minusem, jak i plusem. W litej skale wiercimy otwory o głębokości 65 mm, a nie 110 mm czy 140 mm. Oszczędza to czas i baterie. Dużym plusem jest to, że możemy używać tych boltów również w okapach. Ich wytrzymałość na wyrwanie to 20 kN.



Kotew Coeur Pulse 12 mm można również używać w okapach 😀 (źródło: www.petzl.com)

Jeśli mówimy o minusach, to dla mnie małym minusikiem są niewymienne plakietki. Mimo że ich grubość jest większa od standardowych, to i tak z czasem pewnie się odkształcą i będzie trzeba wymienić całe bolty, choć tak naprawdę czas pokarze czy szybciej ulegnie zniszczeniu ruchomy mechanizm kotwy czy sama plakietka.



Plakietki Coeur Pulse 12 są grubsze o 0,5  mm od standardowych plakietek Petzla, niewiele, ale zawsze


Również Petzl Coeur Pulse, co mnie bardzo zdziwiło, nie mają certyfikatu do wspinania z dołem, czyli dynamicznych upadków ze współczynnikiem odpadnięcia powyżej 1. Zawsze trzeba być poniżej stanowiska. Nie wiem czy jest to swego rodzaju asekuracja Petzla przed ewentualnymi wypadkami czy rzeczywiście kotwa może ulec deformacji i nie da się jej np. potem wyjąć, bo raczej wątpię by mogła nie wytrzymać upadku. Dziwne, bo jej wytrzymałość jest taka sama na ścinanie jak 12 mm kotwy Coeur Bolt, a na wyrwanie nawet większa o 2 kN. Przy braku tego atestu raczej nie jest wskazane robienie sobie przelotów z tych kotew przy wspinaniu z dołem.


Zawsze trzeba być poniżej stanowiska 😕 (źródło: www.petzl.com)

Wiadomo na highline’ach, pracy na wysokości czy wspinaniu na wędkę boltów nigdy nie powinniśmy używać pojedynczo. Na taśmie absolutny minimum to dwa na stan, plus pancerny backup całości.



Według opisu producenta maksymalne „bezpieczne” obciążenie, jakie może zostać przeniesione przez taki punkt stanowiskowy na podłoże, wynosi 12 kN , ale punktów mamy minimum dwa, więc w dobie luźnych taśm jest to bardziej niż wystarczające. Dla przykładu na 60 m highlinie napiętym do ok 40 kg ciężko mi było przy upadku, na stanowisku 
przekroczyć 4 kN.
Oczywiście kotwy te są zaprojektowane do o
bciążeń statycznych, a przy highlinach cały czas mamy cykliczne obciążenia dynamiczne. Ich częstotliwość i siła zależy od wielu parametrów: początkowego napięcia, długości i rodzaju taśmy, naszej wagi, sposobu chodzenia, upadków, liczby użytych boltów i pewnie jeszcze 50 innych parametrów. Petzl przeprowadził laboratoryjny test wytrzymałości zmęczeniowej kotew, właśnie w kontekście ich używania na taśmie. Kotwy Coeur Pulse 12 mm osiągnęły wynik o wiele lepszy niż na stałe wbijane kotwy Coeur Bolt 12 mm o długości 95 mm. Obciążano je do 5 kN, a następnie odciążano i tak w kółko z częstotliwością 1 Hz. Ilość cykli przed wyrwaniem kotwy mamy w tabelce poniżej. 

Pamiętajmy kotew tych nie możemy używać na trickline / jumpline!!!!

Wydaje mi się, że 100 000 cykli zanim kotwa zostanie wyrwana z podłoża to całkiem sporo, tym bardziej, że w dzisiejszych czasach na hajkach trudno będzie osiągnąć 5 kN na jednym punkcie stanowiskowym  (źródło: www.petzl.com)




Używałem tych kotew jeden sezon. Czy jestem zadowolony? Tak. W planach mam nawet kupno jeszcze 2 sztuk. Po jednym sezonie widać delikatne zużycie na jednej z nich, ale cała reszta jest w nienagannym stanie i wygląda jak nowa. 
😎😎😎 


Delikatne odkształcenie na jednej z plakietek


Oczywiście jak każdy sprzęt i te kotwy mają swoje ograniczenia, ale szybkość i prostota montażu i demontażu, rewelacyjna wytrzymałość na wyrwanie w 100% to rekompensują. Choć oczywiście najbardziej cenię sobie "czyste stanowiska" to i w tym przypadku nie pozostawiamy żadnego żelastwa szpecącego skały, jest to rozwiązanie o wiele bardziej przyjazne środowisku niż osadzone na stałe kotwy rozporowe, które mogą być niebezpieczne mimo całkiem dobrego wyglądu zewnętrznego. 


Sterczące śruby wyglądają bardzo nieestetycznie, a po kilku sezonach są po prostu niebezpieczne 
(fot. po prawej ze strony Formación de técnicos en sistemas y rescate vertical - FTSRV)

W sumie to by było na tyle odnoście Petzl Coeur Pulse 12mm  😀






Koszmarek



27 listopada 2017

Błędy popełniają ludzie, a nie sprzęt






Mimo, że highline nie jest sportem ekstremalnym, ani wysokiego ryzyka – oczywiście jeśli robimy to z asekuracją (choć towarzystwa ubezpieczeniowe uważają inaczej, bo „chodzenie po linie” jest w grupie sportów ekstremalnych), to musimy przestrzegać kilku podstawowych zasad, by nic nam się nie stało. Nasze bezpieczeństwo w największym stopniu zależy od prawidłowego riggu (montażu highlina) i odpowiedniego sprzętu. Wiele razy o tym pisałem, ale teraz zebrałem to w punkty. 


Sprzęt

1. Tylko stal z małymi wyjątkami 
Przy highlinach używamy tylko przemysłowych karabinków stalowych, stalowych mailonów i stalowych szekli oraz szekli ze stali nierdzewnej. Stalowe karabinki zakręcane, mailony i szekle powinny mieć stosowne certyfikaty i atesty. Nie kupujemy ich w sklepie ogrodniczym lub na bazarze. W przypadku szekli ze stali nierdzewnej, używanych w żeglarstwie (większość dostępnych w PL to „made in China”) mamy podaną jedynie wytrzymałość na zrywanie, którą traktujemy z dużym przymrużeniem oka, dzielimy ją na 7 i to będzie nasze maksymalne obciążenie robocze.

Karabinek i szekla w sklepie budowlanym, brak na nich jakichkolwiek oznaczeń. Takie sprzęty omijamy z daleka.




Szekle omega zawsze stosujemy w miejscach, gdzie działają siły w trzech kierunkach (najczęściej przy bananach/linelockerach). Karabinki i mailony używamy do wpinania w plakietki, przy dodatkowych backupach, jako łączniki i sprzęt pomocniczy. Karabinki nie powinny być obciążanie trójosiowo, znacznie obniża to ich wytrzymałość.

Jeśli przy riggowaniu highlina zabraknie nam stalowych karabinków przy backupie i backupie całości (które nie są obciążone podczas chodzenia), wyjątkowo możemy użyć zakręcanych karabinków aluminiowych.
Karabinki aluminiowe przydają się też do auto asekuracji przy riggowaniu i deriggowaniu oraz do wszelkich działań pomocniczych (zjazdy, asekuracja partnera, wspinanie, przypinanie szpeju do uprzęży…)

Aluminiowe ringi przeznaczone do highlina z podaną siłą zrywającą i dopuszczalnym odciążeniem roboczym

Aluminiowe możemy mieć też ringi, banany / linelockery, linegripa. Kupujemy je od renomowanych producentów sprzętu slacklinowego. Są one wykonane najczęściej z duraluminium lotniczego. Mamy na nich podane minimalną siłę zrywającą (MBS - Minimum Breaking Strength) oraz dopuszczalne obciążenie robocze (WLL – Working Load Limit), którego nigdy nie przekraczamy.

2. Zawiesia, liny, pętle i tasiemki
Używamy tylko takich, które są dopuszczone do użytku podczas wspinaczki, prac na wysokości i taternictwa jaskiniowego. Liny ze sklepu budowlanego możemy użyć jedynie jako pomocniczej do przerzucania taśmy na drugie stanowisko.

3. Dyneema
Miękkie szekle i regulowane pętle "Whoopie Slings" z włokien dyneemy to znakomita alternatywa dla szekli metalowych i ciężkich zawiesi przemysłowych. Dyneema jest lekka, nierozciągliwa, super wytrzymała i droga. Jednakże pamiętajmy o jej zabezpieczaniu przed ostrymi krawędziami i o dość niskiej temperaturze topnienia (ok. 150 st). Dyneema, dyneemie nie równa. Liny różnią się rodzajem użytych włókien, ilością żył w splocie i dodatkową obróbką. Miękkie szekle i "Whoopie Slings" możemy zrobić sami lub kupić. Jako highlinowy backup, lin z dyneemy raczej nie polecam, no chyba, że atakujemy rekord świata. Pamiętajmy też, że dyneemę trzeba zaplatać, nie możemy robić na niej żadnych węzłów.



Whoopie Sling i miękka szekla robione i sprzedawane przez Petram Slackline





4. Working Load Limit
Nigdy nie przekraczamy Dopuszczalnego Obciążenia Roboczego (WLL – Working Load Limit) podanego przez producentów sprzętu.



5. Zużyty lub uszkodzony sprzęt wycofujemy z użytku.




Rigging i derigging


1. 
Nie umiesz - nie rigguj 
Zanim zaczniesz riggować hajki, by nie narażać siebie i innych, przetrenuj sobie montaż najpierw na midlinach, następnie na highlinach - pod okiem kogoś doświadczonego. By przygotować zupełnie nową linię w skałach potrzebne jest doświadczenie, którego nie zdobędziemy w necie.

2. Bezpieczna wysokość 
International Slackline Association podaje takie zasady przeliczania bezpiecznej wysokości hajka: 1/3 długości taśmy + dodatkowe 3 m. I tego się trzymajmy. Kiedy hajek nie jest zbyt wysoki, a zawieszamy bardzo luźną taśmę, to brałbym do przeliczenia wysokości nawet połowę długości taśmy.
Oczywiście na wielu treningowych miejscówkach nie jesteśmy w stanie przestrzegać tego parametru więc w tym przypadku na backup stosujmy drugą taśmę, a nie linę dynamiczną, czy półstatyczną (speleo). Nie robimy też ogromnych firanek, a taśmę troszeczkę naciągamy. Zawsze musimy brać pod uwagę, co się stanie jeśli pęknie nam main – czy np. backup nie rozciągnie się na tyle, że zaliczymy glebę.



Kontrolowany lot na backupie z liny dynamicznej, 100% gleba ( l-33 m/h-9 m)

3. Autoasekuracja
Przy riggowaniu, deriggowaniu czy też przy przygotowywaniu nowej linii zawsze się asekurujemy (sam kiedyś wyleciałem z w miarę dobrego stanowiska z wiertarką w ręce, dobrze, że miałem auto na jakimś parchu kilka metrów wyżej).
Jeżeli na "trudnym" stanowisku nie mamy możliwości zrobienia auto asekuracji z liny dynamicznej to lonżę z taśmy nylonowej lub dyneemy zawsze bezpiecznej jest obciążać czyli po prostu na niej zawisać, niż dopuścić do dynamicznego szarpnięcia. Nawet 60 cm lot ze współczynnikiem o wartości 1, może doprowadzić do jej zerwania lub urazu kręgosłupa! Na pętlach szczególnie tych z dyneemy unikamy wiązania jakichkolwiek węzłów.

4. Wszystkie sprzęty powinny być przyaucone 
Przy robieniu nowych linii – wiertarka, młotek, klucz oczkowy i wycior powinny być na repsznurach przypięte do uprzęży. Podobnie karabinki, szekle, banany, klucz oczkowy przy riggowaniu i deriggowaniu wpinamy do szpejarki, by nikogo nie zabiły, kiedy ich nie używamy.

5. Wszystko musi być zdublowane 
Taśmę dublujemy backupem, lonża jest w koszulce z taśmy rurowej, ringi są dwa, stanowisko zawsze ma backup całości lub gdy nie ma takiej możliwości, to łączymy wszystkie punkty taśmą lub kawałkiem liny.

6. Kąty 
Ważne, żeby boki zawiesia lub zawiesi spotykały się w punkcie, gdzie mamy wpiętego naszego banana, najlepiej pod kątem mniejszym lub bliskim 60 stopniom.



7. Stanowiska 
Jeżeli jesteśmy pewni punktów, to robimy stanowisko samonastawne, pamiętając by skręcić jedną część zawiesia, tak aby utworzyła się pętelka, przez którą razem z drugą częścią wpinamy szeklę. Przy stanowisku samonastawnym, gdy jedno lub więcej z ramion trójkąta jest zbyt długie, ograniczamy zakres nastawności węzłem. Przy słabszych punktach budujemy stan równoległy, używając oddzielnych zawiesi dla każdego punktu – tu trzeba dokładnie wyregulować ich długość, by równo rozłożyły się siły. Jeszcze jedną opcją przy słabych punktach jest stanowisko typu „pająk”, ale jeśli używamy zawiesi, to powstaje bardzo duży węzeł. Ograniczając samonastawność, robiąc stanowisko równoległe czy też „pająka” zmniejszamy lub eliminujemy dynamiczne uderzenie, jeśli któryś z punktów nam się urwie.

8. Plakietki
Na plakietkach mamy strzałkę wskazującą w którą stronę możemy ja obciążyć. Każdy inny kierunek grozi wyrwaniem kotwy lub złamaniem plakietki.




9. Żelastwo poza krawędź 
Banan/linelocker z szeklą powinien wystawać poza krawędź skały. Jedyny wyjątek mamy wtedy, gdy teren jest mocno pochylony lub stanowiska są z drzew. Jeżeli przy odpadnięciu/zerwaniu ani taśma ani backup nie uderzą o ostre krawędzie, to możemy je tak zostawić. Należy też pamiętać, by żaden inny metalowy element nie był na samym przełamaniu.

10. Ochrona przed krawędziami 
Zabezpieczajmy zawiesia, taśmę i backup przed ostrymi krawędziami i tarciem o skały. Zwrócimy uwagę, gdzie znajdzie się nasz backup, jeśli pęknie main. Pamiętajmy też o ostrych krawędziach po bokach naszego hajka, szczególnie przy luźnych taśmach.

11. Soft release 
Jeżeli używamy Soft release, taśma SR powinna być owinięta, co najmniej 6 razy (12 warstw) i zawsze zabezpieczamy jej koniec.
Jeśli nie chcemy, by taśma z SR odkręcała nam pin od szekli, to przy napinaniu lub luzowaniu ucho wpinamy nie w ostatni pin banana, a w pin tejże szekli. Jednakże jeśli jesteśmy zapominalscy, to lepiej pozostawić SR razem z bananem.

12. Taśma i backup z zapasem
 
Na highliny zawsze zabieramy taśmę i backup z przynajmniej 10-15 metrowym zapasem, by móc zrobić backup całości na obu stanowiskach.

13. Ciasny backup całości
 
Backup całości robimy w miarę ciasno, by przy ewentualnej awarii nie powstało uderzenie dynamiczne. Puściło mi kiedyś stanowisko i to podczas chodzenia. Tylko dzięki temu backupowi, nie zrobiłem ostatniego w życiu dream jumpa. Taśma się poluzowała, ale udało mi się ją przejść do końca.

14. Krótkie hajki 

Na krótkich hajkach <25 m, dla bezpieczeństwa ludzi zaczynających swoją przygodę z wysokimi taśmami dajemy rozciągliwe, najlepiej poliamidowe taśmy.
Gdy dodatkowo je delikatnie napniemy, to obciążenie przy upadku na nasze ciało będzie znacznie mniejsze.


15. Tejpujemy banany
 
Po zariggowaniu całości i naciągnięciu hajka - tejpujemy wszystkie banany.



16. Firanki 
Na końcu i początku hajka – w miejscach, gdzie zaczynamy i kończymy chodzić, lepiej by nie było „firanek” lub były małe i gęste. Moim zdaniem nie róbmy też firanek zbyt dużych, przy upadku na bardzo długich hajkach na wskutek tarcia istnieje możliwość wzajemnego przepalenia backupu i taśmy. Przy bardzo luźnym backupie jeśli zerwie się taśma to będziemy mieli długi lot. Łatwo też może dojść do jego zerwania na ostrej krawędzi przy stanie. Do tego dochodzi jeszcze na długich liniach głośny ostatnio problem z "sliding tapes"


Na początku i końcu, w miejscu gdzie zaczynamy i kończymy chodzić lepiej by "firanki" były małe i gęste


17. Taping 
Bezpieczniej jest tejpować plastrem wspinaczkowym/sportowym, plastrem bez podkładu z apteki lub taśmami technicznymi z klejem nie zawierających rozpuszczalników. Niestety większość taśm technicznych ma w składzie kleju rozpuszczalniki, które mogą szkodzić taśmie. Więc jeśli używamy takowych to lepiej taśmy i backupu nie zostawiać stejpowanych razem na długie miesiące. Może to znacznie je osłabić.

Starajmy się tejpować w miarę gęsto, co 2-3 m. Nie wiem czy w przyszłości na długich hajkach nie będzie trzeba zrezygnować z ruchomego backupu i ogromnych "firanek". Oba te czynniki powodują na wskutek tarcia uszkodzenia krawędzi taśm. Jak pokazują ostatnie przykłady "sliding tapes" w połączeniu z dużymi "firankami", mogą być po prostu niebezpieczne.

18. Taśma, backup, ringi przyaucone
Przy deriggowaniu jeśli z jednego stanowiska zrzucamy taśmę, to pamiętajmy by na drugim zarówno main, jak i backup były do czegoś przyaucone. To samo dotyczy lonży z ringami, jeśli ich wcześniej nie zdjęliśmy. Przy riggowaniu również jeden koniec taśmy i backupu powinny być przyaucone

19. Pośpiech nie jest wskazany
Przy riggowaniu lepiej zrobić wszystko wolniej, ale z głową by później 100 razy nie poprawiać.
Przy deriggowaniu z reguły jesteśmy już zmęczeni, spieszymy się, często jest już ciemno, albo mamy załamanie pogody. Wszystko to średnio wpływa na naszą koncentrację. W pośpiechu często się nie asekurujemy i łatwo jest nam popełnić tragiczny w skutkach błąd. Lepiej wolniej, ale w jednym kawałku. W podbramkowych sytuacjach warto nawet zostawić taśmę i zderiggować ją następnego dnia.

20. Uprząż
Uprząż to pierwsza rzecz, którą zakładamy i ostania, którą zdejmujemy przy riggowaniu i deriggowaniu hajków w górach i skałach.




Higlinowanie

1. Kontrola całego systemu
Przed wejściem na highlina sprawdzamy cały system na obu stanowiskach.
Kontrolujmy czy trzpienie od szekli są dobrze dokręcone, czy karabinki i mailony są zakręcone, czy karabinki nie są obrócone zamkami w kierunku skały, czy banany, karabinki mailony lub szekle nie są na przełamaniu krawędzi. Sprawdzamy czy ułożenie taśmy w bananach jest prawidłowe, czy zabezpieczenie przed krawędziami się nie poprzesuwało, czy z backupem jest wszystko ok, czy backup całości jest dostatecznie ciasny. Patrzymy również na ułożenie i samonastawność zawiesi itd.


2. Rozgrzewka 
Przed wejściem na taśmę warto się trochę rozgrzać. Dzięki temu ryzyko kontuzji będzie znacznie niższe.

3. Autoasekuracja 
Przy gotowym hajku na stanowisku startowym warto zrobić dodatkową lonżę z karabinkiem zakręcanym lub automatycznym, tak by można było się ubezpieczyć zanim dojdziemy i przywiążemy się do naszej highlinowej lonży, a także by po skończonym highlinowaniu bezpiecznie opuścić stanowisko. Również osoby robiące zdjęcia blisko krawędzi powinny robić sobie autoasekurację.

4. Puste kieszenie 
Nim wejdziemy na wysoką taśmę wyjmujemy wszystko z kieszeni – telefon, klucze, portfel itp. Nie dość, że możemy kogoś przypadkowo zranić, to możemy stracić te rzeczy na zawsze lub jak to było w przypadku mojego znajomego - zamiast chodzić po taśmie, to przez kilka godzin szukał pod skałami swoich jedynych kluczy do auta.  


5. Mini lonże
Biorąc na taśmę go pro, okulary, czapkę, parasol  😀 itp. używajmy do wszystkiego mini lonży (np. do nadgarstka, uprzęży itp.)




6. 
Ósemka
Do lonży wiążemy się węzłem ósemkowym. Wiązanie rozpoczynamy od wprowadzenia liny począwszy od ucha w pasie biodrowym, a następnie przez ucho w łączniku nogawek. Lina powinna przechodzić przez ucha uprzęży równolegle do łącznika. Średnica powstałej pętli powinna być porównywalna do średnicy łącznika uprzęży. Końcówka liny wystająca z zaciśniętego węzła ósemkowego powinna być taka, że po złapaniu dłonią tuż przy węźle, lina z niej wystaje na ok. 4 cm. W większości przypadków przy hajkowej loży końcówka jest dużo dłuższa. Możemy ją tak zostawić albo zrobić dodatkowy węzeł zabezpieczający lub włożyć końcówkę za uprząż. Nie róbmy "cofki" w ósemce. Moim zdaniem zostawiajmy ją tak jak jest, no chyba, że jest naprawdę długa, ale pamiętajmy, że zrobienie sobie dodatkowego ucha przy uprzęży może w określonej sytuacji np. przy deriggowaniu, być niebezpieczne, bo zamiast przyaucenia się w łącznik uprzęży, to przez nieuwagę możemy się przyaucić w to dodatkowe ucho.
Również ringi łączymy z lonżą węzłem ósemkowym. Po złapaniu dłonią tuż przy węźle, lina z koszulką powinna wystawać na ok. 4 cm.




7. Kontrola partnera
Po zawiązaniu się do loży następuje sprawdzenie przez partnera:

– Czy uprząż jest dobrze założona.

– Czy węzeł ósemkowy przy uprzęży i ringach jest prawidłowo zawiązany.

– Czy ma hangovera, ekspres lub rolkę na wypadek odpadnięcia i powrotu do stanu.

– Warto też w ramach kontroli upewnić się, czy kieszenie są puste.

Następnie proponuję formułkę znaną ze wspinania

– Mogę iść?
– Możesz.


i to co wprowadził Filip S. czyli przybicie piąteczki na potwierdzenie
😁

8. Początek i koniec
Zaczynamy i kończymy chodzić po highlinie w bezpiecznej odległości od krawędzi.

9. Repsznur
Przy uprzęży na tylnej szpejarce wartko zawsze mieć pętlę z repsznura. Przyda się przy tejpowaniu luźnych taśm (byśmy nie zjeżdżalni na środek hajka), przy wychodzeniu do stanowiska, jeśli pęknie main, jako dodatkowy chwyt przy wychodzeniu po lonży (jeśli zabraknie nam sił), do zjazdów na linie lub jeśli będziemy chcieli odpocząć podczas jazdy na hangowerze na bardzo długiej i luźnej taśmie.

10. Hangover
Nie jeździmy po hajku tylko na hangoverze, wszystko w końcu powinno być zdublowane. Dla własnego bezpieczeństwa jeśli musimy przejechać na drugi stan, lepiej przywiązać się dodatkowo highlinową lonżą lub wpiąć się do taśmy długim ekspresem.



Jeśli ktoś jeszcze używa do jeżdżenia po taśmie rolki z okładzin bloczka i łożysk, to niech bardzo uważa. Z perspektywy czasu wychodzi na to, że tego typu rolki są bardzo niebezpieczne. 


11. Węzły
Po zakończonym highlinowaniu rozwiązujemy na lonży wszystkie węzły, by mogła ona odpocząć. Dotyczy to również taśmy, backupu i zawiesi.
Dobrze jest też po upadku i dotarciu do stanowiska każdorazowo luzować węzeł przy ringach.

12. Informujmy 
Zawsze mówmy, gdzie będziemy hajkować i kiedy mamy zamiar wrócić. Warto zostawić dokładne namiary GPS, gdyż na wielu moich miejscówkach np. w BG po prostu nie ma zasięgu. Dobrze też mieć w plecaku multitoola i czołówkę.

13. Nie naginajmy zasad
Gdy jesteśmy sami, a mamy spore doświadczenia, to nie naginajmy zasad bezpieczeństwa.
Z własnego doświadczenia wiem, że jest to bardzo, ale to bardzo trudne. Jednak spójrzcie na wypadki na ściankach lub w skałach. W większości zdarzają się one doświadczonym wspinaczom, a nie nowicjuszom po kursie. 


Jeśli macie jeszcze coś do dodania lub z czymś się nie zgadzacie, to piszcie.








Koszmarek



28 sierpnia 2017

Usuwanie starych kotew rozporowych



Jest to pewnie jeden z moich ostatnich wpisów na blogu. Nie chcę opisywać i popularyzować bułgarskich miejscówek highlinowych (jak się sam przekonałem cierpi na tym środowisko), a technicznie w slacku raczej rewolucji się nie spodziewam. Zasady pozostaną takie same, wszystko będzie modyfikacją używanego już sprzętu. Zmienią się tylko materiały na lżejsze, wytrzymalsze, charakterystykami bardziej odpowiadającymi potrzebą slacklina. Pozostało mi tylko jeszcze opisać jak usunąć stare kotwy, których do 2015 roku zanim zacząłem używać "r
emovable bolt" wbiłem grubo ponad 500 sztuk. Mimo łatwiejszego riggu pozostawione żelastwo niszczy i szpeci skały, a po paru latach może być po prostu niebezpieczne. Jestem za tym by podczas riggowania jak najmniej ingerować w skałę i otaczające je środowisko. Nie wycinajmy przeszkadzających nam drzew i krzaków, nie zrzucajmy kruszyzny, zabierajmy ze sobą śmieci. Pozwólmy innym cieszyć się tym samym miejscem, nieoszpeconym naszą obecnością. Stanowiska albo "czyste" albo "wyjmowalne bolty", ewentualnie na popularnych treningowych miejscówkach wklejane atestowane ringi wspinaczkowe ze stali nierdzewnej. 


Kotwa Fixe 10 mm wbita przeze mnie w 2009 roku w skałach na Branovshchicy (Bułgaria)



Dokładnie 8 lat (2009) temu zariggowałem swoje pierwsze hajki. Na początku używałem polskich kotew mechanicznych. Po tylu latach zewnętrznie nie wyglądały już dobrze, a i w części miały lekko uszkodzone gwinty. Trzeba było się nieźle napocić, by wkręcić prawidłowo nakrętkę. Oczywiście można je wyciąć, a dziurę zacementować, ale potem trzeba wywiercić kolejne otwory pod rigg, co przy niektórych stanowiskach ze względu na brak miejsca może być problematyczne. W sumie gdybym tylko ja używał tych kotew, to by nie było problemu. Często np. tak jak w Karlukowie kotwy mają rozkradzione podkładki i nakrętki, więc woda o wiele łatwiej dostaje się do klipsów. Prawdę mówiąc bałbym się na nich cokolwiek wieszać. Tym bardziej, że ich ludzie używają nie tylko do hajków, ale i do skoków i tyrolek. Rozmawiając o tym kiedyś z jednym z czołowych bułgarskich highlinerów – Ludmiłem, wspomniał, że na YT widział metodę ich wyjmowania. W sumie okazała się dość prosta. Oczywiście trochę ją zmodyfikowałem.


Cały potrzebny sprzęt, dodatkowo przydaje się jeszcze jeden klucz 19 mm i przejściówka do kotew 10 mm


Sam koszt materiałów nie przekracza 15-20 zł. Potrzebujemy kawałka rurki za 5zł (długość zależy od długości kotew, jakie chcemy wyjmować, moja ma 150mm), dwie długie nakrętki za 4 zł, jedną długą (180 mm) i krótką śrubę (35-40 mm) za 3 zł, dwie podkładki za 50 gr i jedno łożysko za 1,50 zł. Dodatkowo jeśli chcemy wyjmować bolty 10 mm, to możemy dokupić przejściówkę 12 mm -> 10 mm - 2 zł.


Wyjęta stara kotwa 145 mm z 2011 roku, highlinie "Kale" (Bułgaria)


Więc tak:


1. W pierwszej kolejności kotwę dobijamy młotkiem i usuwamy nakrętkę i podkładkę.


2. Do kotwy przykręcamy długą nakrętkę, a następnie z góry dokręcamy krótką śrubę. Ważne, żeby koniec śruby stykał się z końcem kotwy, by przy kręceniu kotwa nie podniosła się do góry i się nie zablokowała.



3. Możemy użyć mocnej wkrętarki lub młotka udarowego. Wydaje mi się, że lepiej włączyć udar. Podczas kręcenia kotwą, otwór polewamy co jakiś czas wodą. Jeśli chcemy używać młotka udarowego, to musimy dokupić przejściówkę SDS -> 12 mm (dość trudno dostępna) lub kupić uchwyt wiertarki SDS -> na wiertła cylindryczne, ewentualne coś samemu wykombinować z dostępnych w sklepach akcesoriów.



Na tym etapie chodzi o to, by zetrzeć wystające zadziory metalowego klipsa. Czas kręcenia na wyczucie. Lepiej za długo niż za krótko. Jak kotwa zaczyna mieć luzy „góra – dół” to jest ok. Nieraz się zdarza, że na tym etapie po przesadnie długim kręceniu kotwę da się już wyjąć bez użycia narzędzi.

By wyjąć starą kotwę klips musi ściśle do niej przylegać i mieć usunięte zadziory

4. Następnie odkręcamy krótką śrubę z nakrętki (przydaje się drugi klucz) i przykręcamy długą śrubą w rurce z drugą nakrętką u góry. Zaczynamy dokręcać górną nakrętkę kluczem. Możemy to zrobić również wkrętarką (w tym wypadku musimy odciąć główkę śruby), choć tego nie polecam z dwóch powodów. Pierwszy to bezpieczeństwo. Podczas testów bolt się zablokował, a ja dostałem wiertarką w twarz. Przez tydzień miałem logo Dewalt na policzku. Drugi to taki, że jeśli nakrętka się zapiecze to jej już nie odkręcimy ze względu na brak główki w samej śrubie. 

Przy bardzo opornych 12, możemy zrobić dźwignię
Ciężko, ale wylazła ;)
Przy dokręcaniu kluczem mamy większą kontrolę i w razie potrzeby możemy powrócić do poprzedniego etapu. Kotwa teoretycznie bez większych problemów powinna wyjść. Oczywiście nie zawsze się to udaje.

Kotwy 10 mm wychodzą bardzo łatwo, niestety łatwo jest je też ukręcić

Bolt 12 mm z zerwanym gwintem, trzeba będzie go wyciąć i zacementować


Mi na osiem wyjętych 10 mm kotew, dwie pękły u samej podstawy (mimo użytej niewielkiej siły). Przy 12 nie miałem tego problemu (wręcz do ich wyciągania trzeba użyć siły), tu z kolei nie udało mi się wyjąć kotwy, która była zbyt głęboko wbita, nakrętka nie złapała jej wystarczająco dobrze i końcówka gwintu nie wytrzymała wyjmowania. Skuteczność na poziomie 80% nie jest zła.
W dziury możemy dać nowe kotwy lub używać tak ja wyjmowanych boltów. Sama rurka z nakrętkami 
wspaniałe się nadaje do bezproblemowego i szybkiego usuwania wyjmowanych kotew.

Nie potrzeba nam żadnych specjalistycznych narzędzi wystarczą dwie długie nakrętki, dwie podkładki, śruba, łożysko, rurka i klucz :)


Po oględzinach muszę stwierdzić, że stan większości kotew, mimo przerdzewiałej góry u podstawy, jest zadowalający. Rdza jest tylko powierzchowna. Mimo wszystko sterczące, zardzewiałe żelastwo szpeci skały i nie daje psychicznego komfortu na hajkach, więc lepiej wymienić bolty na nowe lub używać "removable bolts".

Usunięte stare kotwy z hajków w skałach na Branovshchicy (Bułgaria)
Metodę pewnie jeszcze trochę zmodyfikuję (lepsze łożysko, dłuższy klucz), a to co opisałem możecie zobaczyć na filmiku. 




(Wzorowałem się na metodzie pokazanej w tym filmie)






Koszmarek