16 czerwca 2015

Przewodnik. Moje wysokie taśmy na Jurze cz.1


Mimo, że na Jurze powstało już parę wysokich taśm to nie znalazłem za bardzo w sieci opisów, gdzie dokładnie i jaki potrzebny jest sprzęt do riggowania. Jedynie na stronie Slackminded mamy opis haja „Breakfast with beauty” krakowskiej ekipy w skałach Zegarowych, a przecież są jeszcze dwa highliny w Słonecznych Skałach, dwa w Rzędkowicach, dwa w dolinie Bolechowickiej, jeden przy Dupie słonia. Zapewne jest ich na Jurze więcej, ale ciężko znaleźć jakiekolwiek info. Dopóki środowisko było małe i praktycznie wszyscy się znaliśmy wystarczyło napisać do autorów hajków, by wszystkiego się dowiedzieć. Ale jest nas coraz więcej, nie znamy się i nie zawsze chcemy się publicznie dopytywać. Zresztą, o co się pytać, jeśli nie mamy pojęcia, czy są jakieś linie w interesującym nas rejonie.

Podlesice i Mirów
W tym roku wiosenne plany wyjazdowe trochę mi się posypały. Nie udało się wyjechać na highliny do Bułgarii, ani też nigdzie dalej na wspinanie. Zrezygnowałem również z uczestnictwa w grupie Slackhouse. W sumie jedynie na pogodę nie mogłem narzekać . Udało mi się to wykorzystać i kilka razy pojechałem na Jurę wspinaczkowo oraz zaliczyłem dwa samotne wypady eksploracyjno-slacklinowo. Łącznie w ciągu czterech dni powstało pięć nowych linii - trzy w Podlesicach i dwie w Mirowie. Nie są one wysokie, ale cóż, trzeba się cieszyć i trenować na tym, co jest. Zresztą to były moje pierwsze wyjazdy highlinowe w polskie skały. Póki jeszcze pamiętam postaram się opisać potrzebny na nie szpej.




Podlesice



Dojście i skałoplan Góry Zborów. Na zielono interesujące nas skałki.


W Podlesicach powstały tu trzy linie: „Rozgrzeweczka” – 29 m/13,5 m, „Nad konwaliami" – 40 m/14,5 m i „Czysty Koszmar” – 42 m/20 m wszystkie zrobione „czysto”, czyli bez użycia boltów. Pierwsze dwie linie są lekko na uboczu, przez co miejsce jest dość spokojne, trzecia zaś biegnie nad głównym szlakiem, więc praktycznie zawsze będziemy mieli tam widzów. 
Samochód najlepiej zostawić na parkingu przy Centrum Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego Jury w Podlesicach. Wchodzimy głównym wejściem do rezerwatu Góra Zborów, mijamy jaskinię Głęboką , Krucze skały i skręcamy w prawo pod górę, dochodzimy do podnóża skały Sadek. Jeśli mamy ciężki wór to lepiej Sadek pokonać ścieżką od góry, jeśli nie - to dość stromą drogą wzdłuż jej podstawy. Ścieżka wychodzi prosto pod Górą Zborów, jeśli chcemy iść na „Czystego Koszmara” to skręcamy ze szlaku w prawo, a tak to idziemy głównym szlakiem jeszcze około 300 m dalej prosto, aż zobaczymy po naszej lewej dwie skały Rygiel i Bolechowicką, między którymi zrobiłem dwie linie. 
Tak jak pisałem, te trzy linie zrobiłem bez użycia boltów, więc mamy pełną dowolność w riggowaniu, jednak postaram się w skrócie opisać jak i czego użyłem.


Świetna linia na najpiękniejszej skale Góry Zborów














„Czysty Koszmar” - 42 m/20 m, różnica poziomów 0,8 m
. Linia biegnie między Turnią nad Kaskadami (kończy się tam droga Sportland na Mściwoja), a skałą Dziurki (między końcówkami dróg Króliki Poszły w Las i Bormaszyną ). Nie ma najmniejszego problemu z dostaniem się na górę obydwu skał. Wygodniej zrobić stanowisko naciągowe na górze Turni nad Kaskadami.


Stan naciągowy




Stan naciągowy. Mamy tam do dyspozycji sporo uch. Ja użyłem tylko czterech do budowy stanu głównego i jednego z tyłu na backup całości. Potrzebowałem około 12 m zawiesi, 6 karabinków, 2 mailony i dużo trewearów. Z tej strony użyłem ich 4 m, ale to było to zdecydowanie za mało. By wszystkie ucha były jednakowo obciążone z każdej pary zrobiłem samonastawną pętle, które ponownie połączyłem samonastawnym zawiesiem z wpiętą szeklą z bananem. Dodatkowo w karabinki wpiąłem jeszcze jedno dodatkowe krótsze zawiesie, by łatwiej mi było naciągać nie wychylając się za krawędź oraz pod backup. Oczywiście gdy jest nas więcej możemy to zrobić inaczej.







Drugi stan. Tu potrzebujemy około 15 m zawiesi (z tego minimum dwa 5 m), minimalnie 10 m trewearów, 4 karabinki i 2 mailony. Z tyłu robimy backup całości za kamień

.


Projekt okazał się bardzo sprzęto-żerny. Szpej musiałem wnieść na dwa razy, a i tak
 mi zabrakło. Było trochę zabawy, ale chyba było warto. Moim zdaniem stany są bardziej niż pancerne, a jeśli komuś przeszkadza brak boltów to są obite wysokie taśmy w pobliskich Rzędkach. Przepiękna i bardzo fotogeniczna linia, dla mnie jednak koszmarna pod względem sprzętu i widzów.



Linie „Rozgrzeweczka i 
„Nad konwaliami" znajdują się między skałami Rygiel i Blocheńska (Baba) na północnym zboczu Góry Zborów. Niestety nie da się ich rozpiąć na raz, gdyż przy jednym ze stanów spadając możemy uderzyć o drugą taśmę. Dojście na górę obydwu skałek jest łatwe. Stanowiska naciągowe lepiej zrobić na Ryglu. Potrzebujemy sporo trewearów i zawiesi.


„Rozgrzeweczka”, niestety nie zrobiłem fotek stanowisk, ale są "łatwe"





„Rozgrzeweczka” – 29 m/13,5 m.


Stan naciągowy. Z dwóch dalekich drzewek chyba brzoza i sosna. By dociągnąć do krawędzi będzie nam potrzebne minimum 8-10 m zawiesi.



Drugi stan. Potrzebne jest 5 m kołowe zawiesie, które zarzucamy na skałę. Backup całości możemy zrobić kolejnym 5 m zawiesiem do ucha skalnego z tyłu na dole.

Druga linia „Nad konwaliami" – 40 m znajduje się obok „Rozgrzeweczki” . Jest ona 1,5 m od niej wyższa, dlatego też musiałem na „Babie” wymyślić inne „czyste” stanowisko. 





"Nad Konwaliami" znajduje się kilka metrów  z prawej od  „Rozgrzeweczki”

Stan naciągowy. Z dalekiego drzewka i ucha skalnego - samonastawne. Około 7-8 m zawiesi. Backup całości do innego drzewka.


Ucho skalne zawiesie 2,5 m
Drzewko - potrzebne ok. 4 m zawiesie, a taśma i backup biegnią do kolejnego drzewka
Drugi stan. Około 8 m zawiesi. Zawiesie 1,5 m zarzuciłem na czubek skały, a 5 m puściłem bokiem do dalekiego ucha na dole. Połączyłem je razem w stanowisko samonastawne. Dodatkowo zrobiłem backup całości do dalekiego ucha na dole. Potrzebne jest sporo trewearów.


Ucho 1


Backup całości, dalekie ucho 2

 

Mirów




Kolejne dwie linie zrobiłem koło Mirowa w skałach leżących pomiędzy zamkami Mirów i Bobolice. Są to linie treningowe nadające się na pierwsze kroki na wysokości. Auto zostawiamy na parkingu w Mirowie i ścieżką idziemy w kierunku turni Kukuczki. Linie biegną między 
Krótką grzędą (Zygzak)- Studniskiem II.



Stany naciągowe do obydwu linii wygodniej zrobić na Krótkiej grzędzie (na obu jej końcach). Na górę Krótkiej grzędy i Studniska łatwo się dostać, choć w przypadku Studniska musimy się trochę nachodzić.


Dojście do stanowisk. Niebieskie linie to przyszłe projekty






W tle zamek Bobolice


„Z widoczkiem” – 30 m/16 m.

Stan naciągowy. Bolty 2 x 12 mm + ucho skalne. Zawiesia 2 x 2 m + 0,5 m. Backup całości do ringów wspinaczkowych jest po prawej na szczycie
.



Stan naciągowy, backup całośći do ringów na szczycie po prawej

Drugi stan. Bolty 2 x 12 mm + drzewko. Zawiesia 2 x 2,5 m + jedno 5 m na backup do drzewka

.


Na tym stanie też przyda się trochę trewearów

Tutaj możecie zobaczyć fajny filmik z powtórzenia tego haja przez krakowską ekipę: Piękna Ojczyzna :)

Druga linia „Żegnaj Dean" - 22 m/16 m, różnica poziomów to 0,8 m
. Bardzo fajna treningowa linia. Poszedłem na kompromis i aby używać liny do zjazdu przy riggowaniu jeden stan zrobiłem wyżej, różnica poziomów wynosi teraz ok. 0,8 m. Oczywiście w żaden sposób nie przeszkadza to w chodzeniu. Początkowo linia miała nazywać się "Rope line”, ale tego dnia, gdy przygotowywałem stany dowiedziałem się o śmierci Deana Pottera - wybitnego wspinacza, skoczka base i highlinera. Potter robił też highliny na linie syntetycznej Amsteel blue. Kilka lat temu Jan Gałek i Dean Potter byli moją inspiracją do zaczęcia uprawiania highliningu.
 Linia nie ma przejścia na taśmie, więc nie używałem dodatkowych zawiesi do backupu;)



Co prawda, ta lina tylko kolorem przypomina Amsteel blue, ale chodzić się da

Stan naciągowy. Bolty 2 x 12 mm, zawiesie 1,5-2 m. Backup całości do ringów z tyłu niżej.

Drugi stan. Bolty 2 x 12 mm, zawiesie 1,5 m + 4-5 m na backup całości albo do boltów z sąsiedniego haja, albo do drzewek z tyłu. By dostać się do stanu dobrze jest się przytrzymać tego backupu.


Ta linia jeszcze nie ma przejścia na taśmie ;)

To by było na tyle. Wszyskie linie mają przejścia FM. Jak macie jakieś pytania to piszcie na FB. W Mirowie w przyszłości powstaną jeszcze co najmniej dwie, trzy wysokie taśmy. 

Współcześnie skałki w Mirowie znajdują się w rękach prywatnych. Każdy wspinacz (zapewne i highliner) zobowiązany jest przed rozpoczęciem wspinaczki wpisać się do książki wyjść, znajdującej się u sołtysa wsi Mirów, co jest równoważne oświadczeniu o świadomości podejmowanego ryzyka, uprawianiu wspinaczki na własną odpowiedzialność, znajomości zasad wspinaczki i używaniu odpowiedniego, atestowanego sprzętu.

PS. Wypadałoby mi napisać przewodnik po bułgarskich highlinach, ale opisanie 70 lini po czasie, raczej jest niewykonalne, tym bardziej, że wolę robić nowe niż powtarzać stare.





Koszmarek


9 czerwca 2015

Wyciąganie kotwy pod hajki?


Sterczące śruby wyglądają bardzo nieestetycznie, a po kilku sezonach kotwy rozporowe, które osadzam pod hajki są po prostu niebezpieczne (prawe fot ze strony Formación de técnicos en sistemas y rescate vertical - FTSRV)


Jak wiadomo w większości rejonów na Jurze zabrania się jakiejkolwiek ingerencji w naturalną rzeźbę skały, używania haków, młotka, czekanów i raków. Czyli niedozwolona jest wspinaczka techniką sztucznych ułatwień (z użyciem haków), dry-tooling i tym bardziej wiercenie otworów i pozostawianie żelastwa.
Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 27 listopada 2002 r. w sprawie uprawiania alpinizmu, kwalifikacje „do osadzania stałej asekuracji w terenie skalnym dla celów alpinistycznych” posiadają wyłącznie ekiperzy PZA. Osoby instalujące stałe punkty bez uprawnień muszą się liczyć z ewentualnymi „nieprzyjemnościami”. I tak dalej...


"Czyste" stanowiska wymagają większej ilości sprzętu i pracy, ale i statysfakcja też jest większa ;)
Na Jurze niestety mimo sporych możliwości nie zawsze da się zrobić highlina „czysto”. Zresztą sam muszę stwierdzić, że sterczące śruby wyglądają bardzo nieestetycznie, a po kilku sezonach kotwy budowlane, które osadzamy pod hajki są niebezpieczne. Zresztą generują one spore naprężenia w skale. Niby firma Climb Tech robi tak zwane „removable bolts", ale by miało to odpowiednią wytrzymałość trzeba wiercić dziury o średnicy 20-25 mm i jest to straszliwie drogie. Dodatkowo nie mając ze sobą tego systemu nie powtórzymy linii. W Bułgarii również do wielu hajków już więcej nie wracam, a żelastwo zostaje. O kwestii niszczenia boltów nawet nie wspomnę. Cóż robić. Na wklejane ringi mnie nie stać. Wpadłem na dość kontrowersyjny pomysł, by kotwy wyjmować. Przetestowałem wpierw to na kotwach tulejowych, ale ostatecznie wróciłem do klasycznych. Oczywiście, by było to bezpieczne kotwa musi działać na ścinanie i powinniśmy mieć dobry backup całości. Po zakończeniu highlinowania kotwę wyjmujemy, a w otwór dajemy zaślepki. W przyszłości, przy okazji wymiany przez kluby wspinaczkowe starej asekuracji, (ewentualnie jeśli powstanie polski związek slackliningu) będzie można w gotowych otworach wkleić ringi, które są znacznie lepsze i będą służyły przez długie lata.

Więc tak:
1. Kupujemy firmowe kotwy Hilti lub Fischera najlepiej takie dłuższe, czyli 120-145mm.
2. Zdejmujemy klips (w razie potrzeby można go założyć z powrotem).


Zdejmujemy klips i robimy ruchomą rurkę z taśmy
3. Robimy klips z taśmy do tejpowania - ja używam płóciennej. Taśmę nie przyklejamy do śruby, a musimy zrobić z niej ruchomą rurkę - czyli końcówkę taśmy na pierwszą warstwę łaczymy klejem do siebie. Warstw nie może być ani za mało, ani za dużo, powinny być tak na równi z grubością śruby.
4. Wbijamy normalnie bolta, dokręcamy nakrętkę do delikatnego oporu i dajemy plakietkę.

Test na wyrywanie
5. Po skończeniu zdejmujemy plakietkę i kluczem zaczynamy dokręcać nakrętkę. Możemy mieć spory opór, ale ostatecznie bolt wyjdzie. Może się zdarzyć, że nakrętka zaczyna się kręcić z boltem, ale w końcu mamy tam tylko taśmę klejącą, więc wystarczy przytrzymać multitoolem, trochę pokręcić i na pewno się uda.

Bolt po wykręceniu
Możliwe, że nasz płócienny klips zostanie w środku. Trudno. Dziura z reguły jest dłuższa, a w przyszłości jak będzie się wklejało ringi to można oczyścić ją wiertłem.
W kamieniu naturalnym sprawdziłem czy to działa (5 cykli), a w piwnicy przeprowadziłem testy na wyrywanie (10 cykli).

1. W testach śruba bez klipsa była wyrywana minimalnie przy 20 kg (wciągnik łańcuchowy którym to wyrywałem waży 12,5 kg), a maksymalnie przy 150 kg (pewnie zależy od użytego wiertła,
 oczyszczenia i wyrobienia się dziury, podłoża itd.).


To maks osiągnięty bez klipsa, ale normalnie to było znacznie mniej
2. W testach z klipsem minimalną wartość, jaką uzyskałem to 540 kg. Przy kolejnych próbach dałem grubszego, taśmowego klipsa i doszedłem do 637 kg i dalej trzymało. Więcej nie naciągałem, gdyż ściana ceglana, do której był przyczepiony wciągnik zaczęła trzeszczeć. Moim zdaniem to super wynik. Jeśli bolt tyle wytrzymał na wyrwanie to przy highlinowaniu, gdy jest na ścinanie nie będzie żadnych luzów, przez co i dodatkowych naprężeń w skale. Po każdej próbie bez większych problemów go wykręcałem.

637 kg i dalej trzyma....
Bolt i płócienny klips po kolejnym wykręceniu, nawet 2 mm podkładka się powiginała przy próbie jego wyrwania

Oczywiście nie wszędzie da się to zastosować i w przyszłości wyjdą jakieś słabe strony tej metody, ale na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że nie jest to złe rozwiązanie, no i mamy pewność, że kotwy nie są przerdzewałe. Zresztą wkrótce sprawdzę to na szerszą skalę - większość tegoroczych highlinów jeśli nie da się ich zrobić „czysto" to pozostaną po nich tylko wywiercone otwory.

Po wszystkim dajemy plastikową zaślepkę by uchronić dziurę przed zapychaniem brudem

Jak zwykle podkreślam, że są to moje koszmarkowe sposoby, a highliny przez to, że występują tam spore siły i jest wysoko, mogą być niebezpieczne. Tak więc korzystajcie z tej metody całkowicie na własną odpowiedzialność i po raz kolejny przypominam, niezależnie jakie mamy stanowiska zawsze robimy backup całości!

Tu moje wrażenia po 2 sezonach: Removable bolts dla oszczednych



Koszmarek

28 maja 2015

Krótki test taśmy Platinum

W sumie tasiemkę testowałem już dość dawno. Więc w wielkim skrócie.
Taśma, jak taśma. Szerokość 25 mm, grubość 3 mm, wytrzymałość 31 kN (według certyfikatu), kolor nie rzuca na kolana. Posiadam odcinek ok. 105 m.






TEST na 84 m i 106 m longu
Aż żal po tym bielutkim chodzić






Co mi się w niej podoba?
1. Rozciągliwa jakieś 6-7%@10kN coś pomiędzy Octopussy i Zieloną Milą, czyli by naciągnąć coś dłuższego jednak trzeba się trochę namachać
2. Lekka 60 g/m
3. Wytrzymała - 31 KN (wg. certyfikatu)
4. Bardzo spokojna, nie sprężynuje, prosta do pokonania i kontrolowania odcinek 106 m pokonałem w obie strony w pierwszej próbie
5. Łatwo wybiera się luz w bananach
6. W polskiej szarówce i w słabym oświetleniu jest dobrze widoczna


fot. Malwina Róża Machowicz




Co mi się nie podoba?
1. Biały kolor - niestety szybko się brudzi (przynajmniej na naszych miejscówkach w Warszawie)
2. W słońcu słabo widoczna - strasznie odbija światło.

3. Mimo, że ma grubość taką Octopussy, trochę inny splot sprawia, że jest bardziej ostra - czyli mniej komfortowa dla chodzących na boso.


TEST - midlinie 34 m

Dobrze ją widać na zdjęciach choć pod nogami niekoniecznie



Na tym midlinie użyłem jej zdublowanej. W pierwszej próbie napiąłem system dość mocno, bo prawie do 500 kg, choć po jednym przejściu ustabilizowała się na 360 kg i na tym napięciu przeszedłem 4 razy. Następnie obniżyłem napięcie do 230 kg i znowu przeszedłem 4 razy.
Trochę trudniej mi się po niej chodziło niż po zdublowanej Octopussy, ale myślę, że to tylko kwestia przyzwyczajenia. Taśma tak jak "Zielona mila" jest wyraźniej ostrzejsza i sztywniejsza od Slackhousowej, ale tak jak przy longu łatwa do kontrolowania i nie sprężynuje. Obowiązkowo trzeba mieć rękawice. 
Niestety biały kolor jest słaby na haje. Jestem wzrokowcem, tu z jednej strony w tle miałem biały budynek i już mi się taśma gubiła. Oczywiście gdy highlinujemy w nocy biały kolor to pewnie plus

TEST - 31 m, SAG ok. 3,4 m, bez naciągania
Na tej taśmie to łatwizna

W tym teście taśma się spisała wyśmienicie. Po początkowym sprawdzeniu czy nie dotyka ziemi nie musiałem jej już dociągać. Chodzi się po tym w miarę łatwo, a po spadnięciu taśma nie goli nóg ;)
Taśmę testowałem jeszcze na 56,5 m longu z 3 m ugięciem. Po ustabilizowaniu na 150 kg (naciągnięcie ok. 270 kg) dało się już chodzić nie szorująć po glebie. To tyle samo co zdublowana Octopussy i troszeczkę więcej od Zielonej mili, która ustabilizowała się 120 kg po napięciu początkowym 187 kg.

Z moimi bananami ta taśma współpracuje dobrze


W podsumowaniu taśma całkiem dobra, jej minus to kolor i "ostrość". Czym bardziej nabita tym ostrzejsza.

Dla mnie osobiście biały kolor zupełnie dyskwalifikuje taśmę przynajmniej, gdy jestem w słonecznej Bułgarii. Dodatkowo dość szybko się brudzi i nawet po upraniu nie ma 
już tej "białości" co nowa, choć podobno nadmierna biel powoduje depresję i nerwicę ;) 
Ale summa summarum czy taśma lepsza czy gorsza, czy kolorowa czy biała pewnie można by długo i namiętnie dyskutować. W sumie to każdy ma inne preferencje. W konkretnych warunkach raz lepsza jest jedna raz inna. Ja na longi wolę taśmy „kolorowe”, mało rozciągliwe i „spokojne” (bez baunsa). Na dzień dzisiejszy moim longlinowym faworytem jest "Zielona Mila", a  Platinum było interesującą propozycją, gdy można było ją kupić w cenie o połowę niższej od ceny rynkowej.




Koszmarek




12 kwietnia 2015

Zielono mi, czyli krótki test nowej tasiemki ;)



Kolejny sezon rozpoczął się na dobre. Mimo, że mam sporo taśm, tak naprawę, żadna nie do końca pasuje mi na longi. Każdej coś dolega. A to jest zbyt rozciągliwa, za mało wytrzymała, za dynamiczna czy też ma nieodpowiedni kolor. (Koszmar-maruda) Oczywiście każdy z nas ma inne preferencje  i nie koniecznie muszą mu pasować moje. Szukając nowej taśmy głównie na longi i systemy bez napięcia założyłem sobie takie minimalne parametry: wytrzymałość powyżej 31kN, rozciągliwość poniżej 5% (naciągam sam, nie chcę używać do tego auta, lub marnować kilku godzin), o wadze około 60 g, dodatkowo ma być mało dynamiczna i mieć ładny kolorek. Nie za bardzo chciałem sprowadzać z zagranicy więc postanowiłem znaleźć coś na miejscu. Wystarczyło zagadać odpowiednie osoby na grupie Slackline Warszawa i już miałem propozycję kupna tasiemki o takich parametrach:

Waga: 61,40 g/m
Szerokość: 25,37 mm

Grubość: 2,73 mm
Rozciągliwość: 4%@10 kN
Minimalna siła zrywu wg. certyfikatu: 34.471 kN
Kolor: zielony z czarnymi paskami po bokach, stąd też nazwa „Green mile”



Oczywiście to są suche parametry nie przesądzające czy taśma jest „fajna" czy nie, do chodzenia. Postanowiłem zaryzykować i w zasadzie kupiłem ją w ciemno.


„Green mile”


Taśma dojechała, kolor okazał się zarąbisty, jedynie zacząłem się zastanawiać czy nie będzie zbyt ostra. Jeszcze tego samego dnia chciałem ją przetestować, ale pogoda sprawiła psikusa i przez następny tydzień nieprzerwanie padało i wiało. Ledwie to przetrzymałem.  


Longline 105 m, sag 2,5/3 m




Test I
Wreszcie słoneczko. Wrzucam zieloną tasiemkę do plecaka i jadę na nową koszmarkową miejscówkę. Niestety trochę wieje, no i prawy bark mam kompletnie rozwalony. Niedawny upadek z balda odnowił starą kontuzję, przez co ze wspinania na dłuższy czas nici, a na taśmie ciężko jest mi utrzymać rękę w górze, co mocno rzutuje na równowagę. Cóż i tak technikę chodzenia mam do bani, więc z ręką czy bez, jakoś dam radę. Po szybkim sklarowaniu taśmy, postanawiam rozpiąć ok. 105 m.



Zostało jeszcze około 1,5 m



Takiej odległości nigdy nie udało mi się napiąć za jednym zamachem moim systemem bloczków 6:1 z odcinkiem 28 metrowej liny. Przy Octopussy czy nawet Platinum było jej zdecydowanie za mało, zawsze musiałem wspomagać się Line gripem. Niecek na warszawskich longlinowych miejscówkach brak, a rozpinanie treningówek na wysokości pierwszego piętra raczej u mnie nie wchodzi w grę. Zaczynam napinać. Pierwszym zdziwieniem było to, że ta taśma jest naprawdę mało rozciągliwa, zostało mi około 1,5 m wolnego systemu. Kurczę co za oszczędność czasu. Oprócz tego doskonale chodzi w bananach, nawet w tych o bardzo agresywnych kątach m/y 1 i 2 śrubą. 


„Green laser” ;)


Zanoszę trochę niepotrzebnego sprzętu do auta, jestem jakieś 200 m od taśmy, gdy zaczepia mnie pan i pyta się czy to zielony laser? Odwracam się i mimo, że stoję pod słońce, wyraźnie widzę zieloną linię, rzeczywiście wygląda niczym wiązka zielonego lasera. Zresztą ten kolor to strzał w dziesiątkę. W pełnym słońcu, szarówce czy w słabym oświetleniu jest dobrze widoczny. Zaczynam chodzić. Zajefajna! Taśma jest bardzo spokojna, łatwa do pokonania i kontrolowania, nie sprężynuje... Czyli jeśli spadając zaczepimy o taśmę, to nie zostaniemy wystrzeleni w kosmos. Osobiście na longach takie taśmy najbardziej lubię. Tak jak pisałem miałem spore obawy, co do ostrości, gdyż 2,7 mm grubości to bardzo mało, a po naciągnięciu może być jeszcze mniej. Oczywiście jest ostrzejsza niż Octopussy, ale wydaje mi się, że mniej niż napięte Platinum. Chodzę w butach, więc za bardzo mi to nie przeszkadza, szczególnie blisko ziemi. Mimo wszystko na longach dobrze mieć rękawiczki. Kilka dni później chodził po tej taśmie - na 70 m - znajomy boso i stwierdził, że jest „bardzo przyjemna w dotyku pod stopą", ale "trudniejsza" od Platinum czy Octopussy. Hmm...
PS. Moim zdaniem Zielona Mila bardzo dobrze się sprawdza na słabo napiętych longach - czym mniejsze napięcie tym łatwiejsza jest do pokonania.



Test na 105 m , sag 2,5 m


Test II
Dzień po teście na 105, przeprowadziłem test taśmy na słabo napiętym krótkim longu i zupełnie luźnej 30. W obu tych przypadkach taśma sprawdziła się rewelacyjnie.


Długość 56,5 m, sag 3 m


Podczas testu ;)

Krótki long 56.5 m, ugięcie taśmy (sag) ok. 3 m. Testując tu kiedyś taśmę Platinum musiałem ją napiąć do około 270 kg, by ostatecznie się ustabilizowała na ok. 150 kg i można było chodzić nie szorując po podłożu. Bardzo podobnie zachowywała się Octopussy, ale tylko, jako zdublowana (pojedynczą trzeba było znacznie mocniej napiąć). Zieloną naciągnąłem „softem” do około 187 kg. Po paru próbach i chwilę po samym przejściu napięcie spadło do 114 kg, ostatecznie stabilizując się na około 120 kg. Przy tym napięciu spokojnie można było dalej trenować. Na tej miejscówce i przy tym SAG-u jest to najlepszy wynik, jaki udało mi się osiągnąć na pojedynczej taśmie. Dodatkowo nic nie musiałem dociągać. Przy tak niskim napięciu chodzi się po tej taśmie bardzo dobrze. I tak jak pisałem przy longach ten kolor jest dobrze widoczny w przeciwieństwie np. do białego, który dodatkowo strasznie szybko się brudzi.




Luźna taśma 32 m; Sag ok. 3.4 m. W sumie nie mam, co się powtarzać. Rewelka. Zazwyczaj, by tu chodzić trzeba wyciągnąć przy pomocy banana zbędny luz prawie do końca, a przy tej taśmie należało dać więcej luzu. Po sprawdzeniu, czy nie dotykam podłoża, nic już potem nie musiałem dociągać. Ta taśma w systemach bez napinania jest bardzo łatwa do pokonania. Spokojna i zero sprężynowania pod naszą wagą. Moim zdaniem bardzo dodrze sprawdzi się w liniach typu „rodeo”.



Test na 32 m, sag 3,4 m




Test III Kolejnego trzeciego już dnia przeprowadziłem test na moim 32 m midlinie. Taśmę napiąłem bardzo mocno i po każdym następnym przejściu ją luzowałem. Kolejno pokonałem ją przy napięciu 580 kg, 320 kg, 250 kg, 120 kg i 90 kg. 




Taśma na hajki się nadaje, ale jest trochę za sztywna. Przy upadkach ze względu na małą rozciągliwosć, słabo pochłania energię lotu przez co mamy większe obciążenie stanowisk.  Przetestowałem ją na 32 m i 54 m midliniach, oraz na 40 m i 55 m highlinach. Nie latałem pod taśmę, ale dla przykładu na 32 m przy chodzeniu na napięciu 115 kg na stanowisko generowałem maksymalnie 391 kg, to prawie tyle samo, co na zdublowanej Octopussy napiętej do 120 kg przy której maksymalnie wyszło mi 401 kg. Z drugiej strony taśmy z vectranu, dyneemy czy też hybrydowe rozciągają się jeszcze mniej i też są używane na highlinach, więc jeśli stanowisko mamy „pancerne" to nie ma czym się martwić.
Taśma przy każdym napięciu była łatwa do pokonania, oczywiście ja preferuje środkowe wartości, ale nawet przy napięciu 90 kg ugięcie było na tyle małe, że zbytnio nie przeszkadzało w chodzeniu. 
Na wysokich liniach krawędzie mają duże znaczenie, gdyż w czasie upadku łapiemy się za taśmę. Tu są odczuwalne jako dość ostre więc rękawiczki obowiązkowe.

Oczywiście wielu osobom ze względu na sporą sztywność ta taśma nie będzie pasowała na highliny, ja też wolę na wysokości taśmy z minimalnie większą dynamiką. Zielona Mila jest zupełnym przeciwieństwem popularnego super rozciągliwego i sprężystego Rubber Banda, ale w końcu jest to taśma do longów. Na zdublowanej całkiem dobrze się chodzi na hajkach, ale upadki są mega "twarde" przez to niebezpieczne.

Przejście przy napięciu 90 kg



Zostało mi, by pochodzić jeszcze na zdublowanej.


PS. 19.07. Zdublowana „Zielona Mila” naprawdę miło mnie zaskoczyła. Górna taśma była napięta, a backupowa dość luźna. W takiej kombinacji chodziło się po tym super. Jeszcze nigdy nie miałem tak "spokojnego" systemu, a ostre krawędzie przy zdublowaniu nie występują.


To by było na tyle po kilku dniach prób. 

Wśród bujnej zieleni w mocno rozproszonym świetle gorzej ją widać i nie jest zbyt fotogeniczna (tu jedynie sprawdził się kolor czerwony/pomarańczowy), ale spokojnie da się chodzić  (fotka z 3.06, 55 m)




Co mi się w niej podoba:
1. Bardzo mało rozciągliwa, co znacznie oszczędza czas. Do ok. 65-70 m na płaskim terenie można naciągnąć tylko przy pomocy soft relase 
2. Wytrzymała - certyfikowane minimum to 34.471 kN
3. Lekka - 61,40 g/m 
4. Bardzo spokojna, nie sprężynuje, prosta do pokonania i kontrolowania
5. Łatwo wybiera się luz w bananach 
6. Kolor zielony z czarnymi krawędziami to strzał w dziesiątkę. W pełnym słońcu i półmroku jest dobrze widoczna w przeciwieństwie np. do białego czy czarnego. Oczywiście wśród bujnej zieleni jest mniej widoczna niż np. czerwona czy pomarańczowa.
7. Również w przeciwieństwie do białego, taśma nie będzie się tak szybko brudziła.Minusy. W zasadzie nie mogę się do niczego przyczepić poza ostrymi krawędziami i sporą sztywnością (wynikającą z połączenia dużej wytrzymałości i niskiej rozciągliwości), ale w końcu jest to taśma pod longliny.







Koszmarek