12 marca 2016

System a'la Janki czyli soft release z klamrą jako mnożnik

Janki z system a'la Janki ;) Historyczna fota, tu po raz pierwszy zobaczyłem klamerki w akcji


Gdy byłem któregoś razu na zimowym Slackline Jamie na Polu Mokotowskim w Warszawie przyuważyłem, że kolega Janki naciąga taśmę przy pomocy soft release i klamerek samozaciskowych jako mnożnik. Niby nic takiego, gdyby nie te klamerki. Niezmiernie mnie to zaciekawiło. Klamry samozaciskowe w systemach slacklinowych to może żadna nowość, podobne są używane w czeskich zestawach firmy Equilibrium, ale z zastosowaniem ich w ten sposób spotkałem się po raz pierwszy. No i w czeskich zestawach to tak dobrze nie działa.

Stal kwasoodporna, waga jednej 73 g


W połączeniu z soft release powstaje hiper lekki i kompaktowy system naciągowy. 
Lekkość, lekkością, ale jak mocno da się tym naciągnąć taśmę? Przecież nie każdy lubi mieć 8 m SAG-u na 40 m hajku. W tym celu nabyłem za całe 25 zł dwie klamerki i czym prędzej udałem się na swoją testową miejscówkę na Forcie V Włochy. Klamerka jest wykonana ze stali kwasoodpornej, waży zaledwie 73 g, a jej mechanizm wytrzymuje troszkę ponad 400 kg.

Samozaciskowa klamra z 6 m soft release. Tylko 287 g :) Na górskie wypady lepiej mieć ciut więcej taśmy


Przy okazji testów sprawdziłem jeszcze raz, ile maksymalnie da się naciągnąć taśmę tylko przy pomocy samego soft release oraz rolki (hangOvera) w kombinacji z lineGripem. Oba dynamometry były nastawione na zapisywanie wartości maksymalnych, co w przypadku dynamometru zapisującego siłę ciągnięcia może nie jest najlepszym pomysłem, gdyż trudno mi było ciągnąć płynnie taśmę bez szarpnięć. Uzyskane dane są oczywiście tylko orientacyjne, zrobiłem zbyt mało prób i żadnych powtórzeń. Dodatkowo jest sporo zmiennych takich jak: rodzaj użytej taśmy w soft release, ilość warstw, typ banana, średnica pinów, użyte rolki i karabinki. 


Drogie i nieefektywne


1. LineGrip + HangOver

Po tym zestawie spodziewałem się trochę więcej. Wytężyłem wszystkie siły, zaparłem się o drzewo i uzyskałem napięcie taśmy zaledwie 183 kg, przy sile ciągnięcia 124 kg, czyli efektywność około półtorakrotna. Oczywiście możemy zrobić dodatkowe przełożenie, ale wiąże się to ze sporymi kosztami. Musimy również bardzo uważać na naszą taśmę, by nie postrzępić jej krawędzi na okładzinach banana. Może do tego dojść podczas naciągania, gdy za bardzo ciągniemy ją na boki, a nie dokładnie w linii slacka. Dlatego też używam tego systemu tylko do wybierania luzu lub gdy chcę chodzić po naprawdę luźnej taśmie. W sumie ta metoda jest mało efektywna, w dodatku jeśli chcemy ją rozbudować - to i dość kosztowna, a do demontażu i tak potrzebujemy soft release.

"Taśmowy bloczek"  tak zwane soft release, dobre nie tylko do zwalniania systemu, ale i do jego naciągania


2. Tylko Soft release


Taśmowy bloczek zrobiłem na szekli (fi 12 mm) i ostatnim pinie banana (fi 10 mm). Taśmę owinąłem 2 razy - naciągnąłem, następnie owinąłem 3 razy i ponownie naciągnąłem, i tak dalej, aż do 7 razy, czyli uzyskałem 14 warstw. Maksymalne napięcie, jakie uzyskałem, to 318 kg przy sile ciągnięcia 100,5 kg. Efektywność wahała się między 1,7-3,2-krotnym w zależności od ilości omotek. Moim zdaniem robienie ich powyżej 6-7 zupełnie nie ma sensu. Na pinach taśma mocno się zużywa, wzrasta tarcie, a efektywność maleje. 



Ciągnięcie z siłą 100 kg wymaga sporego nakładu energii i w miarę stabilnego podłoża, więc powyżej 180-200 kg polecałbym raczej metodę z jedną klamerką - 300 kg osiągniemy ciągnąc jednym palcem.


Maksymalne wartości jakie uzyskałem z soft release bez mnożnika

 3. Soft release z jedną klamerką jako mnożnik (4 testy)

Moim zdaniem jest to najlepsza kombinacja. Aby tarcie nie było za duże, zrobiłem tylko cztery owinięcia dookoła pinów, czyli 8 warstw. Do 300 kg dociągnąłem używając siły ok. 45 kg, a przy ciągnięciu z siłą 84 kg uzyskałem już 553 kg. Dalej naciągać nie było sensu. W sumie to super wynik. Taki naciąg uzyskuję przy pomocy mojej małej wyciągarki łańcuchowej i lineGripa. Ale zestaw ten, choć jest bardzo wygodny, waży ciut ponad 3 kg, a tu z ok. 6 m soft release raptem 287 g!!!!! Średnia efektywność była ok. 6,6-krotna.



Zestaw ten znakomicie sprawdzi się w podróży i wszędzie tam, gdzie zależy nam na niskiej wadze. Zresztą na większość hajków też nie będzie sensu brać nic innego. Oczywiście sprawdzę to w praniu, testy testami, ale w górach zawsze jest trochę inaczej.



Jedynym mankamentem jest to, że klamry nie da się włożyć od razu w miejsce, które potrzebujemy, a musimy ją przewlec od końca soft release. Ale co tam, trochę poczekamy i będzie. W Polsce sporo osób produkuje sprzęt do slacka, więc pewnie niedługo będziemy mieli otwieraną i łożyskowaną klamrę samozaciskową. ;) Jednak cena 12.5 zł w detalu będzie trudna do przebicia. 

Dzięki taśmowemu uszku mogę używać klamry z hangOverem i rolkami

W multiplierze powinno się dawać bloczek z jak największą rolką. W naszym przypadku pin klamerki ma fi tylko 7 mm. By to zmienić uszyłem z taśmy uszko, które umożliwia mi używanie klamry z hangOverem oraz rolkami i zrobiłem dodatkowe testy.



Do klamerki (multipliera) wpiąłem hangOvera (fi łożysk to 19 mm), a z drugiej strony dałem rolkę (fi łożysk 22 mm). Tak jak w teście powyżej miałem 8 warstw taśmy i bez większych problemów dociągnąłem do 482 kg przy sile ciągnięcia 56 kg (wcześniej potrzebowałem, aż 72 kg, by dociągnąć do 479 kg). Do tego momentu średnia efektywność była 8,7-krotna, czyli o 1,1 razy lepiej niż tylko z jedną kierunkową rolką. Niestety przy dalszym dociąganiu taśma się pofałdowała, a wydajność spadała do 7,4. Zapewne to wina zbyt dużego tarcia jakie powstaje na małych pinach banana i szekli, a może i użytej taśmy. Rozwiązaniem mogą byś szekle z grubszymi pinami ew. zrobienie specjalnych bananów do 
soft release.

Koniec testu, taśma się pofałdowała :( będzie trzeba nad tym popracować 

Zrobiłem jeszcze jedno doświadczenie, w którym chciałem sprawdzić klamrę jako hamulec oraz różnicę w efektywności przy naciąganiu multiplierem (samozaciskową klamrą) bez rolek (na karabinku fi 10 mm i pinie klamry fi 7 mm), a multiplierem z dwoma rolkami (fi 19 mm i fi 22 mm). Tym razem taśmę owinąłem tylko 3 razy (6 warstw) i dałem dodatkową klamrę jako hamulec. 

Dwie klamerki, pierwsza jako mnożnik druga jako hamulec by soft release nam się nie luzowało
W teście z dwoma rolkami naciągnąłem taśmę bez najmniejszych problemów do 546 kg przy sile uciągu 78 kg. Przy 6 warstwach dodatkowy hamulec okazał bardzo wygodnym i pomocnym rozwiązaniem. Po zakończeniu naciągania zdjąłem go bez większych kłopotów, owinąłem taśmę dodatkowo jeszcze 3 razy, co w sumie dało mi 12 warstw, zabezpieczyłem i teoretycznie mogłem już chodzić. Średnia efektywność była na poziomie 7-krotnym.

Dwie rolki w multiplierze,  soft release - 6 warstw, druga klamra jako dodatkowy hamulec
Bez rolek w multiplierze, soft release - 6 warstw, druga klamra jako dodatkowy hamulec
Następny test trochę mnie zaskoczył. Bez rolek w multiplierze udało mi się naciągnąć taśmę jedynie do 432 kg przy sile ciągnięcia 83,5 kg
W porównaniu z testem z dwoma rolkami mamy 145 kg różnicy (399 kg versus 546 kg) przy podobnej sile ciągnięcia (78,5 kg versus 79 kg). Prawdę mówiąc, aż takiej różnicy się nie spodziewałem w sumie przy tak niewielkich średnicach łożysk w multiplierze







4. Soft release z dwoma klamerkami jako multipliery

Ta kombinacja mimo, że bez problemów naciągnąłem taśmę do 803 kg przy sile ciągnięcia 62 kg (czyli efektywność na poziomie 15-krotnym przy pięciu owinięciach - 10 warstw i tylko z rolkami kierunkowymi), nie do końca przypadła mi do gustu.




Na pewno przyda się w ekstremalnych sytuacjach, gdzie waga sprzętu jest kluczowa (podróż samolotem, dojazd rowerem), również do naciągania na „beton” 25 mm tricklina lub po prostu jeśli zapomnimy systemu do naciągania longa. Sprawdzi się raczej tylko w parku lub ewentualnie na hajkach, na których będziemy mieli łatwy dostęp do systemu. Zresztą longlina napiętego do 800-1000 kg kilkukrotnie szybciej naciągnę bloczkami bądź wyciągarką. Tu mamy sporo zabawy w przesuwanie obu klamerek i potrzebujemy znacznie dłuższego soft release (oczywiście zależy od parametrów naszej głównej taśmy). Ostatecznie taśmę udało mi się dopiąć do wartości ponad 850 kg, ale wewnętrzna warstwa w soft release znowu się pofałdowała, więc dałem sobie spokój. Miałem jeszcze spory zapas więc dociągnięcie do 1000 kg raczej nie stanowiłoby problemu.



Tak jak napisałem wyżej, najbardziej podoba mi się wariant naciągania z jedną klamerką jako mnożnik. Drugą warto posiadać jako zapas do nieoczekiwanych sytuacji lub jako hamulec przy naciąganiu z mniejszą ilością warstw. Niewielka waga, kompaktowość, spora siła naciągu, niska cena - cóż więcej potrzeba? Oczywiście są też mankamenty - klamerkę trzeba przewlekać przez całe soft release, sama taśma też szybciej się zużywa przy naciąganiu, aniżeli przy zwalnianiu, więc będzie ją trzeba częściej wymieniać, szczególnie jeśli naciągamy do wysokich wartości napięcia.



Janki ze swoim systemem i moją klamrą z uszkiem jako mnożnik ;)
Mimo to uważam, że system a'la Janki to super fajny i tani patent. Z jedną klamerką jako mnożnik - ponad 550 kg to rewelacyjny wynik, który spokojnie wystarczy do większości slacklinowych zastosowań. Do klamry warto dorobić sobie uszko z taśmy by móc jej używać z rolką lub hangOverem. Zwiększy to znacznie efektywność naciągania. W parku bez problemów naciągnąłem tak 60 m longa (taśma Zielona Mila), a jeszcze miałem spory zapas.

W parku bez problemu przy pomocy jednej klamerki naciągnąłem dość mocno 60 m longa :)






    Używając soft release pamiętajmy by:
    • przed chodzeniem, taśmę owinąć co najmniej 6 razy (12 warstw) 
    • zawsze zabezpieczać jej koniec
    • uważać by warstwy się nie rozjeżdżały (zmniejsza to tarcie i może doprowadzić do uszkodzenia taśmy)
    • jeśli używamy szekli, a taśmę napinamy innym systemem to piny przy zwalnianiu powinny się dokręcać.
      W naszym przypadku, gdy również przy pomocy soft release naciągamy taśmę trudno mi powiedzieć jak jest lepiej. Tym razem zrobiłem odwrotnie, taśma przy naciąganiu dokręcała pin. Problemów przy luzowaniu nie miałem, ale raczej będzie bezpieczniej zaopatrzyć się w szekle z zabezpieczeniem przed odkręcaniem.
       
    • W przypadku naciągania taśmy innym systemem, nie używać zbyt krótkiego soft release do dłuższych linii. Przy zwalnianiu jeśli zostanie nam zbyt mało warstw to nie utrzymamy taśmy. Taśma strzeli, lecące żelastwo może kogoś zabić, a soft release się przepali.
    • Przy zwalnianiu pamiętajmy by w pierwszej kolejności zlikwidować dodatkowe backupy, w przeciwnym razie będziemy musieli na nowo dopiąć taśmę.
    • zużytą, przetartą, postrzępioną czy przepaloną taśmę czym prędzej wymieniamy na nową.

    PS. Pewnie zastanawiacie się jak długie powinno być nasze soft release, by było w miarę uniwersalne. Na to pytanie jest stosunkowo trudno odpowiedzieć - przede wszystkim zależy to od długości taśmy jaką chcemy zamotać, jej rozciągliwości i naszych preferencji odnośnie siły napięcia. Na pewno warto mieć soft release w kilku długościach (6 m, 10 m, 12 m) i lepiej za długie niż niż za krótkie. W moim przypadku na 33,5 m długości i rozciągliwości taśmy na poziomie 8%, na styk wystarczyło mi 4 m soft release, by naciągnąć  taśmę do 300 kg i 6 m soft release, by ją naciągnąć do 550 kg z jedną klamerką. Przy naciąganiu tej samej długości do 850 kg z dwoma klamerkami musiałem już użyć soft release, które miało długość ok. 12 m.
    W parku przy pojedynczych taśmach na płaskim terenie i liniach powyżej 40-50 m wchodzą w rachubę już tylko
    soft release mające ponad 10 m

    To by było na tyle. Postaram się zebrać więcej danych i jeszcze uzupełniać ten post.

    Tu zamiast klamerki zastosowałem ogniwo z łańcucha 😁



    Koszmarek

    24 listopada 2015

    Treeweary, zawieszki i soft relase - zrób to sam w 5 minut

    Jest kilka rzeczy z ekwipunku slacklinowego, które w zaciszu domowym możemy zrobić sobie sami niewielkim kosztem i dosłownie 5-10 minut. Są to: ochronki na drzewa (treeweary), zawieszki (leashholdery), soft relase, miękkie szekle, whoopy slingi, rolki do highlina (highslide), ochraniacze w spodniach highlinowych, czy worki sprzętowe. W tym artykule skupię się na pierwszych trzech. Potrzebna nam będzie maszyna do szycia, trochę czasu, no i przede wszystkim chęci!


    Ta maszyna jest dużo starsza ode mnie, a mam wrażenie, że działa znacznie lepiej ;)











    I. Ochronki na drzewa, czyli tak zwane treeweary, choć ja używam ich raczej w skałach ;)



    Materiał na cztery treeweary. Filc ciąłem za pomocą noża z ostrzem łamanym i linijki





    Do samodzielnego zrobienia ochronek potrzebny nam będzie rzep „haczyki” o szerokości 5 cm i filc o grubości 4-5 mm. Nie polecam rzepu najtańszego z pasmanterii, a raczej firmy Velcro (przeznaczony dla wojska), który po 10000 cyklach traci tylko 50% swojej siły przyczepności. Koszt jednego metra 50 mm rzepu Velcro to 8 zł (ok. 4 x więcej niż takiego z pasmanterii), co starczy nam na cztery ochronniki o szerokości 25 cm. Filc w detalu możemy kupić w różnych rozmiarach: 50 cm x 100 cm, 100 x 100 cm, lub z beli o szerokości: 100 cm, 150 cm, 160 cm czy 180 cm o dowolnej długości. Cena za metr kwadratowy to 16-20 zł. Ja kupiłem arkusz o grubości 4 mm i wymiarach 100 x 100 cm. Pociąłem go na 4 równe części 25 cm x 100 cm. Węższych (poniżej 20 cm), czy też krótszych raczej nie polecam - będą po prostu za małe. W parku przydają się dłuższe (min. 150 cm), ale treeweary można ze sobą łączyć.


    Można szyć

    Rzep przyszywamy z gładszej strony filcu, tak aby haczyki łapały tę bardziej mechatą. Do szycia użyłem mocniejszych nici polskiej produkcji (Ariadna Tytan 60), zastosowałem ścieg prosty zwiększając jego długość do „3” (na mojej maszynie). Aby zapobiec pruciu się szwów pamiętajmy o ryglowaniu - w miejscu rozpoczęcia i zakończenia ściegu prostego szyjemy do tyłu po widocznym szwie, a następnie przeszywamy ponownie do przodu. Jeżeli nie mamy hurtowej produkcji to możemy zastosować także inny patent. W miejscu rozpoczęcia i zakończenia ściegu zostawiamy długie końcówki nici, a po zakończeniu szycia przewlekamy je między zszywane warstwy i wiążemy je ze sobą. 


    Gotowe ;)

    Teoretycznie zaleca się, aby rzepy narażone na wielokrotne szarpanie przyszywać na kopertę. Ja je przyszyłem tylko dookoła i jak na razie wytrzymały jeden sezon. Dawniej na higlinach, by osłonić zawiesia, taśmę i backup przed ostrymi krawędziami skał, używałem węży strażackich, ale niestety ich główną wadą była waga. Filc jest wielokrotnie lżejszy i jest bardziej uniwersalny w użytku. Gdy riggujemy nowe linie to warto mieć więcej filcowych osłonek. Ja na dzień dzisiejszy posiadam 10, ale na przyszły sezon na pewno sobie dorobię. W końcu przy rozmiarze 25 x 100 cm koszt sztuki wynosi tylko 7 zł, a przy rozmiarze 25 x 150 cm to 9.50 zł (przy zakupach detalicznych) i 5 min roboty.

    PS. Filc w wielu kolorach, wojskowe rzepy i jeszcze mocniejsze nici (Amann Serafil) bez problemu kupimy w stacjonarnym sklepie w Warszawie.


    Cztery hajkowe osłonki 25 x 100 cm - 28 zł i 20 min roboty
    Niebieskie specjalnie do treningów w parku w rozmiarze 25 x 150 cm





    II. Zawieszka (Leashholder)

    Większość highlinerów podczas chodzenia na wysokich taśmach prowadzi lonżę między nogami. W tym przypadku nie ma potrzeby używania leasholdera. Część jednak - w tym i ja - wolą mieć lonżę z boku. Warto w takim wypadku uszyć sobie „trzymadełko” do szpejarki, aby nie plątała nam się w nogach. Dawniej używałem plastikowego haczyka przytwierdzonego taśmą klejącą do szpejarki. Dopóki tylko highlinowałem było to dość wygodne rozwiązanie, ale gdy tej samej uprzęży używałem do wspinania to rozwiązanie okazało się dość upierdliwe. Co chwilę musiałem ten haczyk likwidować i ponownie montować. 
    Dobrym rozwiązaniem okazało się za to zrobienie leashholdera na rzepy.  



    Materiał na kilka zawieszek

    Wystarczy kawałek 25 mm taśmy i komplet rzepów. Do pierwszych zawieszek użyłem taniego rzepa, ale po sezonie przestał trzymać, więc i tutaj polecam ten droższy - przeznaczony dla wojska firmy Velcro. Koszt metra kompletu (pętelka + haczyk) takiego rzepa to 12 zł. Nici użyłem tych samych, co przy osłonkach, jedynie długość ściegu zmniejszyłem do „2”. Rzepy również przyszyłem na kwadrat, choć jeśli ktoś dużo skacze to dolny lepiej przyszyć na kopertkę.



    Potrzebne jest nam więc 28 cm taśmy o szerokości 25 mm i 18 cm rzepu o szerokości 25 mm (9 cm pętelek + 9 cm haczyków). Rzepy trzymające zawieszkę do uprzęży zrobiłem 6 cm, a te trzymające lonżę o połowę mniejsze. Przy rzepach trzymających lonżę „pętelki” powinny być na dole, a „haczyki” u góry, żeby przy odpadnięciu nie mechaciła nam się koszulka liny. Całość po złożeniu wyszła mi 10,5 cm, a koszt zrobienia to jedynie 1,5 zł i 10 min pracy.



    Taśmę tniemy rozgrzanym nożem

    Najpierw odcinamy rozgrzanym nożem 28 cm kawałek taśmy. Przyszywamy 6 cm rzepu „haczyki” i 3 cm rzepu „pętelki” po przeciwnych stronach, 15 mm od krawędzi. Następnie przyszywamy rzepy środkowe. By nam się nie rozjeżdżały możemy je wstępnie przykleić do taśmy. Na koniec zginamy na pół pozostawione 15 mm końcówki i przeszywamy je zygzakiem. Zawieszka jest gotowa.

    Gotowa zawieszka - 1,5 zł ;)

    Jeśli mamy przy uprzęży po dwie szpejarki z każdej strony i używamy długiej lonży, to lepiej zawieszkę przymocować do tylnej. Czy z prawej, czy z lewej strony to już musicie sami sobie przetestować.



    III. Soft release

    To po prostu kawałek taśmy przełożony kilkanaście razy między dwoma punktami (karabinkami), z których jeden wpięty jest do jakiegoś weblockera, a drugi do stanowiska. Powstaje wtedy swego rodzaju wielokrążek z bardzo dużym tarciem. Dzięki temu tarciu system blokuje się samoczynnie, choć oczywiście powinniśmy go dodatkowo zabezpieczać. Soft relase jest bardzo pomocne przy zwalnianiu systemu, jak również przy naciąganiu krótszych linii. Bez wysiłku damy radę dopiąć taśmę do 160 kg -180 kg. Ja na highliny i krótkie longi używam SR o długości ok 6-7 m, choć mam i krótsze 4 m, i dłuższe 12 m. Od początku roku testowałem kilka jego wariantów, ale ostatecznie najprostsze rozwiązanie okazało się najlepsze. W sumie nie ma, co kombinować, bo i tak się ono mocno zużywa i po jednym intensywnym sezonie będzie do wymiany.

    W SR najmocniej zużywa się taśma na oczku, dlatego musi być zabezpieczona
    Poszedłem w wariant budżetowy. Użyłem taniej taśmy, która podczas testów w bananach pękała przy 1200 kg. Oczywiście można użyć czegoś mocniejszego i droższego, ale nie ma co przesadzać. I tak przekładamy ją wiele razy, więc nie ma strachu, że pęknie. Taśma powinna być w miarę cienka i ślizga. Uszy polecam zrobić z obydwu stron z dwóch powodów. Po pierwsze w drugie ucho możemy wpiąć karabinek, a w niego małpę i będzie nam łatwiej wtedy naciągać. Po drugie, gdy się zużyje ucho i taśma na jednym końcu, to możemy użyć drugiego. Do szycia uszu przetestowałem kilka rodzajów szwówPrzy tej taśmie na domowej maszynie do szycia najsłabszy okazał się szew gęstym zygzakiem (6 miejsc), pękał średnio przy 900 kg. Szeroki zygzak szwem prostym był najmocniejszy osiągając prawie 1100 kg, choć kopertki spisały się prawie tak samo dobrze. Oczywiście zrobiłem za mało powtórzeń, by test był miarodajny. Dużym plusem jest to, że szeroki zygzak i kopertki zużywają znacznie mniej nici i łatwo je wykonać. Tym razem do szycia użyłem już znacznie mocniejszych nici o grubości 20 (Amann Serafil), które wg. producenta mają wytrzymałość na rozerwanie 9,14 kilograma. Przy testach za każdym razem rozrywało taśmę, a nie szwy. Jeśli maszyna nie łyka nam nici o grubości 20 to spokojnie możemy użyć 40, przecież nawet jeśli byśmy nie mieli ucha, to wielokrotnie przełożona taśma dodatkowo zabezpieczona i tak wytrzyma. 


    Kilka metrów taśmy i dwie osłonki, można zaczynać


    Uszy szyłem na oko. Końcówkę taśmy zagiąłem na 14,5 cm, uprzednio na nią zakładając 6 cm kawałek 27 mm taśmy rurowej do ochrony. Samo oczko ma 40 mm, a zszycie 70 mm. Dodatkowo zrobiłem sobie jeszcze jedno 28 mm oczko (2 mm za zszyciem) - miejsce na pasek z taśmy. Jeśli często używamy SR do naciągania to warto zrobić jak najmniejsze oczko i cały szew.










    Pasek jest użyteczny w transporcie i przy zabezpieczaniu taśmy przed wysunięciem się pod obciążeniem. Oczywiście i tak radzę dodatkowo zabezpieczać przez okręcenie całości drugą końcówką. Pasek ok. 45 cm zrobiłem z taśmy i dodałem do blokowania dwa półkola (zszyte na kopertkę), ale możemy tam użyć regulatora (takiego jak w plecakach) lub rzepu. Zresztą nawet nie musi być to pasek, wystarczy kawałek rep sznura. 


    W drugie ucho możemy wpiąć karabinek, w niego małpę i będzie nam łatwiej naciągać

    Koszt soft release zależy od długości i to głównie od kosztu taśmy. Całość mojego 6 m SR wyszła w granicach 6 zł i 20 min pracy.







    I to by było na tyle. Jeśli macie pytania-pytajcie śmiało, a jeśli chcecie sobie coś uszyć to wpadajcie na kawę;)





    Koszmarek

    16 października 2015

    Montaż highline - UZUPEŁNIENIE

    Nowy highlinowy rejon. Skały ciągną się na przestrzeni kilku kilometrów. Spore możliwości na nowe linie, niestety większość poza moim zasięgiem. Młode pokolenie bułgarskich higlinerów będzie mogła się w przyszłości wykazać ;)

    Minął kolejny sezon. W zasadzie różnice z moim artykułem odnośnie montażu highlinów z 2013 są raczej kosmetyczne. Jednak od czasu jego opublikowania minęły dwa lata. W tym czasie przygotowałem w skałach ponad 40 nowych linii, co bezpośrednio przełożyło się na zdobycie większego, praktycznego doświadczenia.

    Na tym hajku oba stanowiska bez ingerencji wiertarki
    Zasada pozostała taka sama - hajek powinien być na 99 % bezpieczny. Jeśli nie mamy takiej pewności to nie ma, co próbować po nim chodzić. Ten 1% stanowią rzeczy, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć i przy których żadne backupy nam nie pomogą (obrywy skalne, pioruny, meteoryty itp.).
    Klasyczny układ, który obecnie bardzo rzadko już stosuję. UWAGA!!! Nigdy nie naciągajmy taśmy z jednego punktu! Tu np. z punktu przeznaczonego pod backup choć byłoby to bardzo wygodne!!!

    Co się zmieniło:

    1.
    Bardzo rzadko już montuję klasyczny układ oparty na 3 boltach – dwa pod taśmę i jeden pod backup. Staram się możliwie jak najbardziej wykorzystać naturalne ukształtowanie terenu. Jeżeli jest możliwość zrobienia backupu nawet w odległości 15-20m na uszkach skalnych, głazach, drzewkach czy rysach, to wbijam tylko dwa bolty. Pamiętajmy, że backup całości powinien być możliwie tak ciasny, by przy ew. awarii (np. wyrwaniu kawałka skały z boltami) nie było dynamicznego obciążenia i by „nic” nie wypadło poza krawędź. Jeśli tak się stanie to raczej już niestety po nas. 



    "Czysty" stan oparty na pięciu friendach. Backup całości jeszcze nie zrobiony, ale był także na kolejnym friendzie.


    Często udaje mi się zrobić stanowiska bez wiercenia, co jest najbardziej przyjaznym rozwiązaniem dla przyrody, niestety w większości przypadków wymaga to znacznej ilości sprzętu i poświęcenia większej uwagi i czasu samemu riggowaniu.


    Coraz częściej robię stanowiska tylko z dwóch boltów jeśli mam dobry backup całości (tu  na dalekich uszkach).  Przez główne zawiesie pod szeklą przeplecione jest krótkie na którym jest backup taśmy.


    Gdy mamy więc już dwa bolty, w większości przypadków, robię stanowisko samonastawne. Pod szeklą, w którą jest wpięty banan z taśmą przekładam drugie krótkie 0,5 m zawiesie, w które wpinam system do naciągania (u mnie konkretnie wciągnik łańcuchowy), naciągam system, po naciągnięciu wpinam w to zawiesie karabinek i używam je pod backup (w górach backup zawsze robię z liny wspinaczkowej). Można też wpiąć szeklę z bananem pod backup z drugiej taśmy. Na drugim, nie naciągowym stanowisku, robię dokładnie tak samo. Główne zawiesie z wpiętą szeklą z bananem, pod którą daję krótkie 0,5 m zawiesie, w które wpinam backup. Moim zdaniem takie rozwiązanie jest dopuszczalne. Przy ew. zerwaniu taśmy nie ma możliwości wzajemnego przepalenia się zwiesi, gdyż względem siebie się one nie przesuwają. Jedyna możliwość ich wzajemnego ruchu powstaje gdy mamy stanowisko samonastawne przy wyrwaniu jednego z punktów. Kiedyś kombinowałem innymi sposobami (druga szekla, drugie takie same zawiesie pod głównym, czy też duża szekla i w nią wpięte 2 mniejsze z taśmą i backupem). Ten sposób wydaję mi się najlepszy - najmniej sprzętożerny, elegancki i raczej bezpieczny.


    Backup całości na dużym camie


    Backup całości na dwóch skalnych uszach, sama taśma znajduję się 20 m niżej


    2
    . Od tego roku nie zostawiam już boltów w skałach. W skale zostają tylko 12 mm otwory, w które jeśli istnieje perspektywa powrotu daje plastikowe zaślepki, jeśli nie to zasypuję je ziemią. Wyrośnie w nich trawa i nic nie będzie szpeciło w przyszłości skał. Metodę trochę doszlifowałem. W sumie niepotrzebnie przez 4 lata zostawiałem szpecące skały żelastwo. Dużym plusem tego rozwiązania jest to, że jeśli wrócę na te hajki za 3, 4, 5 lat to nie muszę się martwić, jakością boltów. W przyszłości na najbardziej uczęszczanych miejscówkach np. takich jak jaskinia "Prochodna", wytnę i zacementuję stare bolty, zastępując je tylko 12 mm otworami z zaślepkami.


    Po zakończeniu highlinowania w miejscach, gdzie jest szansa powrotu zostawiam zaślepki

    3
    . Przy samotnym riggowaniu do naciągania zdecydowanie wolę używać mini-wciągnika łańcuchowego i linegripa, a przy liniach do ok 40 m w zupełności wystarcza mi tylko tylko soft relase. (Podczas naciągania systemu pamiętajmy o autoasekuracji i o tym, by nie była ona z punktów, które aktualnie obciążamy.) Zresztą soft relase już na stałe zagościł w moich systemach. Przy łatwym dostępie do obu stanowisk instaluje je na stanowisku naciągowym, co pozwala maksymalnie wybrać luz po naciągnięciu i szybko zdemontować system. Z kolei przy trudnym dostępie do stanowisk instaluję je na stanowisku nienaciągowym. Po zakończeniu slaczenia przejeżdżam na rolce, zwalniam system, likwiduję wszystko i wracam na stan naciągowy. 

    Jeśli używamy szekli to przy dłuższych liniach (naciąganych nie SR) pamiętajmy by przy zwalnianiu systemu taśma z soft relase dokręcała trzpień!





    4. Przerzucanie taśmy. Ostatecznie do ok. 25m wystarcza mi 1 mm rep z mailonem na końcu, do ok 40m tylko krótka wędka np. z ciężarkiem z 12 mm nakrętki, a powyżej tego kusza + wędka. Zamiast żyłki zdecydowanie lepsza jest plecionka. Przy tej samej średnicy, co żyłka ma znacznie większą wytrzymałość.
    Przestrzelenie 60 m to żaden problem


    5. Całkiem użyteczny gadżet, który pojawił się u mnie w tym roku to komplet radiotelefonów. Mimo małej mocy nadawania, bo tylko 4W (pasmo 446 MHz) bez problemu rozmawiałem z żoną na odległość ponad 22 km w linii prostej (góry-centrum miasta), przez co sporo zaoszczędziłem na roamingu. Oczywiście radiotelefony można przestawić na mniejszą moc 0,5 W, by nie kolidować zbytnio z prawem lub gdy odległości są znacznie mniejsze. Dodatkowo są one wyposażone w latarkę i radio, co pozwalało mi zabić nudę w czasie samotnych nocy w namiocie. Jeżeli jesteśmy większą ekipą, to też będzie dla nas bardzo użyteczny sprzęt, szczególnie, gdy mamy zamiar robić rekordowo długie linie lub linie nad rzekami czy przy wodospadach, gdzie nawet przekrzykując się nie mamy słyszalności na odległość 20-25m.




    6. HangOver

    Dużym plusem Hangovera jest to, że by wpiąć się w taśmę wystarczy nam tylko jedna ręka. Niestety jest dość drogi, relatywnie ciężki, a po pewnym czasie na wewnętrznych bokach powstają wyżłobienia od taśmy. Na dłuższych przejazdach wolę jednak używać własnoręcznie zrobionej rolki.


    HangOver w wersji 2.0 na razie u mnie w fazie testów. Jest dość ciężki i jak większość tanich sprzętów wspinaczkowych wyprodukowano go w Tajlandii. Niestety cenę ma szwajcarską. Przydatny gadżet zarówno do napinania jak i przemieszczania się po taśmie, choć na razie uczucia mam mieszane. W tej cenie moim zdaniem mogliby go bardziej dopracować. 

    Poza tymi szczegółami przez te 2 lata za bardzo nic się u mnie nie zmieniło. Nie przekonałem się na razie do sprzętów takich jak miękkie szekle (przy stanowiskach samonastawnych na hajkach nie za bardzo nawet wiem gdzie ich mógłbym użyć) czy whoopy slingów, dających znaczny zysk na wadze. Woopy slingi są dość delikatne, wymagają dużej ilości treewearów, a każda ostra krawędź czy kolczasta roślina jest wstanie je uszkodzić. Zresztą często stanowiska wymagają sporych długości spansetów 15-20 m, łączonych w różnych kombinacjach. Dlatego jednak w skałach na highlinach pozostanę przy klasycznych zawiesiach. W parku jak najbardziej 
    miękkie szekle, woopy slingi czy zawiesia z liny syntetycznej (dyneema) się sprawdzają wyśmienicie.


    Nawet spansety mimo stosowania treewearów łatwo uszkodzić





    Koszmarek