30 marca 2017

Alternatywa klamerek w Soft Release

Dokładnie rok temu przeprowadziłem test Systemu a'la Janki czyli soft release z klamrą jako mnożnik. Jeśli nie mamy klamerki, to jako mnożnika możemy użyć ogniwo łańcucha w kombinacji z hangOverem. Ma to swoje plusy i minusy. W slackline takie ogniwa miały zastosowanie jako line lockery od samego początku.

Klasyczny line locker


Już jakiś czas temu chciałem zrobić ten test, ale w markecie slacklinowym koszt jednego ogniwa to 7-10 euro + przesyłka. Jednak w ulubionym sklepie warszawskich slacklinerów, który oferuje materiały ze stali kwasoodpornej (kupujemy tam za grosze szekle i ringi), można dostać takie ogniwko. Koszt jednego to 8 zł. Sporo, ale tak naprawdę płacimy za dwa, bo trzeba rozciąć łańcuch. Wymiar wewnętrzny to 28 mm x 13 mm, fi 10 mm, stal 316, wytrzymałość 50 kN.

Dużym plusem tego rozwiązania jest to, że ogniwa nie musimy przewlekać przez całego softa, a od razu wkładamy je w potrzebne nam miejsce. Jeśli chcemy zrobić kolejny oplot to wypinamy hangOvera (ogniwo wypada) -> przekładamy taśmę -> wkładamy ogniwo -> wpinamy hangOvera. Koniec. Zero przewlekania podczas zdejmowania czy zakładania.


Ogniwa nie trzeba przewlekać przez całe SR (w przeciwieństwie do klamerki)



Niestety na moim SR ślizga się już przy 24 kg 😭


Ogniwo da się spokojnie przesuwać po taśmie w obie strony – gdy nie jest pod obciążeniem. Jest to bardziej upierdliwie w porównaniu do klamerki (jeśli nie ma dodatkowego karabinka). Natomiast gdy ciągniemy, to się blokuje.  Niestety w kombinacji z hangOverem dobrze współpracuje tylko z bardzo grubą taśmą. Z tą, którą ja używam do softa, poślizg następuje już przy 24 kg, czyli używanie go w tej konfiguracji jest zupełnie bez sensu. 

Karabinek dajemy tak jak na fotce powyżej, będzie nam łatwiej przesuwać multipliera

Jednakże, jeśli zwiększymy kąty przez włożenie dodatkowego karabinka, na cienkiej taśmie poślizg nie nastąpi nawet przy 100 kg. Ten dodatkowy element w niczym nam nie przeszkadza, a nawet bym powiedział, że znacznie ułatwia przesuwanie multipliera przy naciąganiu. Gdy za niego pociągniemy taśma się luzuje i bez problemu przemieszczamy ogniwo z hangOverem w żądanie miejsce. Działa to tak samo dobrze jak klamerka :)
Podczas treningu zrobiłem dwa szybie testy z SR z 4 oplotami (8 warstw) i z 6 oplotami (12 warstw). Z drugiej strony taśma szła przez stalowy karabinek owalny.


Przy 4 oplotach bez problemu taśmę naciągnąłem do 428 kg przy sile ciągnięcia 77,5 kg, a przy 6 oplotach 522 kg, używając siły ok. 90 kg. Średnia efektywność jaką uzyskałem przy 4 oplotach to 5,5, a przy 6 oplotach to 6,25. Jest to znacznie mniej niż w analogicznym teście z klamerką, ale moim zdaniem to wina bardzo zużytej, bo prawie rocznej, taśmy SR. Jedyną wadą ogniwa jest to, że nie możemy go zastosować jako hamulca w SR, a dodatkowym plusem, że gdy zapomnimy banana, to mamy gotowego line lockera :)


Mimo pewnych niedogodności to warto mieć jedno ogniwo, by w parku lub na hajkach przy dłuuuuuugim soft release nie męczyć się z przewlekaniem całego softa, jak to się dzieje w przypadku klamerek. Szczerze powiem, dla mnie jest to nawet lepszy patent niż z klamerką.

Z jedną klamrą lub ogniwem jesteśmy w stanie naciągnąć taśmę do ponad 500 kg. 
(Kuba Bałdych naciągając w pojedynkę zestawem SR z 5 oplotami i pojedynczą klamrą na bananie z dodatkowym pinem uzyskał ponad 650 kg napięcia taśmy!!!) Potrzeba nam czegoś więcej? Realnie na początku naszej przygody z taśmą nie ma sensu wydawać majątku na systemy naciągowe, bloczki, liny, hamulce, linegripy etc. Na hajki również wystarczy nam to w zupełności.






Koszmarek


19 marca 2017

Przykazania riggera

"Wherever we are, we ought to treat nature as our own, even though the very people who are local oftentimes don't!" 

Zbliża się kolejny sezon wakacyjny. Highlinerów mamy coraz więcej. Przybywa też osób, które nie tylko jeżdżą na festiwale highlinowe, gdzie wszystko jest przygotowane, lecz także zaczyna próbować swoich sił riggując nowe miejsca lub odwiedzając miejscówki, gdzie kiedyś już coś wisiało.

Na dzień dzisiejszy przynajmniej u nas nie ma zaleceń etycznych dotyczących riggowania nowych i starych linii, ale może czas, żeby je powoli stworzyć.


Obowiązuje nas bezwzględny nakaz ochrony środowiska – gór i skał oraz otaczającej je przyrody. Powyżej highline "Buteo buteo" ze względu na gniazdo myszołowów, musiałem się zadowolić znacznie krótszą jego wersją. 


Więc tak:


1. Nie wbijamy boltów w miejscach, gdzie możliwa jest asekuracja naturalna.

2. Boltów wbijamy tylko tyle ile jest naprawdę potrzebne. U mnie jest to maksymalnie 6 (po 3 na stan) przy kiepskiej skale i braku jakiejkolwiek naturalnej asekuracji, ale w większości przypadków w zupełności wystarcza mi 4 lub nawet mniej.
Kuriozalnym przykładem obijania jest mój znajomy, który riggując nowego 30 m hajka w skale o dobrej jakości wbił 12 x 12 mm boltów – po 6 na każdą stronę. Bezpieczeństwo bezpieczeństwem, ale to już lekka przesada.

3. Jeśli z jakichś względów w rejonie nie wolno wiercić, bo jest to np. rezerwat przyrody, to tego nie robimy. Staramy się zariggować hajka czysto, nawet jeśli będzie to wymagało mnóstwo sprzętu i 10 wizyt. Jeśli nie damy rady – trudno. Przyroda jest najważniejsza. Dokładnie obejrzyjmy jeszcze raz teren, przyjedźmy tu za jakiś czas, może wtedy uda się coś wykombinować.
Nie zachowujmy się jak jedna z niemieckich ekip slacklinowych, która przyjechała do BG i w rezerwacie przyrody powbijali kotwy mechaniczne w piaskowiec!!! U siebie w analogicznym rejonie nigdy by tego nie zrobili ze względu na kary i zapewne krytykę środowiska wspinaczkowego. Wydaje im się pewnie, że Bułgaria to trzeci świat i można wszystko. 

Niezależnie od tego gdzie jesteśmy, to traktujmy przyrodę jak naszą rodzimą, nawet jeśli nie szanują jej sami miejscowi. Chyba nie chcielibyśmy mieć „lasu sterczących kotew” na każdej jurajskiej skale lub tym bardziej w naszych piachach.


Jaskinia Devetashka, siedem otworów w suficie z średnicą od 30 m do 70 m na wysokości 60 m.
Super miejsce na hajka, ale 
nasze wspólne dobro - środowisko jest w tym przypadku najważniejsze. Między 1.06-31.07 do jaskini nawet nie można wchodzić ze względu na nietoperze. 




4.też takie rejony i miejsca, gdzie absolutnie zabrania się uprawiania jakiejkolwiek działalności sportowej. Można jedynie pstrykać fotki i podziwiać okolice. Nawet w BG w takich miejscach są wielkie tabele informujące. I jak zwykle przykład niemieckojęzycznych highlinerów, którzy postanowili zawiesić hajka w jaskini Devetashka. Na szczęście przyszedł strażnik z broną i ich przegonił. 
Skoro coś jest pomnikiem przyrody i nie wolno tam nic robić – uszanujmy to. Nie wierćmy dziur pod stanowiska, niszcząc tym przyrodę, bo taką mamy zachciankę. Jeśli potrzebujemy adrenaliny na nielegalnych obiektach, to działajmy w środowisku miejskim, gdzie nawet sterczące kotwy nikomu nie zaszkodzą.

5. Jeżeli hajek był zrobiony „czysto”(czyli bez używania boltów na stanowiskach), to powtarzamy go w ten sam sposób. Jeśli tego nie potrafimy lub brakuje nam sprzętu – odpuszczamy. Wracamy po sprzęt lub się doszkalamy. Zresztą, co to by było za przejście ze świadomością, że nie potrafiliśmy zamotać „czysto” stanowiska i wbiliśmy „n” kotew, by poprawić własne samopoczucie. .


"Czysty" stan na Jurze



Stan na 5 friendach, Kunino Bułgaria

6Również na starych hajkach nie dobijamy nowych boltów. No chyba, że stare naprawdę się już nie nadają, wtedy lepiej wymienić je całościowo na obu stanach, a stare wyciąć. Jeszcze lepiej zamiast wbijania nowego żelastwa wywiercić tylko dziury i używać removable bolt. W przyszłości jeśli miejsce jest popularne, będzie można tu ewentualnie wkleić ringi.

7. Jeśli na starych zaboltowanych liniach potrafimy zamotać stanowisko „czysto”, zróbmy to. Poinformujmy autora/lokalsów, opiszmy co i jak. Jest to zawsze lepszy styl przejścia, a być może miejscowi zdecydują się na usunięcie szpecącego skały żelastwa.

8. Zanim pojedziemy powtarzać hajki, to warto się wypytać autorów lub lokalnych slacklinerów o stanowiska i potrzebny sprzęt. Zaoszczędzi nam to czas i nerwy, jak również ochroni przyrodę przed nowymi wierceniami w przypadku nie odnalezienia istniejących stanowisk.

9. Podobnie jak we wspinaczce, jeśli ktoś przygotował nowy projekt, a jeszcze go nie przeszedł, to uszanujmy to. Gość zasługuje na prawo, aby móc przez jakiś czas powalczyć o pierwsze przejście. Znajdźmy i przygotujmy swoją linię, no chyba, że zostaniemy zaproszeni do przejścia przez samego autora. Sam na razie takich projektów nie mam, ale przy coraz więcej ilości highlinerów, to wcześniej czy później może się pojawić taki problem.

10. Co do obijania nowych linii – jeśli nie mamy doświadczenia w tym temacie, to zaprośmy do współpracy kogoś bardziej doświadczonego. Zapobiegnie to wbijaniu 12 boltów na 30 m hajku.

11. 
Od kotew mechanicznych oczywiście lepsze są kotwy lub ringi wklejane, choć osobiście preferuję kotwy wyjmowalne, które są najbardziej przyjazne dla środowiska.

12. Jeśli nie jesteśmy sami na hajkach to obowiązuje nas zasada - zero nieuzasadnionego ryzyka. Moim zdaniem skoro już np. chcemy chodzić bez asekuracji - OK, ale zróbmy to bez świadków. W razie ew. wypadku nikt nie dozna uszczerbku na psychice. 

13. Kwestia przejścia highlina, czy został zrobiony na taśmie napiętej, luźnej, czy też na linie, z takim lub innym backupem, dopiętym lub na"firankę" to prywatna sprawa highlinera, jego upodobań i nic nikomu do tego jeśli sam rigg był prawidłowy i nie ucierpiało przy tym środowisko.


(Luźniejsze taśmy z backupem na "firankę" są znacznie łatwiejsze.
)

14. Nazwa linii. Przyjęto, że nazwę zwykle wymyśla osoba, która jako pierwsza przejdzie taśmę. Przy wspinaczce zdarza się, że autor przejścia z szacunku dla powagi projektu nadaję nazwę wymyśloną przez osobę, która pierwsza zauważyła możliwość wytyczenia w danym miejscu drogi wspinaczkowej i podejmowała pierwsze próby. We Francji nazwy wielu dróg wspinaczkowych nadają osoby, które je znalazły, przygotowały i ospitowały.
Obydwa warianty są ok, ale unikajmy sytuacji zdublowanego nazewnictwa, jak to ma miejsce ze słynną drogą "Biografie" (Realization). Mi od jakiegoś czasu pomysły na nazwy nowych highlinów się skończyły i wiele z nich to "no name." Mimo to uważam, że dla rozwoju highlina, pierwszeństwo nadania nazwy powinno należeć do osoby, która znalazła i przygotowała linię. Samo znalezienie i przygotowanie wymaga poświęcenia wielu godzin pracy, chęci i wiedzy, niż tylko samo przejście. Dzięki temu osoby, które tak jak ja znajdują i potrafią przygotować oraz zariggować hajka, nie będą omijać mega projektów, które znajdują się poza zasięgiem ich możliwości.

15. Nie śmiećmy. Wszystkie śmiecie powinniśmy znosić do cywilizacji, nawet niedopałki naszych papierosów.

To by było na tyle z moich etyczno-niedzielnych highlinowych przemyśleń. Jeśli macie jeszcze pomysły to piszcie do mnie na FB!


PS. Nie chcę tu dodawać rzeczy tak oczywistych jak to, że górach mamy obowiązek udzielenia pomocy każdemu w potrzebie, czy gdy highlinujemy sami to ktoś powinien wiedzieć gdzie jesteśmy, lub to, że nie wbijamy boltów pośrodku dróg wspinaczkowych :)






Koszmarek



16 października 2015

Montaż highline - UZUPEŁNIENIE

Nowy highlinowy rejon. Skały ciągną się na przestrzeni kilku kilometrów. Spore możliwości na nowe linie, niestety większość poza moim zasięgiem. Młode pokolenie bułgarskich higlinerów będzie mogła się w przyszłości wykazać ;)

Minął kolejny sezon. W zasadzie różnice z moim artykułem odnośnie montażu highlinów z 2013 są raczej kosmetyczne. Jednak od czasu jego opublikowania minęły dwa lata. W tym czasie przygotowałem w skałach ponad 40 nowych linii, co bezpośrednio przełożyło się na zdobycie większego, praktycznego doświadczenia.

Na tym hajku oba stanowiska bez ingerencji wiertarki
Zasada pozostała taka sama - hajek powinien być na 99 % bezpieczny. Jeśli nie mamy takiej pewności to nie ma, co próbować po nim chodzić. Ten 1% stanowią rzeczy, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć i przy których żadne backupy nam nie pomogą (obrywy skalne, pioruny, meteoryty itp.).
Klasyczny układ, który obecnie bardzo rzadko już stosuję. UWAGA!!! Nigdy nie naciągajmy taśmy z jednego punktu! Tu np. z punktu przeznaczonego pod backup choć byłoby to bardzo wygodne!!!

Co się zmieniło:

1.
Bardzo rzadko już montuję klasyczny układ oparty na 3 boltach – dwa pod taśmę i jeden pod backup. Staram się możliwie jak najbardziej wykorzystać naturalne ukształtowanie terenu. Jeżeli jest możliwość zrobienia backupu nawet w odległości 15-20m na uszkach skalnych, głazach, drzewkach czy rysach, to wbijam tylko dwa bolty. Pamiętajmy, że backup całości powinien być możliwie tak ciasny, by przy ew. awarii (np. wyrwaniu kawałka skały z boltami) nie było dynamicznego obciążenia i by „nic” nie wypadło poza krawędź. Jeśli tak się stanie to raczej już niestety po nas. 



"Czysty" stan oparty na pięciu friendach. Backup całości jeszcze nie zrobiony, ale był także na kolejnym friendzie.


Często udaje mi się zrobić stanowiska bez wiercenia, co jest najbardziej przyjaznym rozwiązaniem dla przyrody, niestety w większości przypadków wymaga to znacznej ilości sprzętu i poświęcenia większej uwagi i czasu samemu riggowaniu.


Coraz częściej robię stanowiska tylko z dwóch boltów jeśli mam dobry backup całości (tu  na dalekich uszkach).  Przez główne zawiesie pod szeklą przeplecione jest krótkie na którym jest backup taśmy.


Gdy mamy więc już dwa bolty, w większości przypadków, robię stanowisko samonastawne. Pod szeklą, w którą jest wpięty banan z taśmą przekładam drugie krótkie 0,5 m zawiesie, w które wpinam system do naciągania (u mnie konkretnie wciągnik łańcuchowy), naciągam system, po naciągnięciu wpinam w to zawiesie karabinek i używam je pod backup (w górach backup zawsze robię z liny wspinaczkowej). Można też wpiąć szeklę z bananem pod backup z drugiej taśmy. Na drugim, nie naciągowym stanowisku, robię dokładnie tak samo. Główne zawiesie z wpiętą szeklą z bananem, pod którą daję krótkie 0,5 m zawiesie, w które wpinam backup. Moim zdaniem takie rozwiązanie jest dopuszczalne. Przy ew. zerwaniu taśmy nie ma możliwości wzajemnego przepalenia się zwiesi, gdyż względem siebie się one nie przesuwają. Jedyna możliwość ich wzajemnego ruchu powstaje gdy mamy stanowisko samonastawne przy wyrwaniu jednego z punktów. Kiedyś kombinowałem innymi sposobami (druga szekla, drugie takie same zawiesie pod głównym, czy też duża szekla i w nią wpięte 2 mniejsze z taśmą i backupem). Ten sposób wydaję mi się najlepszy - najmniej sprzętożerny, elegancki i raczej bezpieczny.


Backup całości na dużym camie


Backup całości na dwóch skalnych uszach, sama taśma znajduję się 20 m niżej


2
. Od tego roku nie zostawiam już boltów w skałach. W skale zostają tylko 12 mm otwory, w które jeśli istnieje perspektywa powrotu daje plastikowe zaślepki, jeśli nie to zasypuję je ziemią. Wyrośnie w nich trawa i nic nie będzie szpeciło w przyszłości skał. Metodę trochę doszlifowałem. W sumie niepotrzebnie przez 4 lata zostawiałem szpecące skały żelastwo. Dużym plusem tego rozwiązania jest to, że jeśli wrócę na te hajki za 3, 4, 5 lat to nie muszę się martwić, jakością boltów. W przyszłości na najbardziej uczęszczanych miejscówkach np. takich jak jaskinia "Prochodna", wytnę i zacementuję stare bolty, zastępując je tylko 12 mm otworami z zaślepkami.


Po zakończeniu highlinowania w miejscach, gdzie jest szansa powrotu zostawiam zaślepki

3
. Przy samotnym riggowaniu do naciągania zdecydowanie wolę używać mini-wciągnika łańcuchowego i linegripa, a przy liniach do ok 40 m w zupełności wystarcza mi tylko tylko soft relase. (Podczas naciągania systemu pamiętajmy o autoasekuracji i o tym, by nie była ona z punktów, które aktualnie obciążamy.) Zresztą soft relase już na stałe zagościł w moich systemach. Przy łatwym dostępie do obu stanowisk instaluje je na stanowisku naciągowym, co pozwala maksymalnie wybrać luz po naciągnięciu i szybko zdemontować system. Z kolei przy trudnym dostępie do stanowisk instaluję je na stanowisku nienaciągowym. Po zakończeniu slaczenia przejeżdżam na rolce, zwalniam system, likwiduję wszystko i wracam na stan naciągowy. 

Jeśli używamy szekli to przy dłuższych liniach (naciąganych nie SR) pamiętajmy by przy zwalnianiu systemu taśma z soft relase dokręcała trzpień!





4. Przerzucanie taśmy. Ostatecznie do ok. 25m wystarcza mi 1 mm rep z mailonem na końcu, do ok 40m tylko krótka wędka np. z ciężarkiem z 12 mm nakrętki, a powyżej tego kusza + wędka. Zamiast żyłki zdecydowanie lepsza jest plecionka. Przy tej samej średnicy, co żyłka ma znacznie większą wytrzymałość.
Przestrzelenie 60 m to żaden problem


5. Całkiem użyteczny gadżet, który pojawił się u mnie w tym roku to komplet radiotelefonów. Mimo małej mocy nadawania, bo tylko 4W (pasmo 446 MHz) bez problemu rozmawiałem z żoną na odległość ponad 22 km w linii prostej (góry-centrum miasta), przez co sporo zaoszczędziłem na roamingu. Oczywiście radiotelefony można przestawić na mniejszą moc 0,5 W, by nie kolidować zbytnio z prawem lub gdy odległości są znacznie mniejsze. Dodatkowo są one wyposażone w latarkę i radio, co pozwalało mi zabić nudę w czasie samotnych nocy w namiocie. Jeżeli jesteśmy większą ekipą, to też będzie dla nas bardzo użyteczny sprzęt, szczególnie, gdy mamy zamiar robić rekordowo długie linie lub linie nad rzekami czy przy wodospadach, gdzie nawet przekrzykując się nie mamy słyszalności na odległość 20-25m.




6. HangOver

Dużym plusem Hangovera jest to, że by wpiąć się w taśmę wystarczy nam tylko jedna ręka. Niestety jest dość drogi, relatywnie ciężki, a po pewnym czasie na wewnętrznych bokach powstają wyżłobienia od taśmy. Na dłuższych przejazdach wolę jednak używać własnoręcznie zrobionej rolki.


HangOver w wersji 2.0 na razie u mnie w fazie testów. Jest dość ciężki i jak większość tanich sprzętów wspinaczkowych wyprodukowano go w Tajlandii. Niestety cenę ma szwajcarską. Przydatny gadżet zarówno do napinania jak i przemieszczania się po taśmie, choć na razie uczucia mam mieszane. W tej cenie moim zdaniem mogliby go bardziej dopracować. 

Poza tymi szczegółami przez te 2 lata za bardzo nic się u mnie nie zmieniło. Nie przekonałem się na razie do sprzętów takich jak miękkie szekle (przy stanowiskach samonastawnych na hajkach nie za bardzo nawet wiem gdzie ich mógłbym użyć) czy whoopy slingów, dających znaczny zysk na wadze. Woopy slingi są dość delikatne, wymagają dużej ilości treewearów, a każda ostra krawędź czy kolczasta roślina jest wstanie je uszkodzić. Zresztą często stanowiska wymagają sporych długości spansetów 15-20 m, łączonych w różnych kombinacjach. Dlatego jednak w skałach na highlinach pozostanę przy klasycznych zawiesiach. W parku jak najbardziej 
miękkie szekle, woopy slingi czy zawiesia z liny syntetycznej (dyneema) się sprawdzają wyśmienicie.


Nawet spansety mimo stosowania treewearów łatwo uszkodzić





Koszmarek




4 października 2014

Treningi pod haje bez systemu naciągowego

Można by tu zrobić rodeo z 9 m sagiem, ale chyba nie o to chodzi. Jeśli da się zeskoczyć to wszystko staje się 100 razy łatwiejsze. Zresztą przy takim sagu chodzenia by tu było pewnie tylko z 10 m.

W tym roku wiosną i latem przygotowałem, i przeszedłem 26 nowych linii, oprócz tego powtórzyłem kilka starych. Jeszcze podczas wyjazdu poczułem znużenie taśmą, brak motywacji i sporą niechęć do jakiegokolwiek działania. Taśma po prostu przestała mnie cieszyć. Przygotowanie każdego kolejnego haja stało się rutyną, a jak wiadomo rutyna to największy wróg sportowca. To tak jakbym wykonywał mechaniczną, żmudną i nudną robotę, aż w końcu masz dość i chcesz ją zmienić. Stwierdziłem trudno", trzeba zrobić sobie przerwę, a w wolnych chwilach zająć się czymś innym. Był wyjazd nad morze, były rolki, rowery, poszukiwanie skarbów itd. Dzięki restowi więcej czasu miałem dla rodziny, czym zaplusowałem w oczach żony. Minął miesiąc, drugi…. Pogoda jak drut, a chęć do slaczenia nie wracała. Któregoś wieczoru trafiłem na artykuł Reinharda Kleindla„Highlines with no tension” W sumie fajna sprawa, choć nie zupełnie nowa. Dzięki „luźnej taśmie” tchnąłbym nowe życie w swoje stare linie, które przygotowywałem, przechodziłem i do których już nigdy nie wracałem. Dodatkowo nie będę musiał taszczyć żadnego systemu do naciągania, a nowy trening zapewne w przyszłości przełoży się na wzrost formy, zabije rutynę i sprawi mi sporo frajdy. Jest tylko jeden problem, a mianowicie ja sam. Zawsze raczej preferowałem mocniej dopięte taśmy, zresztą jak riggowaliśmy coś z młodymi to ja twierdziłem, że taśma jest za luźna, a oni, że już ok. W parku na 20 m rodeo bawiłem się ostatnio ponad dwa lata temu. Zresztą treningi w parku u mnie nijak nie przekładają się na formę highlinową (wszystko siedzi w głowie)Postanowiłem to zmienić, a przynajmniej trochę. Co prawda nie mam już 20 czy 30 lat i raczej nigdy nie osiągnę nawet średniego poziomu w stylu Highliny bez naciągania (napięcia), to mimo wszystko warto jednak spróbować, tak dla pokonywania własnych ograniczeń, satysfakcji i urozmaicenia treningów.


Krakowska ekipa na luźnym jak guma od majtek 48 m midline.              fot. Marek Bicz



Oczywiście mogłem pojechać na dzień dobry do Kazimierza Dolnego, na jeden z wąwozowych" hajów i rozwiesić takie „COŚ” (foka powyżej), ale zapewne skończyłoby się to wieloma siniakami i całkowitym zniechęceniem do tematu. Musiałem podejść do sprawy metodycznie - małymi kroczkami dążyć do celu - w końcu cała zima przede mną.
Na treningi wybrałem moją standardową miejscówkę na Forcie Włochy w Warszawie. By nie zaliczyć gleby zdecydowałem się trenować na zdublowanej taśmie. Na pierwszym treningu sprawdziłem na jakich wartościach najlepiej mi się chodzi i jak mocno jestem wstanie napiąć taśmę używając tylko banana oraz zestawu - banan, prus i rolka (highslider).


Czas poszukać nowej treningowej miejscówki, tu na luźne taśmy jest trochę za nisko. 



Treningowa taśma (banan-banan) ma długość 32,4 m, a cały system 34 m. Na tej długości najlepiej się czułem przy napięciu ok. 430-450 kg. Sumarycznie dwie taśmy tylko przy pomocy banana mogę napiąć do ok 40-50 kg (w zależności od użytej taśmy i banana), a przy pomocy banana, prusa i rolki nawet do 280 kg (140 kg + 140 kg). Oczywiście taśmy po kilku przejściach czy upadkach się stabilizują, a ich napięcie średnio spada o około 50 kg na taśmę. 


Banan, prus (linegrip) i rolka. Tu testowałem naciąganianie na taśmie 2 t. Dość popularne ostatnio są systemy oparte na rolkach typu Hangover czy Rollerbiner, są ok., ale jeśli chcemy  iść w  styl "bez naciągania i systemu" lub z minimalnym naciągnięciem bez sytemu to w zupełności  nam wystarczy "taśmowy bloczek" (patrz poniżej) do wybierania luzu i zwalniania systemu. Mimo wszystko odniosłem wrażenie, że przy wielokrotnym naciąganiu na tej samej odległości taśma może się lekko strzępić na bocznych krawędziach banana  choć oczywiście to kwestia budowy samego banana i rodzaju taśmy.


Bez większych problemów prawie 280 kg (140 kg + 140 kg), czyli na krótszych hajach nawet  jeśli chcemy mieć mocno napiętą taśmę, to możemy olać system naciągowy.


Na pierwszych czterech treningach taśmę napinałem przy pomocy systemu bloczków i po każdym przejściu FM delikatnie ją luzowałem. Taśmy wychodziły z jednego banana, a w system był wpięty dynamometr, który tak naprawdę jest zbędny, bo możemy sobie robić znaczniki na taśmie lub linie. Jednak stwierdziłem, że przy słabszym dniu, dynamometr nie pozwoli mi mocniej napiąć taśmę. Mierzyłem napięcie początkowe (NP) i napięcie po przejściu (PP) . Średnie napięcie przejścia leży gdzieś po środku. Na czwartym treningu zjechałem do 100 kg i na tym napięciu postanowiłem przez jakiś czas się zatrzymać, choć na kolejnych treningach już bez użycia sytemu bloczków.


Napięcie taśmy na trenigach adaptacyjnych z użyciem systemu bloczków.



Ostatni trening z systemem naciągowym.







Wydawało mi się, że różnice powinny być znacznie większe. 
Pierwszy trening bez systemu naciągowego. 

Kolejny piąty trening przeprowadziłem już bez systemu naciągowego. Niezależnie jak naciągniemy taśmę, czy tylko przy pomocy rąk (tu termin naciągamy jest nieodpowiedni), czy też posiłkując się prusem i rolką, jeżeli nie mamy banana z wyjmowanym pinem (typu Zilla czy Lynx) to możemy mieć problem ze zwolnieniem systemu. Nie posiadam takiego, ale wymontowałem przednie śruby w dwóch swoich, a zamiast nich dorobiłem ze stali nierdzewnej piny z dużym uchem. Wyjmowanie „zawleczki” przetestowałem pod obciążeniem 110 kg i nie miałem z tym dużych problemów. (Przy 30 kg  łatwiej jest wypiąć karabinek z zawiesia).


Pin da się wyciągnąć pod obciążeniem, ale nie jest to optymalne rozwiązanie.



Stare sposoby z początków mojej zabawy ze slacklinem są najlepsze ;) 

Przy treningach/highlinach na pojedynczej luźnej taśmie, ale dopiętej do poziomu powyżej 50 kg nie ma co się bawić w dorabianie pinu czy naciąganie przy pomocy prusa (linegripa), rolki i banana. W tym przypadku najwygodniejszy jest stary sposób napinania, fiksowania i zwalniana. Robimy taki taśmowy bloczek z karabinka i ostatniego pinu banana. System blokuje się samoczynnie, dzięki dużemu tarciu, ale oczywiście powinniśmy go dodatkowo zabezpieczyć. W moim przypadku wystarczył mi 4 m odcinek. Bez wysiłku dopiąłem taśmę do 150 kg i jeszcze łatwiej zwolniłem. Wielkim plusem jest też to, że w razie potrzeby, w każdym momencie możemy troszeczkę dociągnąć lub ją poluzować. W sumie tą metodę możemy wykorzystać przy dłuższych i dobrze dopiętych highlinach, gdzie po naciągnięcu usuneliśmy system naciągowy, jak również w przypadku gdy nasza taśma np. Rubber Band za chiny nie da się przesunąć nawet o centymetr w bananie.

Bez problemu 150 kg





Tak jak pisałem najbliższe treningi zamierzałem przeprowadzać na taśmie napiętej do około 100 kg (50 kg + 50 kg) już bez sytemu naciągowego, tak, więc napinałem je przy pomocy prusa i rolki (wpierw lepiej napiąć górną potem backupową). Oczywiście naciągamy je minimalnie mocnej, ale po każdym przejściu napięcie spada ostatecznie stabilizując się w granicach 95-105 kg.


W ten sposób to chyba jeszcze nigdy nie latałem ;)


Na mocniej napiętych taśmach mam 100% skuteczności w ich łapaniu przy upadku. Tu - nie. Udało mi się polecieć zupełnie bez kontroli i to głową w dół. Do treningów na pojedynczej taśmie bez sytemu napinającego dobrze by było znaleźć minimalnie wyższą miejscówkę.



Na pojedynczej, luźnej taśmie, jeśli zlecimy na końcówce to gleba murowana

 

Na szóstym treningu udało mi się przejść w stylu „with no tension”, taśma była „napięta” do całych 30 kg (zaczynałem od 534 kg), a przy upadkach z łapaniem taśmy nie udało mi się przekroczyć 442 kg. 
Poza tym do highlinów w tym stylu przydałaby się taśma o bardzo niskiej rozciągliwości (ok.4%@10 kN), a te które posiadam średnio się do tego nadają. Przy dużym SAG-u mi osobiście przeszkadzają ringi wjeżdżające pod stopy (raz nawet przez to zaplątałem się w lonżę), końcówki są bardzo pod górę, a po upadku trzeba się nieźle namachać, by wrócić do stanowiska. Nie chodzi mi przecież, by robić highlinowe „rodeo", gdzie będziemy zmuszeni wystartować i zakończyć chodzenie kilka metrów od stanu (będzie to dobry trening, ale czy zaliczony haj), a tylko by wyeliminować system naciągowy. 


Treningi blisko ziemi może nie  najlepsze pod highliny, ale dobrze je robić by przyzwyczaić się do luźnej taśmy i lepiej opanować technikę chodzenia.Tu trenuję na potrójnej luźnej 30+.






To by było na tyle po tych kilku treningach. Przede mną daleka droga. Mam nadzieję, że treningi zaowocują w przyszłym sezonie highlinami napinanymi tylko przy pomocy banana. Na bieżąco będę pisał w następnych postach o moich postępach i nowych doświadczeniach.



60 m na 50 kg, Kazimierz Dolny, 


PS.  Minęły niecałe 4 lata od napisania tego artykułu. Na wysokich taśmach, gdy ostatnio mierzyłem siłę naciągu wyszło, że 34 m mam naciągniętą do niecałych 25 kg, a 60 m do 50 kg(po ustabilizowaniu) co i tak w dzisiejszych czasach jest sporymi wartościami. Ogólnie wszystko się poprzestawiało :) Mocno naciągnięta taśma zrobiła się dla mnie bardzo trudna do przejścia.



Koszmarek
SlackOn

3 października 2014

Тренировки за хайлайни без система за натягане

Когато е ниско, 30 м отпусната лента е много лесна за минаване, а тук на сравнително малка височина вече ме затруднява.


Тази година на пролет и през лятото приготвих и минах 26 нови линии (в България те общо станаха почти 70) и повторих много стари. Още през лятото почувствах умора от лентата и липса на мотивация. Цял ентусиазъм някъде се пръсна, хайлайни просто престанаха да ме радват. Приготовление на всякаква нова линия стана като механична скучна и досадна работа. Най накрая ти умръзва и искаш да я смениш. Трябваше да си направия почивка от слак. Мина един месец, втори, през това време отдадох се на колело, ройлери, катерене и много други дейности, но желание към лентата нещо не ми се връщаше. Защо така? Явно стигнах граница на моите възможности и въпреки много вложена работа и усилия нямах никакъв прогрес. Липса на напредък в продължително време все пак малко или много отчайва. По същото време моите млади колеги отбелязваха поредни рекорди на хайлайни и лонглайни. Знам, че няма какво да се сравням с 20-30 годишни момчета, но все пак подсъзнанието неволно го правеше вместо мен. Почнах да се замислям дали още има смисъл да се занимавам с този спорт. Може би трябва да си намеря нещо ново.
Една вечер в интернет улучих статия на един германски хайлайнер Reinhard Kleindl„Highlines with no tension”. Стана ми интересно, въпреки че такива хайлайни не са някаква новост. Помислих, че благодарение на хлабава лента бих дал нов живот на старите линии, които приготвях, минавах и забравях, а така те пак ще бъдат за мен предизвикателство. Количество на нужна екипировка за носене рязко ще намалее, а новите тренировки в бъдеще може би ще дадат някакъв напредък. Имаше само един проблем, аз самият. Винаги предпочитах по силно натегнати ленти, когато нещо опъвах с младите те винаги твърдяха, че лентата вече е добре, а на мен ми беше хлабава. За последен път родео в парка правих преди 2 години, но и без това тренировки в парка ниско над земята при мен никак не се пренасят върху форма на хайлайни. Знам че вече не съм на 20 или 30 години и ще ми бъде много трудно дори да постигна средно ниво в стил „Highlines with no tension”, то все пак реших да опитам, така за преодоляване на собствените ограничения и разнообразие в тренировките. 


Младият Филип на много хлабав 48 м хайлан.                            снимка: Marek Bicz


Бих могъл да отида на някакъв хайлайн в скалитe и да опъна нещо подобно на моите млади колеги (снимка горе), но най вероятно щеше да свърши с много синини и обезсърчение към темата. За постигане на целта трябваха ми систематичи тренировки, да мога с малки крачки бавно да напредвам. Нали цяла зима е пред мен. Понеже край Варшава нямa естествени скали реших да тренирам на един от моите мидлайни. Максимална височина там е само 9 м и в краища тя намалява. Затова реших да тренирам на двойна лента за да не ударя при падане замята. На първата тренировка реших да проверя при какви стойности на опъване ми се ходи най добре и колко силно мога да опъна лента използвайки само банан и банан, ролка и прусек (линегрип).

Банан, прусек (или линегрип), ролка. Тук тестирах напъване на стара 2 т лента. Стигнах до 160 кг, но при единична лента по добър начин  за леко опъване е ситема от парче лента, банан и карабинер.







При двойна  3 т лента без проблеми 280 кг (140 кг + 140 кг), така че на къси хайлаини дори ако искаме лента да е силно напъната няма нужда от система за натягане.


Tренировъчна лента на този мидлайн  (от банан до банан) има дължина 32,4 м, а цялата система е 34 м.
След пърата тренировка оказа се, че най добре се чувствам когато сумарично и двете ленти са опънати до около 430-450 кг. Само с помоща на ръце мога да напъна единична лента до ок. 25 кг/30кг, а с помоща на ролка до около 140 кг/160 кг (зависи от самата лента и банан). Лентата след няколко минавания и падания се стабилизира, а нейното напрежение доста пада. Средно това са стойности между 50-100 кг.
На първите четири тренировки лентата опъвах с помоща на ролки и след всяко минаване в идвете посоки (FM) малко я отпусках. Лентите за по удобно бяха фиксирани в един банан (на хайлайни така не правим), а в система беше захванат динамометър, с който отчитах напрежение преди и след минаването. На четвърта тренировка успях да слезна до 100 кг, благодарение на което на следващите, вече не използвах система за натягане.



Напрежението на лентата по време на първите тренировки





Последната тренировка със система за натягане.







Първата тренировка без система за натягане 



Независимо дали лента е напъната до 100 кг или 30 кг няма да можем да я извадим, ако нямаме банан с махан преден пин от типа на Zilla или Lynx. 
Нямам такъв, така че на бързо преработих своите банани.

Предният пин може да се извади при 110 кг, но това далеч не  е оптимално решение.



А така е супер. Старите методи са най добри  ;) 


Тестирах изваждане на предният пин при 110 кг. Успях, но този вариант на отпускане не ми хареса, защото има възможност лентата да се блокира и ако нямаме система за натягяне ще трябва да я срежем. А при 30 кг по лесно е да извадим карабинера от сапана. Спомних си стар начин за напъване на лента. Сега младите го наричат (soft point/soft relase). 
Проверих, че без проблеми по този начин мога да опъна лента до 150 кг и много лесно да я отпусна. Допълнително голям плюс е, че винаги можем малко да регулираме напрежението. Този метод може  да се използва и за демонтиране на силно напънати хайлайни, когато премахнахме система за натягане. Метод е много удобен при единична лента и backup от въже.


Със едно парче 5 м лента, без проблеми 150 кг,  допълнително, мога след падания малко да дотегна, а при демонтаж  на хайлайн лесно да отпусна лентата.



Както писах, поредни тренировки правих вече без система за натягане, а понеже тренирах на двойна лента напъвах ги с помоща на ролка и прусек до около 100-130 кг (50-75 на лентата). За удобство първо напъваме горна после долна лента,  винаги малко по силно защото след стабилизация напрежение доста пада (зависи от лентата).



Така отдавна не съм падал. Когато лентата е  натегната до 120 кг динамометър отбеляза максимална стойност по време на ходене 401 кг, при паданета 797кг. За сравнение  при лента натегната до 452 кг, тези стойности са 600 кг и 1111 кг, а при  лента  натегната до 30 кг при падане имаме само 442 кг.



На силно напънати ленти имам 100% ефикасност в нейно хващане при падане, на хлабави не. Успях няколко пъти съвсем без контрол да друсна с главата надолу, затова тренировки на единична лента на това место са много опасни. Би трябвало да си намеря някакво по високо местенце.




На единична лента, ако падна в началото или в края ще ударя земята.

 
На шестата тренировка успях да мина лента в стил „with no tension”, т.е. лента беше напъната до цели 30 кг. При падане не успях да надмина 442 кг. При този вид хайлайни добре е да имаме лента с ниска разтегливост 3-4%@10 kN. На мен специално при голямo провисване (SAG) много ми пречат кръгчета които влизат под петите, краища са стршно на горе, а след падане е доста силово завръщане към установката. Аз не искам да правя хайлайни с огромен SAG където старта и финиша ще е далече от края на установката (това ще е добра тренировка, но за мен не мината линия), а просто да елиминирам ситема за натягане.  Затова за бъдеще все пак хайлайни ще ги опъвам до ок. 50-100 кг (без допълнителни джаджи). Хубаво ще е, да си намеря лента с ниска растегливост, лесно минаваща през банан. 


Тренировки на ниското може би, не са много ефективни за хайлайни, но все пак ни учат на техниката и свикване с отпусната лента. Тук тренирам на тройна трийстка.

Следвщият сезон надям се, че ще успея в България да мина няколко хайлайна в този стил, а сега ме чака цяла зима тренировки :)





Koszmarek
SlackOn